wtorek, 22 grudnia 2015
Misiu II
Świąteczny Nastrój wdarł się w Misiowe serce z siłą wodospadu i szybkością tornada, a do tego nie chciał go opuścić już trzeci dzień. Po wielkich łzach z Misiowych ogromnych oczek pozostała tylko wielka mokra plama na dywanie, a samopoczucie nie wiedzieć czemu polepszyło się diametralnie. Nie mógł tego zmienić nawet fakt, iż pierwszy raz w swoim nie młodym już życiu, nie dostał żadnego prezentu od Mikołaja, ale to już tak chyba teraz będzie, pomyślał Misio i roztkliwił się nad minionymi czasami, gdy jeszcze Mikołaj pamiętał o nim. I nie było w tych jego rozmyślaniach, ni krzty gniewu czy żalu, tylko nostalgia za latami minionymi. Misio pogodził się z samym sobą, że tak już teraz być musi, a pretensje może mieć tylko do peselu. Pożegnał się więc szybciutko z Mikołajowymi wspomnieniami i ruszył przeglądać ubranka dla choinki, która jednak zawita w misiowej chatce, pomimo wcześniejszej decyzji by i z tego zabobonu zrezygnować w tym roku. Zaczął przeglądać bombki gromadzone przez tyle lat, a z każdą z nich tyle wspomnień niezmiernie miłych, a niektórych wręcz życiowych chwil wspomnienia niezapomniane. Sięgnął w najgłębsze zakamarki duszy, aby wydobyć z nich również te złe wspomnienia, na co dzień wyparte, ale w tej chwili koniecznie obecne, aby mógł się z nimi rozprawić na zawsze.Wspominał Święta na których było przebogato, wręcz obrzydliwie pięknie i w każdym szczególe dopięte na ostatni guzik, a porządki rozpoczynające się kwartał wcześniej, zapewniające sterylność niestety nie tylko pomieszczeń , ale i uczuć. Przygotowania do, dokonały takich spustoszeń w uczuciach, oraz poziom stresu oscylujący cały czas przy czerwonej linii, doprowadzały do zmęczenia materiału i gdy zasiadał człowiek do tak długo oczekiwanych Świąt, wewnętrzny ból nie pozwalał brać w nich czynnego udziału. Frykasy i inne cuda nie smakowały, żarty wujka Janka nie śmieszyły, a domownicy unikali wzroku. Jak tu znaleźć złoty środek zamyślił się Misiu i nagle głos tłuczonej bombki obudził go, a refleksja, że na szczęście to tylko choinkowa i do tego nie jego, przywróciło uśmiech na pyszczku. Z pewnością to przez spadek cukru w organizmie- pomyślał Misiu i czym prędzej popędził po słoiczek ulubionego miodu. Zjadł kilka malusich łyżeczek, a tak wielkiej rozkoszy przy tym zaznał, że pomyślał cieplej o pani Misiowej krzątającej się po kuchni od wczoraj. Nawet mu troszkę w nocy spać przeszkadzała, ale i to jej wybaczył w swym kochanym Misiowym serduszku. Skończywszy słoiczek skrzętnie go ukrył, aby pani Misiowej w oczy nie kłuł i ciśnienia nie podnosił i do rozmów nie zapraszał. Szybciutko przed chatkę wyszedł, szumu troszku narobił, że to odśnieża i drwa rąbie i jeszcze przy tym zamiata. Wrócił do domku, na choinkę popatrzył, dotychczasowe postępy pochwalił i dokańczać dzieła rozpoczął. Pani Misiowa stanęła w progu, zdziwioną minę zrobiła znowu. Czy ty jeszcze długo będziesz się bawił- czule spytała i w dal się udała. Uff- sapnął Misio i usiadł zmęczony, bo było blisko gwiezdnych wojen wśród lodu. Serduszko lodowe jego gwiazda miała i nawet jego miłość go nie rozgrzała. Może Magia Świątecznych Chwil żaru doda i choć przez chwilę będzie znowu młoda. Najlepiej Misio te wczesne Wigilijne chwile wspomina, misiowe dzieciaczki były przemiłe, przytulanki kochane, wiecznie roześmiane. No i Misio był młody, piękny i bogaty, a cała rodzina misiowa w niego zapatrzona, przez jedną chwilę bez niego nie opuszczona. Teraz wszystko na opak się zmieniło, tylko choinka wierna, cały czas żywa i pachnąca lasem. Misio pozbierał resztki ubranek, które już nie nadawały się do dalszej eksploatacji z racji wieku oraz mechanicznych, a właściwie misiowych uszkodzeń. Dumnym okiem dobrze ocenił swą pracę i zmęczony zaległ w kąciku, rezerwując resztę sił na kolację. Jednym okiem wypatrując pierwszej gwiazdki, a drugim przeczesywał wszystkie zakątki kuchni i podziwiał ogrom pracy jaki go czekał przy stole, a jednocześnie docenił przez krótką chwilę, pomoc pani Misiowej przy tych wszystkich przygotowaniach.
poniedziałek, 30 listopada 2015
Kogut
Zapasiony Kogut, spróbował wskoczyć na drewniany płot. Ale czy to płot urósł, czy też klepisko się zapadło, ni jak nie mógł tego, co wydawało się zawsze proste osiągnąć. Fakt ostatnimi czasy mało próbował tego sportu, ale nowa gwiazda na podwórko przybyła, to Kogut chciał się pokazać. Jak on piał jeszcze "wczoraj" wspaniale, aż echo niosło do sąsiedniej wsi, a tu taki afront. Chciało by się, o jakże by się chciało, a tu sił nie staje i głos nie ten. Ale nawet cienkim głosem, by sobie chętnie kogucik zapiał, a tu nawet na stanowisko piania się nie dostał bidulka. Nagle słyszy, donośne hasło na przebudzenie, jakże świeże, radosne wdzierające się w trzewia, ale ono nie z jego pochodzi gardziela, ino z tego młodzieńca co został z wesela. Pociągnął więc Kogut stary, nie młode już swe nogi, w kierunku pustej, zimnej zagrody. Zapragnął się schować przed oczami wszystkich, bo dyshonor dla niego był okrutnie bliski. Młodą gwiazdę mijając mało nie potrącił, a ta i tak go nie dojrzała młodym chudzielcem zaprzątnięta. Co ona w nim widzi- zamyślił się Kogut i ciągnął dalej swe nieszczęsne rozmyślania- co on takiego ma, czego ja nie mam. Na pewno nie doświadczenia, pozycji czy też aparycji. Kogut dalej się sobie podobał, choć widział drugi podbródek i trzecią brodę. Taki już los czeka największego Koguta, gdy sił nie staje,a........
czwartek, 26 listopada 2015
woźny III
Niemłody już woźny wygrany w ostatnich wyborach, pomimo zjednoczenia się sił zła przeciwko mu i mu podobnym, spokojnie drzemał pomiędzy przerwami. I kiedy wszyscy inni wypoczywali, on biedny musiał zakasać rękawy i całą przerwę walczyć o przetrwanie szkoły kolejny dzień. Dzieciaki ogarnięte paniką, że im szkołę likwidują, stały się jeszcze nieznośniejsze i stawały na głowach by czas ten jeszcze bardziej skrócić. Ale od tego był mgr Jerzy, aby zapanować nad tą zgrają dzikusów, a jednocześnie nie zwichnąć osobowości słodkich dzieciaczków, którymi też byli, czasami chwilę po lub przed zadymką. Niezależnie czy byli zagubieni, czy nad wyraz pobudzeni mgr Jerzy miał z nimi dobry kontakt i bez większych problemów panował nad rozwrzeszczaną zgrają małolatów. Jego lekko przytłumiony słuch dawał mu małą przewagę. Nie miał od tygodnia większych problemów z życiem, a pracą w szczególności, od kiedy pani Dyrektor oficjalnie zachorowała i z całą świtą się z zamku zabrała. Na jej miejsce nowa dyrekcja już się pokazała, ale mgr Jerzego nie zaczepia, a wręcz można powiedzieć- unika jak ognia. Woźny też dyrekcji w oczy się nie pcha i ta symbioza chyba tak potrwa. Z ostatniej chwili wiadomości takie, że i osobisty kierownik mgr Jerzego we firmie już nie jest i główny wódz w ABW, też los ma przesądzony. A mały woźny swą posadkę trzyma, karty rozdaje i tylko na pensję się zżyma.
wtorek, 24 listopada 2015
Misiu
Ogromny smutek zawitał w wielkim misiowym serduszku. Ogromne łzy wielkości ziarnek grochu posypały się z misiowych ogromnych oczek, a zimny nosek cały był mokry, od wodospadów ciągnących się wzdłuż przecudownego misiowego noska. Co też takiego się stało, że Jolci misiu tak mocno odpłynął, pomimo jej wielkiej miłości do niego. Któż śmiał zrobić mu krzywdę, zastanawiała się Jolcia, bo była pierwszy raz świadkiem takiego załamania jej jedynego słoneczka, które do tej pory rozświetlało jej każdy codzienny dzień i pozwalało przetrwać nie łatwy okres po stracie młodości, świeżości i sensu życia. Misiu tymczasem próbując złapać równowagę ducha, tym bardziej się pogrążał w odmętach życia, bo docierało do niego, że przez obecną sytuację zawiódł wszystkich. I im więcej o tym myślał, tym więcej łez leciało, a im więcej łez leciało, tym większą winę czuł misiu. Jednego biedak nie wiedział, że stać się tak musiało, bo gdy wszystkim w koło ciepło dawał, to chcąc nie chcąc, go ubywało. Przyjmował w zamian troski i zmartwienia, innych do życia pobudzał, sam wpadał w czarną dziurę otępienia, zasmucenia, osamotnienia. I pomimo ludzi tłumu wokół misiowych stópek, samotny bidula podąża w nieznane, bo tutaj już tylko zwątpienie go czekało i smutek. Gdy więc spotkasz gwiazdo moja swojego misia, to uważaj mocno, aby ci nie wysiadł.
Teeeatr
Gienka kolejny raz, krzyknęła przez ramię do swego ukochanego męża, który jak zwykle buszował w kuchni. - Stary, idziemy do TEATRU. Chcesz czy nie- dodała już ciszej jakby do siebie. Ale Ziutek, ani tego, ani wykrzyczanego gardłowym głosem pierwszego akapitu nie zarejestrował, tylko dalej był zaprzątnięty, czym tu przegryżć dopiero co wypite piwo. Z głową w lodówce będąc, poczuł nagle silne szarpnięcie za ramię i pomyślał- Znowu się zacznie. Ale nie, żoneczka nie tylko nie zrugała go za ciągłe buszowanie w lodówce, ale pociągnęła czule do pokoju. Patrz stary, sam minister będzie mówił o tym spektaklu na który idziemy. Patrz, patrz- dodała. Ziutek patrzy i patrzy, a nawet słucha co tam w telewizorni mówią, ale gdy dwoje na raz mówi, to trzeci niewiele z tego zrozumie. Głupi jednak nie jest i zorientował się, że młoda jurna dziennikarka jest za sexem, nowoczesnym sexem, a starszy minister nie całkiem za zdejmowaniem gaci przed wszystkimi i wszędzie. To się narobiło stary- zagadnęło jego szczęście. Byliśmy wtedy jak te aktory, sztukę robili- dodała Gienka, wspominając ich jesienne uniesienie, we wiacie przystankowej PKS w Kostomłotach, po imieninach Jadźki. I popatrz stary- kontynuowała wywód- my za to dostalim kolegium, a one brawa na stojąco. A może to kolegium za te jajka, co to baba do miasta na handel wiozła, a myśmy jej pobili na ławce baraszkując- zastanawiała się Gienka. Bo przecież nie za sztukę konkludowała już na głos, a małżonek konsumując kaszankę tylko jej przytakiwał, bo teraz też poczuł się po trochu artystą. A jak już będziemy w tym TEATRZE rozmarzyła się Gienka, to może i na widowni będą jacyś aktorzy i do wspólnego grania zaproszą i może........Z biletami to miała szczęście, bo ostatnie dwa kupiła, tylko nie wie do tej pory, dlaczego pani w kasie pytała się w którym rzędzie sobie życzy?
piątek, 20 listopada 2015
złodziej czasu
Kolejny dzień przelatywał Ziutkowi między palcami, kolejne porażki mógł sobie dopisać do swego CV. Wszystko to znosił z godnością faceta, który jeszcze nigdy nie kochał, ale już wiedział , że to do bani. Cóż zresztą mogło się równać z najnowszą wersją jego ukochanej gry, dla której gotów był nawet wyrzucić śmieci. Taki właśnie warunek postawiła mu maminka wychodząc do pracy, a słowna była, znał ją już przecież trzydzieści pięć lat. Pamięta na studiach jak przegiął z ziołem, maminka wtedy zagroziła zabraniem kieszonkowego i gosposi. Myślał, że żartuje sobie i słowa nie dotrzyma, a skończyło się dużym debetem na koncie i deratyzacją jego małej norki (nawet nie sto metrów) po trzech miesiącach wolności. Od tego momentu kochał maminkę szczerze, albo i nie, ale na pewno słuchał jak przedszkolak. Jednego czego maminka wymóc na nim nie mogła, to przychylności dla swoich wybranek, które to namiętnie mu przedstawiała. Gdy tylko przypadkiem, przechodziła któraś koło ich domku, zawsze musiała wpaść się przywitać i zostawała na ogól tydzień. Ziutek w tym czasie, męczył się okrutnie, do kompa dostęp miał tylko w południe. Pozostałe chwile przez damy zajęte, to na obiadach niechcianych, to na spacerach do bani. Do bani zresztą całe te harce, gdy Ziutek kocha już swoją Martę. Marta ze stali ze świetlnym mieczem, rozwala wszystko co tylko zechcecie. Te panny matki, może i ładne, może i nawet niektóre powabne, ale po co mu one jak nie zaradne. Żadna grać nawet troszku nie potrafi i co z taką robić jak maminka w pracy. Dość już miał życia pełnego wyrzeczeń, chciał zakosztować trochę uniesień, lecz żadna gwiazda mu tego nie dała, co gra na kompie. Dziewczynki tylko do pracy by chciały, Ziutka biednego wysłać i poezji pracą zarazić i gonić tak ciągle nie wiedzieć czemu i za czym i po co. Życie pełne wyrzeczeń w biegu, ciągłym biegu, ale po co jak on miał już wszystko, bo na komunię dostał komputer. Ziutek nawet marzeń nie miał już od dawna, bo co potrzebował dostawał .......dzięń wcześniej, ale tak już jest u jedynaka.
wtorek, 17 listopada 2015
idzie nowe
Deprecha pełna opanowała rycerza Jedi. Od kilku dni nie był w stanie rozświetlić w całości swego miecza wolności i scyzorykiem wielkości miecza Piotrusia Pana, rozśmieszał tylko zło, które latami czekało na taką jego słabość. Gdzie są me moce, zastanawiał się Jedi, a za oknem jego osobistego więzienia, robiło się coraz bardziej pochmurno. Jesienny deszcz dodawał otuchy jedynie spragnionym źdźbłom trawy, a spadające liście, zrywane podmuchami wiatru, dopełniały radosnego widoku zniszczenia. Co tu dalej robić, kiedy ciemna strona mocy pokonana ledwo dycha, a tylko nieliczne gwiazdy reżimu, jeszcze nie uświadomione, że to koniec, niegroźnie warczą. Chyba pójdę se na pierogi, bo ostatecznie zasłużyłem prowadząc nierówną walkę tyle lat, osamotniony chwilami i sam tracący już wiarę w zwycięstwo. Może to już ostatni raz dane mi będzie rozkoszować się moimi ulubionymi, ale niekoniecznie już mile widzianymi za chwil kilka. Przyjdzie mi szukać ich w podziemiu, bo nie wierzę, aby pustki nie wypełnił rynek. A tu kolejny problem wierzyć, czy nie wierzyć w taki rozwój wydarzeń, aby nie wpadać w paranoje. Rycerz zamyślił się nie na tyle mocno, aby nie zauważyć nowego nadchodzącego dnia, obiecującego wszystko i wszystkim. On jeden wiedział, że co by się nie działo, on na pewno robotę miał będzie i tylko pytanie, czy już czas na nowo szukać Ciemnej Strony Mocy?
przysłowia???????
wielkich ludzi zna- chyba grabarz, .......wszystko jest w naszych rękach- dlatego myjmy je często, ......życie jest piękne- ale tylko do śmierci, .........kobieta mądra, piękna i szlachetna- to gatunek zagrożony,......facet młody, piękny i bogaty, a do tego wrażliwy- to gatunek wymarły,....albo gej,.....małżeństwo udane, gdy suma stosunków waszych, jest większa niż kwadrat sumy waszych zdrad,.....inteligencję tłumu liczymy ilorazem sumy IQ grupy, przez kwadrat ich uczestników.....piękne ciało jest przez chwilę, piękny umysł jest na całe życie, piękna dusza jest wieczna....... jedzenie to sex starości.........
sobota, 7 listopada 2015
blondi właśnie zakochała się w MAKU
Kolejny miesiąc odchudzania poszedł sobie do piachu, bo blondi zakochała się w maku. Najpierw ćwiczenie silnej woli przy wszystkim normalnym do jedzenia, a następnie czas wolny spędzony w maku. W miłej atmosferze lepiej przyjmuje się życiowe porażki, a takie są zawsze po widzeniu w maku. Bo w maku się wszystko zaczyna i wszystko co dobre kończy.
sobota, 31 października 2015
mewy
Tupot białych mew obudził Józka w środku ostatniej jesiennej nocy. Właśnie dochodziła godzina jedenasta, a przez jasne zasłony, przedzierały się nie pierwsze już promienie słońca. Ileż by dał ten niebogaty jeszcze, a już niemłody człowiek, za chwilę ciszy wewnątrz siebie. Za oknem słoneczna piękna pogoda, a Józuś nie może pozbierać myśli z dnia wczorajszego, a cała noc jeszcze do poukładania, na szczęście ranek jasny czytelny jak łza. Kto mu kazał w środku tygodnia ogłaszać weekend i gonić za szczęściem jak jakiś małolat. Kto mu kazał iść na całość jak w jakimś kiepskim TV- Szoł, kto bo przecież nie on, on nie jest przecież taki głupi. A jednak ciśnienie śródczaszkowe mówiło coś przeciwnego, a wspomniane mewy dudniły niczym stado słoni. Gdzie ty byłeś mój kochany rozumie (dziś obolały sponiewierany jak blondi po krzyżówce). Na pewno nie ze mną na barykadach jak walczyłem o honor przy kolejnych toastach. Co zrobiłeś, abym mógł dziś spojrzeć w lustro z uśmiechem na ustach i jasną czystą duszą. A duszą, duszą, głośno było, a to obściskiwanki tylko zalotne, buziaki przypadkowe od lat zaplanowane i przytulaski nie do końca przemyślane, ale za to jakie przyjemne. Muzyka tylko w uszach grała, ale i to im wystarczyło, by się bawić przednie i na cudzoziemców z zazdrością nie patrzeć. Chyba nawet bardziej tamci z uwagą i ciekawością zabarwioną lekką zazdrością im się przypatrywali. Krzty dezaprobaty nie ukazując, może przez słabą znajomość języka?Jedna smoczyca co to nie jednego giermka połknęła, na Józusia się zawzięła i łaps zrobiła, ale na głaz trafiła, lekko ząbki sobie stępiła. Nie z Józusiem takie numery, bez przytulanek, buziaczków i gimnazjalnych przystawianek, a może i on nie Goliat, ale z workiem pełnych przysmaków. Bo Józuś był rycerzem nad rycerze i nie jedną smoczycę już rozerwał w swym bogatym życiu na strzępy, a by nie być gołosłownym miał przydomek "worek wielki". Tak to jest już ze smoczycami, że czasem tylko fortelem można je zwyciężyć.
wtorek, 27 października 2015
sen nocy, już nie-letniej
Jakiś horror przyśnił się młodej pani prezes niewielkiej korporacji i wstając z różowego łóżeczka, nie miała wesołej minki. Pierwszy raz od dłuższego już czasu, nie chciało się jej iść do pracy, ale jej wrodzona odpowiedzialność, nie dopuszczała innego rozwiązania. Cóż, trzeba wziąć byka za rogi- pomyślała i po szybkich porannych przyziemnych czynnościach, jeszcze szybszej kawce, ruszyła do drzwi, przeglądając jeszcze maile, ale tu o zgrozo nic nie znalazła- jak nigdy. Czyżby mnie już nikt nie kochał- pomyślała już lekko zestresowana, ale biorąc po uwagę wydarzenia dnia wczorajszego, wszystko było już możliwe, nawet takie SF. Na drodze też, jakoś inaczej się jej jechało, wszędobylskie małe oszczędne autka wciskały się przed jej limuzynę bezpardonowo i pomimo tego, że patrzyła na nich wszystkich z góry(z wyjątkiem Tirów), dalej się rozpychały jak nigdy. Na szczęście dojazd do fabryki zakończył się szczęśliwie i gdyby nie awaria na bramie, już by była w firmie. Pierwszy raz zda żyło się jej zastać zamkniętą bramę. Co za fatum- pomyślała- co za dzień. Nerwowo zatrąbiła i po chwili brama ustąpiła, a właściwie ustępować zaczęła. Jaka niemrawa, chyba ją wymienię razem z tą obsługą- rozmarzyła się, a brama zakończyła właśnie proces odmykania niewzruszona przemyśliwaniami pani prezes. Obsługa jedynie chyba się przejęła, bo nogi ze stolika zdjęła, a może tylko nogi im ścierpły i tak niezręcznie wyglądała ta panika. Pani prezes z autka wysiadła, pantofelki na czerwone szpilki zamieniła i do biura kroki skierowała. Niestety drzwi na jej drodze stanęły i ni rusz ustąpić nie chciały. Rany zawsze się same otwierały, słyszała tylko -dzień dobry, gdy je mijała i tyle, a dziś nic, ani dzień dobry, ani........ Po chwili i tą przeszkodę sforsowała i przez sekretariat do gabinetu się dostała, przez nikogo nie niepokojona we wielkim fotelu usiadła. Co dalej podpowiedz losie-zamarła i nasłuchiwać zaczęła ciszy, nieznanej, złowrogiej ciszy. Nagle jakiś rumor na korytarzu przerwał tą sielankę, po drzwiach przeszły dreszcze, a ciche skrobanie uzmysłowiło powagę sytuacji. Coś powodowało skrzypienie drzwi i kołatanie serca pani prezes. Gwałtownie otworzyła drzwi i ujrzeli się nawzajem, ona dwóch fachowców odkręcających JEJ tabliczkę. Czas się zatrzymał, pani prezes się uśmiechnęła, a bajka się skończyła i platforma wygrała.
czwartek, 22 października 2015
Złotowłosa
Co oni wszyscy chcą od mnie?- zastanawiała się Złotowłosa, zaścielając łóżka po swych pociechach, bo niestety tego nie udało jej się nauczyć latorośli. Już na wiosnę doprowadziła do tego, że całe potomstwo zaczęło systematycznie myć zęby, do wakacji wdrożyła sprzątanie po sobie, ale ścielenie łóżka, tego do tej pory nie udało się. Ją osobiście tak drażniła rozkopana pościel, że zakasała rękawy i sama czyniła co pociechy olały. Jeszcze niedawno mogła liczyć na pomoc ojca pociech, ale od kiedy udał się na służbę do pałacu, wszelki słuch o nim zaginął i nawet w weekendy wśród bliskich nie bywał. Inny był kontrakt na usługi niemożliwe, ale z Wielkimi Tego Świata tak zawsze, że umów nie przestrzegają i nawet (ZR) za leszcza mają. I tak od zarania dziejów bez zmian- sobie pomyślała. Złotowłosa nie jedno już w życiu widziała, nie od wczoraj na tym świecie darem obdarzona. Wiedziała, że tak gorący okres wkrótce się skończy, ktoś wygra, ktoś przegra i znów cztery lata spokoju, allle dziś ogrom pracy. Życzenia spełnić trzeba, bo już taka dziejowa rola, a tu jedna błaga by moherom dowody pochować, drugi by sami faceci wzięli udział w zabawie, a baby przy garach zostawić. Trzecia modli się zajadle, by tylko kolorowych, dosłownie i w przenośni, najlepiej parami tej samej PCI do gry zaprosić. Czwarty to jakiś handlarz jabłek ze wszystkiego zadowolony, coś tam chciał, ale Złotowłosa dokładnie nawet go nie zrozumiała i chyba nie wie jak mu pomóc. Największe wrażenie na niej zrobił, jak zawsze zresztą, ten co tak ładnie śpiewa i jemu sukces wróży i na płetwach stanie i mu nieba przychyli i go królem zrobi. Brodacz tylko o nic nie prosił, a ładny był i chętnie by mu pomogła, ale w cuda nie wierzy, widać małej wiary, albo i bez. Księgowy też wpadł w oko Złotowłosej, nawet może by mu i pomogła, ale ojca jego znała i na pewno nie kochała. Za te cuda, co mu wtedy z mężem pomogli wyprawiać, do tej pory się nie rozliczył i do tego opowiada, że to wszystko jego zasługa. Beci musi pomóc, bo tak jej się żal zrobiło jak zobaczyła, ile dzieci musi biedna sama wykarmić i wychować. Wszędzie bidulki z mamusią chodzą i na chlebek pomagają zarobić. Nie bez znaczenia jest też wstawiennictwo mężusia, co twierdzi, że jego książę najchętniej z Becią by ten wózek pchał ku świetlanej przyszłości. Tak więc wszystko już znane, wcześniej rozstrzygnięte, a my dowiemy się o tym dopiero PO.
niedziela, 18 października 2015
sens życia
Nim kogoś oplujesz, sprawdź czy nie stoisz pod wiatr - pomyślał Heniu szukając zamka. Jakież to uniwersalne- kontynuował rozmyślania, nie przestając sikać na jakiś plakat wyborczy, ale nie miało najmniejszego znaczenia dla niego, na czyj. Był on taką aspołeczną jednostką dla której nie miało znaczenia, kto z kim i dla kogo. On wiedział jedno od ojca, że jak sam o siebie nie zadba, to nikt mu nic w życiu nie da. Nie oczekiwał zresztą od życia wiele, to co miał wystarczało mu w zupełności, piękna żona, śliczne dzieci, pieniędzy w bród z giełdy (miał do tego smykałkę), a narzeczona z tego wszystkiego najlepsza. Jedyny problem to życie, jedno życie, a pomysłów na przeżycie kilka, jeden lepszy od drugiego. Zapiął zamek i rozmarzył się na dobre, gdyby tak można żyć w kilku wymiarach jednocześnie, w każdym z inną opcją rozwoju, w każdym z inną kobietą, albo przeżywać kolejne życia, jedno za drugim tak do znudzenia , ażby człowiekowi z tych nudów zachciało się na koniec samemu zejść. Gdyba tak można, to jedno życie mógłby sobie przeznaczyć na bycie biednym, drugie na bycie uczciwym i filantropem, a kolejne na naukę, pracę i inne bzdety. A wtedy spokojnie resztę mógłby sobie przeznaczyć na życie, po prostu życie.
sobota, 17 października 2015
ranking
- 1.Woźny 2.Autobiografia 3.Czas 4.Tylko dla dorosłych 5.Starocie 6.Ciacho 7.E 8.Walizki 9.Choinka 10.Dorosłość Najbliższe sercu 1. Cytrynka 2. Wazelinka 3. MGR....... Dzisiaj pierwszy raz wyświetlił mi się krokodylek. Patrzę i oczom nie wierzę, a tu pół świata zajrzało w me skromne progi. Oczywiście dotyczy ROSIJI. Wcześniej wyświetlały się STANY, ale jakieś takie mniejsze. Szok jaka mała wioska ten ŚWIAT nam się zrobił Polska743Stany Zjednoczone138Finlandia5Rosja4Wielka Brytania2Kolumbia1 na dzień 17.10.2015
czwartek, 15 października 2015
AB
Przez punkt A i punkt B poprowadzimy prostą, oraz taką samą prostą poprowadzimy przez punkt B i punkt A , a następnie czynności te powtórzymy milion razy, dalej będziemy mieli tylko i wyłącznie prostą. Gdyby tak można w życiu, wszystkie nietrafione wyprawy po złote runo, zapakować w jedną porażkę z jednym klapsem i jedną blizną na sumieniu..........
środa, 14 października 2015
3D
Mroźne wiatry od rana smagały ulice Wrocka. Spóźniony miłośnik letnich biegów z czerwonymi uszami pomykał pod wiatr. Gamoń biegnąc z wiatrem na pewno miałby lepiej, łatwiej, chyba cieplej, ale on chciał się umartwiać, jak zwykle gdy mu w życiu działo się źle. A działo się ostatnio wiele złego, jak w jakimś kiepskim amerykańskim filmie, wyprodukowanym w beznadziejnym amerykańskim Hollywood. Ziutek nie lubił nic co jest amerykańskie, z wyjątkiem może jego przyjaciółki, małej czarnoskórej latynoski, o niebieskich oczach i blond włosach. Bo jeśli piękność to tylko z Polski i jaka by ona nie była, zawsze będzie blond i .......... Od kiedy pojawiła się w jego życiu same problemy otaczać go zaczęły, niczym wyrzuty sumienia po paleniu na czczo. Sąsiedzi pukali się w czoło, a płeć piękna zawistnie patrzyła na jej urodę. Uprzedzenia przed wszystkim co nowe, uwydatniały się bardzo w ostatnich dniach- pomyślał Ziutek. Ale dlaczego w wielkiej metropolii mającej być za chwilę stolicą KULTURY taka zaściankowość, taka ksenofobia, nawet para gayów z trzeciego piętra nie zaakceptowała jego wyboru. Tak łatwo mówić o liberalizmie, o tolerancji, jak nie dotyczy nas samych, a jak przyjdzie do twych drzwi, stajesz się mały, zagubiony i po prostu wściekły. Wszystko zaczęło się od tego, że na studiach znalazł dojście do drukarki 3D i kiedy inni drukowali sobie laptopy, samochody, telewizory on wydrukował sobie Julii i jak tylko "wyszła" z zaczarowanej maszyny cała, pachnąca świeżością jak ją (B) stworzył nagusieńka i tabula rasa, na której natychmiast wypisał jej wielką miłość do się, a ta, natychmiast się nań rzuciła i gdyby nie prowadzący pewnie już na zajęciach by go zgwałciła. Gdyby tak można wszystkie nasze, matki, żony i kochanki zaprogramować jak się chce, życie stało by się prostsze, piękniejsze i wreszcie znośniejsze od narodzin do emerytury (to to samo, jak się bezkrytycznie na nią czeka). Ale co mnie obchodzą problemy innych- zmitygował się Ziutek i jednocześnie dotarło do niego, że jego poranny bieg kończy się, rozpoznał znajome kąty tak bliskie sercu od dwudziestu lat. Pomyślał jeszcze raz o Julii i ciepło mu się zrobiło na całym jego młodym ciele, a nawet widok paskudnych plakatów z jeszcze paskudniejszymi przymilającymi się twarzami, nie mogło mu popsuć poranka, jego poranka.
poniedziałek, 12 października 2015
Góra z górą........
Piękna spokojna stolica, pięknego spokojnego państwa, tylko czasami słychać w oddali "biało czerwone, to....." Pośród uliczek widać w mroku przekradające się postacie, to coś rozwieszające to znów z mozołem zdzierające coś z murów. Jak w 45 przed godziną "W", niemiłosierna cisza, a w powietrzu czuje się jakieś napięcie. Nagle rumor, nagle hałas, nagle piski starszych kobiet słychać, w oddali widać dwie szamocące się kobiety o jedną latarnię walczące. Ja byłam pierwsza- krzyknęła ładniejsza. A ja sobie ją już wczoraj zajęłam- krzyknęła mądrzejsza, zawieszając jednocześnie swój kawałek poplamionego kartonu na ślicznym licu przedmówczyni. Tego było już za dużo, nawet dla tak spokojnej kobiety i ręce same poleciały do włosów brzyduli i się zaczęło. Światła w oknach się pozapalały, bo od wizyty górników tak głośno na ulicy nie było, ale ich były tysiące, a tu dwie drobne kobitki, decybeli robią jak ruski czołg. Jedna krzyczała -To ja jestem MATKĄ POLKĄ. Druga jej na to-Ale z niemieckimi korzeniami. I nie wiadomo jak by się to skończyło, gdyby z za rogu nie wyszedł przypadkowy przechodzień (z kotkiem) i nie namówił do zaprzestania sprzeczki. Beata daj spokój, już nie nada, nie kopie się leżącego- powiedział po ojcowsku. Jak nie teraz to kiedy, kiedy? -żachnęła się przywołana. Zaczekaj od tego jest Antoni, on wszystko Ci wytłumaczy, a w ogóle to trzeba zadzwonić po lekarza i z ciekawości, gdzie Borowcy-zapytał starszy pan. Mecz oglądają, a dwa jeden to na włosku sukces wisi i nikogo od TV nie odciągnie- odparła zapytana jedną ręką przytrzymując bezładnie wiszące ciało, a drugą wybierając numer pogotowia do ŁODZI. To tak jak u nas, na włosku i dlatego bez prowokacji- błagam. Teraz pozwolą panie, że się oddalę, moc spraw do załatwienia zostało- oznajmił nieznajomy, a jako ojciec się objawiający. A panie, jak to panie, same z problemem zostały i podobnież do zawieszenia kruchego doszło, a na jak długo, to już z TV niebawem się dowiemy.
niedziela, 11 października 2015
wolne myśli, w wolnym czasie
Człowiek też czasami bywa człowiekiem, ale się strasznie przy tym męczy. Kraj mlekiem i miodem płynący, na szczęście Syryjczycy tego nie zauważyli. Facet przed 35 rokiem życia nie ma jeszcze co powiedzieć, a po niestety nie ma już co pokazać. Idealny wiek dla faceta to pierwsze dwa kwartały 35 roku życia.
jesień....
Piękna słoneczna pogoda za oknem, a przed, stary zmęczony człowiek, zatopiony jak Titanic w lodowatych wodach życia, otaczających go ostatnio i przysparzających kolejnych siwych włosów. Jeszcze wczoraj młody, piękny, pragnący zmieniać ten wstrętny zły świat, a dziś wrak człowieka, złamany życiem pociągający nogami jak już w ogóle ruszy d... I tak cały czas przed oknem, a za szara rzeczywistość, może i rozświetloną pięknym jesiennym słońcem, ale kogo to obchodzi, może tych milionerów, co to po polach będą się uganiać jak dziecka za piłką, nie wiadomo po co i na co. W ogóle jak oni ją widzą jak ona taka mała, a pole ogromne, że co grubsi to nawet autkami jeździć muszą. Chyba nic innego do roboty nie mają- pomyślał Ziutek, który miał co robić, a właściwie co musiał zrobić by nie zwariować. Musiał telefon wykonać do kogoś, bo mu na duszy ciężko było, ale do kogo, jak już dawno ich wszystkich znielubił i kontaktów ze sobą zabronił? Chyba przyjdzie do wróżki zadzwonić, pomyślał przez chwilę nawet przychylnie, ale ze względu na koszta pomysłu zaniechał. Nigdy się o nic w życiu nie prosił, nawet jak za małolata przyszło się hajtać to Ziutek jedno co potrafił powiedzieć do swej wybranki w ramach oświadczyn to- Fajnie by było być żonatym, nie mała? Zresztą jak (B) dzidzię dała, to wypada aby mamusia i tatuś się znaleźli i to o jednym nazwisku, aby inne dzieci nie dokuczały. Małej pięknej Kasi łzy się w oczkach pojawiły, bo tak romantycznym jej Ziutek jeszcze nie był. Rzuciła mu się natychmiast na szyję by jej powściągliwości za wahanie nie wziął i (BB) się nie rozmyślił. I tak cały tydzień baraszkowali, że niebawem nie jednej, a dwójki córeczek się doczekali. Jakie to wszystko było proste i wyobrażalne. Śniadanie, spacer zaraz obiad, kolejny spacer, kolacja i kilka pieluch do wymiany przez dzień cały i ZERO stresów, załamań, wahań nastrojów, ciągły bieg do przodu, żadnego kroku w tył. I nagle to wszystko się kończy, dzidzie lepiej lub gorzej do życia przygotowane w świat odchodzą i pustkę wielką po sobie pozostawiają, bezsens życia nam uwydatniają. Większy problem jak nie uwalniają nas od swego istnienia, to wtedy jest dopiero orzech do zgryzienia. Ziutka kolejny raz problem przerósł i po flaszkę sięgnął i do ex zadzwonił.
piątek, 9 października 2015
E.
Sexu to ja pragnę jak szpinaku- powiedział Ziutek do zimnej Elwirki, która uwielbiała go podpuszczać, a następnie schładzać jak w elektrowni atomowej uranowe trzpienie. Chyba bardziej szpinaku do sexu- odpowiedziała rezolutnie lodówka. Biedny Ziutek pragnął tylko przytulanek i troszkę uczucia, a Elwirka młodsza ciałem i duchem, daleka była do dojrzałego związku z księgowym. Jej całe ciało składało się jeszcze z samych uciech i przyjemności, ale była przy tym całkiem inteligentna (chyba tleniona- pomyślał Ziutek). Gdyby tak jeszcze raz mógł zacząć znajomość, na pewno nie odsłoniłby się tak, nie pokazał jej jak mu na niej zależy, po prostu nie popełniłby najczęściej powielanego błędu współżycia, nie zakochał się. A tak mleko się rozlało i liczyć mógł tylko na litość przeciwnika, najchętniej zacytowałby Kmicica " kończ waćpan(na) wstydu oszczędź". Gdy tak rozmyślał ile mu jeszcze życia zostało i dlaczego takiego ciężkiego, przeleciał mu przed oczami krótki film o upokorzeniu, jego żywot poczciwy, ale chyba nikomu niepotrzebny, a jeszcze wczoraj wspaniały, przez kogoś kochany, tak mu się chociaż wydawało. Elwirka w wielkim świecie bywająca, dzięki tatusiowi dobrze postawionemu i urodzie po mamusi odziedziczonej, igrała sobie życiem i ludźmi którzy na jej drodze stanęli. Wczoraj wzięła i zabrała Ziutka do klubu jedynego w mieście z zaproszeniami, a tam go porzuciła i poszła sobie poflirtować z młodym trenerem. Ziutek porzucony na środku oceanu wrogich obcych ludzi, przetrwał tylko dzięki wrodzonemu urokowi księgowego i przy bliższym poznaniu okazało się, że oni wszyscy bardzo go potrzebowali (księgowym to on był najlepszym na świecie, a zwroty wat przez niego robione były wyższe niż obroty firmy - genialny, w US bali się go jak ognia). W fizyce jest to perpetuum mobile, w prawie falandyszyzacja, a w ekonomi mówi się o tych fachowcach kreatywni goście. Elwirka na forum powróciwszy zdziwiła się, że jej przyjaciela rekiny nie zjadły, a wręcz się na nich zawiodła. Zmęczona już była tym starym dupkiem i tylko zastanawiała się jak się go pozbyć, a na zołzę nie wyjść.
czwartek, 8 października 2015
Woźny II
Jerzy kolejny raz spojrzał na zegarek, ale ten z uporem maniaka wskazywał godzinę piątą. Budzik miał nastawiony na szóstą, dziś już chyba na daremno, bo spania już na pewno nie będzie, a wszystko przez wydarzenia dnia wczorajszego. Jerzy dowiedział się od szefa, że piękne ma zdjęcie, a było to niestety zdjęcie z moni
toringu, gdzie uwieczniony został sam na sam z dilerem. Zaczęło się od tego , że dyrektorka przypaliła go z byłym uczniem szkoły, znanym i podejrzewanym o miłość do dopalaczy. Musiała donieść do WB (wydziału bezpieczeństwa) i ci pewnie przejrzeli kamery i co ciekawsze fotki przekazali Dyrektorce, a ta musiała wezwać samego szefa firmy która miała wszystkich Woźnych w mieście pod sobą. Szef sam pofatygował się do szkoły, czego nigdy nie robił osobiście, ale to była szkoła MGR Jerzego i wiedział, że tam coś śmierdzi, bo wcześniej już miał telefony z Warszawki w sprawie mgr Jerzego (czy pracuje i co on, o nim sądzi i takie ble ble). Dało mu to dużo do myślenia, bo nigdy do tej pory nie słyszał, aby zwykłym Woźnym interesowało się ABW, a on stary cywil z WSI dobrze wiedział co o tym myśleć. Tak to musiało wyglądać- pomyślał mgr Jerzy, próbujący obrać linię obrony, przed dzisiejszym spotkaniem w gronie samych wrogich sobie ludzi, czyli Dyrektorki, szefa i przedstawiciela WB. Jak to rozegrać, aby się nie zdemaskować, a jednocześnie nie wylecieć za pobłażanie dilerom. Dyrektorka go nie lubiła, szef się go bał, a w WB chcieli mieć święty spokój i nie dlatego, że tacy wierzący byli, wiedział więc, że na przychylność kogokolwiek liczyć nie może. Ale jak to Woźny miał asa w rękawie, wiedział o schadzkach dyrektorki z zastępcą i to nie po to aby szlifować najbliższe przemówienie szkolne, ale informację tę posiadł w sposób nie do końca przejrzysty i w zasadzie do użytku wewnętrznego (postraszyć można, wyjawić niekoniecznie, nie po katolickiemu przecież). I tak walczył z myślami do wczesnego ranka i podjął decyzję chyba jedynie słuszną i zadowalającą wszystkich zainteresowanych, gdyby tak można w KRAJU- rozmarzył się chwilę i pomaszerował do szkoły. Po drodze wstąpił do kwiaciarni, tuzin róż zakupił (wiedział o fobii dyrektorki do nich) i pomaszerował na spotkanie. Od progu dyrektorkę w mankiet, kwiaty w rękę wcisnął, krótką samokrytykę złożył, za wszystko przeprosił i oszołomioną na środku pozostawił. Dyrektorka dobrą minę do złej gry zrobiła wszystko wybaczyła, coś o wzajemnym zaufaniu powiedziała i w swoim pokoiku się schowała. Szef prze szczęśliwy Woźnemu za decyzję pogratulował, lukratywny kontrakt w ręce mu pozostał, to i Woźnego na nowo polubił. A Wydział jak to Wydział, spokój odzyskał to i na ogólną euforię przystał. I tak kolejny raz sprawdziło się przysłowie "jak wejdziesz między wrony.........."
toringu, gdzie uwieczniony został sam na sam z dilerem. Zaczęło się od tego , że dyrektorka przypaliła go z byłym uczniem szkoły, znanym i podejrzewanym o miłość do dopalaczy. Musiała donieść do WB (wydziału bezpieczeństwa) i ci pewnie przejrzeli kamery i co ciekawsze fotki przekazali Dyrektorce, a ta musiała wezwać samego szefa firmy która miała wszystkich Woźnych w mieście pod sobą. Szef sam pofatygował się do szkoły, czego nigdy nie robił osobiście, ale to była szkoła MGR Jerzego i wiedział, że tam coś śmierdzi, bo wcześniej już miał telefony z Warszawki w sprawie mgr Jerzego (czy pracuje i co on, o nim sądzi i takie ble ble). Dało mu to dużo do myślenia, bo nigdy do tej pory nie słyszał, aby zwykłym Woźnym interesowało się ABW, a on stary cywil z WSI dobrze wiedział co o tym myśleć. Tak to musiało wyglądać- pomyślał mgr Jerzy, próbujący obrać linię obrony, przed dzisiejszym spotkaniem w gronie samych wrogich sobie ludzi, czyli Dyrektorki, szefa i przedstawiciela WB. Jak to rozegrać, aby się nie zdemaskować, a jednocześnie nie wylecieć za pobłażanie dilerom. Dyrektorka go nie lubiła, szef się go bał, a w WB chcieli mieć święty spokój i nie dlatego, że tacy wierzący byli, wiedział więc, że na przychylność kogokolwiek liczyć nie może. Ale jak to Woźny miał asa w rękawie, wiedział o schadzkach dyrektorki z zastępcą i to nie po to aby szlifować najbliższe przemówienie szkolne, ale informację tę posiadł w sposób nie do końca przejrzysty i w zasadzie do użytku wewnętrznego (postraszyć można, wyjawić niekoniecznie, nie po katolickiemu przecież). I tak walczył z myślami do wczesnego ranka i podjął decyzję chyba jedynie słuszną i zadowalającą wszystkich zainteresowanych, gdyby tak można w KRAJU- rozmarzył się chwilę i pomaszerował do szkoły. Po drodze wstąpił do kwiaciarni, tuzin róż zakupił (wiedział o fobii dyrektorki do nich) i pomaszerował na spotkanie. Od progu dyrektorkę w mankiet, kwiaty w rękę wcisnął, krótką samokrytykę złożył, za wszystko przeprosił i oszołomioną na środku pozostawił. Dyrektorka dobrą minę do złej gry zrobiła wszystko wybaczyła, coś o wzajemnym zaufaniu powiedziała i w swoim pokoiku się schowała. Szef prze szczęśliwy Woźnemu za decyzję pogratulował, lukratywny kontrakt w ręce mu pozostał, to i Woźnego na nowo polubił. A Wydział jak to Wydział, spokój odzyskał to i na ogólną euforię przystał. I tak kolejny raz sprawdziło się przysłowie "jak wejdziesz między wrony.........."
poniedziałek, 5 października 2015
???????????
Zazdrość- pierwszy stopień do piekła, czy normalna forma obrony organizmu przed myślami jeszcze gorszymi, jeszcze mniej przyjemnymi, a wręcz niebezpiecznymi, ze względów nie tylko kardiologicznych? Lekka niewinna zazdrość, jest nawet seksi, jest nawet budująca uczucie między dwojgiem osobników, allllle tylko minimalne przekroczenie tej cienkiej granicy między, zabawą w chowanego, a faktycznym schowaniem portfela mężowi po wypłacie, może doprowadzić do wybuchu wulkanu. Tak fajnego w jednych okolicznościach, a niekoniecznie już w przypadku omawianej zazdrości, a zazdrość rujnuje i to najbardziej tego kto zazdrości. Aby zazdrość była budująca, trzeba ją pielęgnować, jak każde uczucie, czy roślinkę i uważać, aby w dobrze rozumianym interesie własnym nie przelać, nie zalać po brzegi, bo mleko się rozleje i zazdrość seksi zamieni się w seksistowską zazdrość. Lekka subtelna zazdrość jest jak najlepszy nawóz dla naszego kwiatuszka miłości, lub najlepszą odżywką do hodowli motyli. A nie ma nic piękniejszego niż uczucie budzenia się tych delikatnych stworzonek buszujących w brzuszku od rana, od pierwszej myśli o lubej, lubym, czy też o lubej z lubym. Nie jest więc szczęściem być rogaczem, ale jedynie właścicielem miejsca na poroże i puki miejsce tylko swędzi, myśli lepiej się układają, częściej , cieplej i radośniej.
Koniec lata
Ostatni już chyba ciepły, słoneczny, beztroski weekend roku 2015, żal siedzieć w domu, a jeszcze większy rozstawać się z ciężko zarobionym groszem, allle jak to w życiu bywa, chuć większa niźli rozsądek i w myśl przysłowia, raz kozie śmierć, poszło po bandzie młode dziewczę i kartę ośmiorniczkę z najdalszych kątków wygrzebało i na miasto ruszyło. Nie będzie to jednak opowieść o Koziołku Matołku, a o osiołku pantofelku, jak go żoneczka wołać lubiła, gdy dokuczyć mu chciała. Osiołek bo bez szkoły, a pantofelek bo do garów się garnął jak mało który facet. Gdy jednak przychodził czas wolny od pracy, a bywało to sporadycznie, bo pracę lubił jak mało kto, a w jego fachu niestety na okrągło i bez wyjątku piątek świątek, budził się drapieżnik jak to w pantofelku. Nie była to jednak praca premiera, a ciężka robota grabarza, jednego z najlepszych w mieście i dająca jak by nie patrzeć znajomości z największymi tego świata. Może i dlatego nasz osiołek nie czuł kompleksów, że bez szkoły, bez ładnej żony, czy też pieniędzy. On kochał swoją pracę i robił to z oddaniem na trzeźwo, jak niewielu w jego fachu. Na trzeźwo wybrał i poślubił piękne młode dziewczę, ale tyle mu ono teraz kłopotów sprawiało, że pięknoty już w niej nie widział, a jedynie cyferek sporo z minusem je poprzedzającym. Co jedną kartę spłacił, to słoneczko jego kolejną mu podrzucało, a do tego jeszcze nie tłumacząc się wcale. Sylwek miał jednak nerwy stalowe i wszystko cierpliwie znosił, a w dniu dzisiejszym zdecydował się nawet dotrzymać królewnie towarzystwa, choć ta wyjątkowo nie nalegała. Jak szedł do pracy zawsze się irytował, że z ukochaną iść nie może, a ona tak wtedy prosiła, wręcz błagała bidulka, a jemu tak wtedy jej żal było, że wyrzuty wręcz miał, iż zimnych od gorących wolał.Gdy już tak razem sobie na miasto wyszli za rączkę się trzymając jak para nastolatków, Sylwek pomyślał tak sobie, że mógłby tak do śmierci maszerować po wrockowym ryneczku i podziwiać nową kostkę dla szpilek zrobionej, a przez niego teraz niedzielnymi adidasami profanowanej. Ale jako towarzysz szpilkowej damy miał prawo tam se chodzić i jak Pan da straży się nie bał. Zrobiwszy dwie rundy w koło, nikogo znajomego nie spotkawszy w pierwszej lepszej kafejce usiedli. Co podać pani Kasiu - spytała kelnerka. Sylwek już wiedział na co poszły pieniążki, tak ciężko zapracowane, lecz spokój stoicki zachował i dwa słowa dorzucił- To samo. Wahał się czy nie dołożyć- poproszę, ale bał się, aby nie wyjść na prostaka.Wielkich ludzi znał, to maniery dobre miał. CDN
sobota, 3 października 2015
Sylwester tuż tuż
Jak sobie zrobić ładną klatę dla Sylwestra i czy warto się tak męczyć, w imię doznań nieznanych, nie zawsze miłych, łatwych i przyjemnych. Dzidek odpowiedziałby fachowo, trza wziąć kilka ładnych desek i jeszcze ładniejszych gwoździ i połączyć przy pomocy ładnego młotka, ale to jest odpowiedź tyleż złośliwa, co nieprzydatna kompletnie, bo nie chodzi nam o jakąś tam klatę, dla dużego nawet kanarka, tylko o rozwój cielesny Mikołaja, nieziemsko zakochanego od miesiąca. Panu Dzidkowi podziękujemy już, za przyziemne pomysły, człowieka, któremu temat miłości bliźniego ogranicza się jedynie do PCI przeciwnej i do tego w peselu zaczynającym się na osiem. Tacy ludzie przez swoje zaszufladkowanie odbierają sobie 90 % możliwości na miłość, a koszt miliona, za możliwości doboru pierwszej cyferki pesel, gwarantuje migrenę i ogranicza miłośników tegoż. Mikołaj osobiście zadowolony był ze swojego wyglądu, ale od kiedy ujrzał Sylwestra to oszalał na jego punkcie i gotów był nawet te brzydkie, zimne okropności dźwigać, by tylko zwrócić na siebie uwagę. Sylwester był bez serca i pozwalał się zamęczać Mikołajowi na siłowni przez cały tydzień, by w weekend dać się porwać do klubu, a tam sprawdzać cierpliwość przyjaciela. I tu mamy wreszcie równouprawnienie, niektórzy faceci też potrafią być złośliwi, kapryśni, nieziemsko kobiecy.
piątek, 2 października 2015
weekend
Piękna pora dnia jeszcze wczesna, a już po godzinach pracy, jeszcze dzień pracy, a już weekend, najlepszy dzień tygodnia-piąteczek. Przed nami ciężka upojna noc, a do tego dwa dni wolne na wszystko co się zamarzy. Odchorowywanie imprezy piątkowej, wyjazd z nowo poznanym ciachem nad morze, a może stacjonarne zaleganie przed TV, wreszcie nie nerwowe tylko na całkowitym luzie, bo do fabryki iść nie trza i TV do rana, do oporu, do bólu uszu z ranka. Normalni koneserzy z browarem, też czekają do piąteczku i teraz mogą do woli uprawiać sport narodowy, picie na czas zdrowia wszystkich z ................... włącznie. Choć przez chwilę szczęśliwi, choć przez chwilę wolni, od gajerków, kostiumów czy spodni na szelkach. Wolni od szefów i ich przydupasów, którzy są gorsi od szefów i ich żon, szczęśliwi przez dwie doby, nasze doby, których nam nikt już nie odbierze. A wydarzyć się może wszystko w tym czasie, włącznie z lotem na księżyc, czy zawarciem jakiejś kosmicznej nowej znajomości, która zaowocuje może nowym etapem życia, albo tylko kacem, ale kto to wie. Co może być ważniejszego w piątkowy wieczór od miłości, zabawy, zabawy w miłość czy miłości do (dla) zabawy? Nic. Czarna dziura, z przewagą na czarna. Kiedy tak wpadniemy w upojną zabawę, piątkowego wieczoru, nie musimy dbać o nic, bo mamy jeszcze dwa dni, na odnalezienie wyjścia z tunelu, w który często te piątkowe wieczory nas zapędzają.
teraźniejszość
Blady świt, wkoło pełno pustych ulic, a ja kolejny raz widzę zło, czające się w każdym zakamarku duszy. Wyszedłem na dwór bo musiałem, ale szczęśliwy z tego powodu nie jestem, w ogóle nie jestem. Złych ludzi tłum, widzę otaczających mnie zewsząd, a tu pusto jak w głowie, zmęczonej głowie. Po cóż tu wyszedłem nie mogę sobie przypomnieć i po cóż, może KTOŚ mnie inspirował, może KTOŚ mi kazał, ale co mnie to obchodzi, jak mnie tu wystawił, to niech se mnie teraz stąd zabierze, a ja sobie chwilkę pomarzę o chwilach minionych, bo tak mnie to uspakaja jak przyszłość, tylko teraźniejszości nie trawię. O Matko czy w życiu musi być teraźniejszość i komu ona potrzebna, kto stoi za tym, kto za sznurki pociąga. Przeszłość jaka by nie była już minęła już gorsza nie będzie, już nic robić nie musisz, a nic się nie zawali, innym krzywdy nie zrobisz, niczym martwić się nie musisz. Przyszłość też jest przyjazna, bo jaka by nie była to dopiero będzie, jakoś to będzie, samo się może rozwiąże nim przyjdzie, ale teraźniejszość nie, o nie, będzie wciskać się w głowę, żądać podania natychmiast jakiegoś rozwiązania, a ja nie chcę podejmować decyzji, ja nic nie chcę, chcę tylko spokoju i ciszy. Niestety teraz to towar deficytowy i nie dla każdego. A jeśli deficytowy, to ktoś ten towar będzie dystrybuował, ktoś na tym kasę zrobi, znowuż nie ja i dobrze bo mam to szczerze w dalekim poszanowaniu.
niedziela, 27 września 2015
Sylwia
Co by tu można jeszcze dodać, do tak uroczystego dania na kolację, idealnego na uczczenie czterdziestolecia -pomyślała Sylwia. Przez jedną sekundę przeleciały jej przed oczami, wszystkie dalekie i bliskie podróże po świecie, wraz ze wszystkimi przysmakami tego świata, które miała okazję zaliczyć, poszufladkować i na jej dysk twardy wrzucić. Miała tak dobrą pamięć do tych rzeczy, że potrafiła obudzona w środku nocy dokładnie opisać smaki i zapachy danej potrawy, sytuacje i miejsca w jakich je poznała i nawet ile kosztowały, pomimo, że nie ona za nie płaciła. Nie pamięta tylko z kim te chwile dzieliła, ale cóż oni zawsze się zmieniali, a do twarzy pamięci nie miała. Dziś był uroczysty wieczór, czterdzieste urodziny nie obchodzi się co dzień, zaprosiła więc sobie do swej posiadłości dwustumetrowej, na najwyższych piętrach tego miasta, Heńka. Młodego pięknego ciałem modela, którego poznała ostatnio w klubie i stwierdziła,że taki prezent jej się należy na tak okrągłą rocznicę. W większym gronie obchodziła już tą swoją pierwszą czterdziestkę, ale w klubie w tłumie obcych przyjaciół, którzy wszyscy zachowywali się jak by chcieli pożyczyć sto złotych, a sami mają przecież miliony, tylko się zniesmaczyła.Teraz liczy na coś więcej, może i serduszko dygnie troszkę, bo Heniuś
wart grzechu, a Sylwia nie po to ćwiczy sześc dni w tygodniu na siłce,
by teraz zastanawiać się czy podoła małolatowi. Spojrzała w wielkie (dwa
na dwa) lustro, przechodząc do salonu po przepis na ośmiornicę,
genialne ciało ujrzała pomimo upływu lat, wciąż ładna buzia, tylko oczka
jakieś smutne, chyba jakiś wspomagacz by się przydał-pomyślała. Nalała
sobie lampkę wina DOBREGO, wypiła duszkiem (w celach zdrowotnych,
leczniczych wyjątkowo forma dopuszczalna) i pospieszyła do pracy bo
czasu coraz mniej, a Henio nigdy się nie spóźnia, nawet można by
powiedzieć, że za szybki jest, dzieciaczek. Tak rozmyślając nalała sobie
kolejną lampkę, by tym razem celebrować, ale mleko wykipiało w tym
czasie i tak się tym faktem zirytowała, że dalszą karierę kucharki
zaniechała, telefon na kuchnię wykonała, wcześniej lampkę zerując w
trybie awaryjnym. Wyjaśniwszy wszystko, co by chciała i na którą godzinę
w błogi nastrój popadła, ciepło rozlało się po całym ciele, a ona
usiadła wygodnie z butelką ulubionego wina i zastanawiała się czy warto
nalać do kieliszka. Po chwili wahania, jednak odrzuciła młodzieńcze
sposoby spożywania trunków i nalała do kieliszka, a potem zanurzyła się
we wspomnienia w minione lata. Minionych mężczyzn, mężów i kochanków,
tych ostatnich cały czas więcej niż mężów. A ten Henio co z nim, a w ogóle co z tym wszystkim, żachnęła się Sylwia,
bo jak patrzy tak czasami z boku, to oni wszyscy są jak burza piaskowa,
wdzierają się czy chcesz czy nie chcesz, a później znikają nagle
wszyscy jak ręką uciął. Najczęściej dzieje się tak jak przychodzą
święta. Tak to są najgorsze chwile, kiedyś jeszcze jeździła do rodziców
na wieś, ale jak koleżanki ze szkolnej ławy dopadły, trudne pytania
zaczęły zadawać, jak mąż jak dzieci, to dała sobie spokój z tymi
wyjazdami i na kolejne święta w góry pojechała. Tak już tradycją
zostało, że święto w górach, albo w obce lądy, byle dalej od wiochy, a
wiochy nie lubiła od dawna. I tak rozbeczała się nam nasza Sylwunia i
nie wiadomo, czy to wynikiem wypitego wina było, czy wspomnieniem byłych
mężów, czy owoców ich miłości, a właściwie ich braku. Wstała i poszła
otworzyć drzwi, bo właśnie kolacja wjeżdżała, a telefon od Henia
oznajmiał, że książę tuż, tuż. Wszystko na raz napadło Sylwię i nie była
pewna co powinna najpierw uczynić, wytrzeć łzy, otworzyć drzwi czy
odebrać telefon. Wahanie trwało chwilę, skończyła lampkę, a reszta sama
się rozwiązała, jak węzeł gordyjski na pozór nie do ogarnięcia.
piątek, 25 września 2015
cytrynka II
Jasiu wstał dziś lewą nogą, jako mądrala wiedział, że przełoży się to już na cały dzień, a przecież właśnie dzisiaj miał ogłosić światu, swoją WIELKĄ myśl. Wielką radosną myśl dla miłośników poezji, prozy i czego tam jeszcze chcecie. Postanowił połączyć wszystko jak wytrawny kucharczyk na oko, wymiziać, zakręcić i stworzyć coś wzorem współczesnych malarzy, coś nowego, pięknego,nowatorskiego jak kolejny dopalacz na rynku, nie mający swojego wiernego poprzednika. Jasiu słynął z umiejętności sensownego, sobie tylko znanego szyfru układania literek, ale zapragnął wprowadzić na pozór bezładny chaos, ale dla wnikliwego obserwatora prosty i jasny przekaz, alllle nie dla wszystkich , tylko dla nieprzeciętnie wysublimowanego odbiorcy czytelny. Wszystko co nowe rodzi się w bólu, ale Jasiu wiedział o tym i wstępną krytykę wręcz oczekiwał, jak batów po wywiadówce gimnazjalista. Jedynie krytyków był pewny przychylnego przyjęcia, bo jak krytykować coś czego jeszcze nie było, czego z niczym porównać nie można, a co być może okazać się nowym trendem i pochopna krytyka czkawką się może odbić. Nie mogąc oprzeć się zacytowałem wstęp opowiadania Pierwsze dni z życia nowej żony milionera. Ćśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbb śołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbb
czwartek, 24 września 2015
stłuczka
Blondi wypadek miała. Jej ukochany stary telefon, który miała już prawie sześć miesięcy, tak niefortunnie upadł, że szybka mu pękła, pamięć krótką stracił i dojść do siebie nie mógł bidula. Z rozpaczy Blondi nie poszła na pierwszą lekcję, bo po pierwsze czasu dokładnego nie miała, a po drugie, tak roztrzęsiona na mieście pokazać się nie mogła. Wróciła pospiesznie do łazienki, łzy które jej z oczu gęsto kapały jedna po drugiej, wytarła specjalną do tego jałową, sprowadzaną z NIEMIEC........tką. Z grubsza się uspokoiwszy, niechlujny szybki makijaż nałożywszy, udała się do szkoły, lekko jeszcze szlochając. Blondi była bardzo wrażliwa, pamięta jak z klasą byli w kinie na filmie Pan Wołodyjowski i kiedy doszło do sceny spotkania Azji z p.Alem tylko ona rzewnie płakała i przy tym sobie paznokcia złamała, albo przedtem (do końca nie pamięta). Tak i teraz szlochów końca nie było, a przecież i tak los jego był przesądzony, bo jak to w życiu bywa, swoje anioł już zrobił i czas na młodszy model wymienić (na ten z ostatniej reklamy TV). Biedna Blondi nie wiedziała jeszcze, że życie okrutne bywa i nosił wilk razy kilka.........Przybywszy do szkoły zauważyła jakiś lekko dziwny odbiór swej osoby. Dziewczyny się niepewnie uśmiechały, tak jakoś bez szacunku, a chłopcy przeciwnie jakoś tak z większymi iskierkami w oczach. Do tego Madzia jej osobista psiapsiółka zrugała ją. Jak ty wyglądasz? Jak jakaś gówniara-odpowiedziała sobie. Lubiła tak sobie porozmawiać z kimś inteligentnym, a Blondi faktycznie źle wyglądała, oczy ledwie widać było, bez cienia pawia z którego to słynęła w szkole, jej własnego wynalazku, kreski modliszki, delikatnej jak linia Zygfryda, broniąca cnoty Niemek przed inwazją Francuzów. Blondi przeraziła się nie na żarty.
Jeżeli przez brak makijażu wyglądam tak młodo, to brakuje tylko, aby w klubie nie sprzedali mi piwa, a do kina wpuścili tylko chłopaka. Zimny dreszcz przeleciał po młodym ciele Blondi, a strach dobiegł do mózgu niczym fala tsunami, której nic nie może już zatrzymać. Jedynie chłopcy docenili naturalność urody, czyste lico, młodzieńczość urody i mniej drapieżny makijaż, który teraz mniej onieśmielał, a wręcz zachęcał nieśmiałych. A ci chłopcy teraz tacy zniewieściali, wszyscy poszukujący ciepła i to najchętniej w starszych, szybszych modelach lub najnowszej gierki w internecie. Niestety, starsze, szybsze modelki, są zainteresowane starszymi, bogatymi modelami z opcją ex........I taki model, mógłby nam się utrwalić, gdyby człowiek nie spojrzał głębiej, gdzie pełno dzieciaczków młodych pięknych i szukających czegoś więcej niż piwa w klubie i sexu po nim na ławce. Nasz naród niczym lawa...... pisał kiedyś wieszcz. Moje drugie ja podpowiada jednocześnie, że niczego tak w życiu nie żałujemy, jak grzechów nie popełnionych i sztuką tylko wyważyć ten przysłowiowy złoty środek.
Jeżeli przez brak makijażu wyglądam tak młodo, to brakuje tylko, aby w klubie nie sprzedali mi piwa, a do kina wpuścili tylko chłopaka. Zimny dreszcz przeleciał po młodym ciele Blondi, a strach dobiegł do mózgu niczym fala tsunami, której nic nie może już zatrzymać. Jedynie chłopcy docenili naturalność urody, czyste lico, młodzieńczość urody i mniej drapieżny makijaż, który teraz mniej onieśmielał, a wręcz zachęcał nieśmiałych. A ci chłopcy teraz tacy zniewieściali, wszyscy poszukujący ciepła i to najchętniej w starszych, szybszych modelach lub najnowszej gierki w internecie. Niestety, starsze, szybsze modelki, są zainteresowane starszymi, bogatymi modelami z opcją ex........I taki model, mógłby nam się utrwalić, gdyby człowiek nie spojrzał głębiej, gdzie pełno dzieciaczków młodych pięknych i szukających czegoś więcej niż piwa w klubie i sexu po nim na ławce. Nasz naród niczym lawa...... pisał kiedyś wieszcz. Moje drugie ja podpowiada jednocześnie, że niczego tak w życiu nie żałujemy, jak grzechów nie popełnionych i sztuką tylko wyważyć ten przysłowiowy złoty środek.
poniedziałek, 21 września 2015
autobiografia
| Pierwszy SMS i do tego bez błędów, kto mnie zna nie uwierzy.Dodaj napis |
A tak z innej beczki…
Jeżeli wydajesz mniej na alkohol niż ja na kosmetyki to super :)
Jeżeli słyszysz a nie tylko słuchasz – to już Cię lubię :)
Jeżeli szanujesz ludzi bez względu na wszystko to jesteś wielki :)
A jeżeli do tego wszystkiego interesujesz się tańcem a w szczególności tańcem latynoamerykańskim… to Ci się oświadczę :)
,,musiałem tak mi się spodobał..........................................................................kolejny piękny cytat nie oparłem się Tym razem z mej ulubionej książki, jednej z dwóch które mam --Oszalał dla tej kobiety i mówił jej to dziesięcioma palcami.Wszystko się powtarza. Dopasowujemy się do zużytych formułek, uczymy się jak idioci już dawno wykutych ról. Przecież to ja sam głaszczę ją po włosach, a ona we mnie wgaduje te swoje sagi znad La Platy, i żal jej-więc trzeba ją wziąć do domu, wszyscy są przecież trochę pijani, trzeba ułożyć ją, upieścić, rozebrać, powoli odpinać guzik po guziku, odpinamy guziki, ściągamy błyskawiczne zamki, a ona nie chce, chce, nie chce, prostuje się, zasłania twarz rękami, płacze obejmuje nas, jakby nam proponowała coś niesłychanie wysublimowanego, potem sama pomaga ........Oczywiście moja zwierzęca natura to delfin, ale jakoś ..... Szukałem JOKERA, ale chyba nie ma, a mnie najbliższy. Niech będzie delfin...............gruba kreska....................Rzuciłem kawę (trzeci dzień, a piłem 6 ) i idę na wojnę ze wszystkimi nałogami jakie mi zostały (giełda od miesiąca nie gram). Z kawą się trzymam. Raz na trzy dni -jak za małolata.Trądzik też się pojawi mam nadzieję. Aha ,kręcą mnie sandałki i krzywe nogi, ale tylko te pięknie krzywe...................................... ONA...........................................Jest czy to się komuś podoba, czy nie, jest. Jest matką moich dzieci, wieloletnią kochanką, niedoszłą kucharką, perfekcyjną panią domu, a obecnie niedoścignioną księgową. Pomimo upływu lat, wciąż mnie rajcującą, ale jej idealny chłód doskonałego wina, gwarancją czystości uczuć i .....................................................A wszystko to przez ciągłe dążenie do doskonałości (tylko po co), wieczne niezadowolenie, z rzeczy TYLKO dobrych (np mąż), a z domu robienie biblioteki. Mezalians tak, wypaczenia nie......................................................Ostatnio zauważyłem, że nawet kosze na śmieci które mijam, uśmiechają się. Podejrzewam niestety, że poprawa mojego samopoczucia wynika z kilku kilogramów którem ostatnio przytulił. Niestety, za wszystko dobre co człowieka spotka, płacimy wysoką cenę. Jak tylko przez chwilę jest lepiej, to natychmiast należy się rozglądać, z której strony nam życie .......... .......................................... Na dzień ojca dostałem czekoladkę i życzenia, super........................................................Rewolucja, w dom wszedł nowy domownik, 6-tygodniowy posokowiec bawarski, śliczny, mądry i mogę przy nim wszystko robić.(córy na 18 prezent)......................................................PIES, od kiedy się pojawił, mały, bezbronny szczeniaczek, atmosfera w domu poprawiła się zdecydowanie, a ciepło domowego ogniska, podniosło się o kilka stopni. Czas, w którym dzieci bardziej łączyły niż dzieliły, dawno minął i potrzebny był nowy impuls (6 w lotto, praca w RZĄDZIE, albo cuś). To cuś, rządzi teraz wszystkimi domownikami i dokonuje cudów. Żona zeszła z kanapy, odłożyła książkę, wyłączyła tv 24 i jak małolata gania się z tygrysem. Córa częściej bywa w domu, a ja wreszcie mam wdzięcznego słuchacza. Nawet chłopcy, nie przychodzą już tylko na niedzielny obiad, ale również bywają w tygodniu. Sielanka jak w narzeczeństwie, ale nic nie trwa wiecznie. Czekam na klapsa od życia. Nauczycielka z terapeutką namówiły mnie na bloga, to się teraz wymądrzam, ale to już chyba wiecie.
niedziela, 20 września 2015
czas
Kolejny dzień uczniowskiej gehenny, mijał Ani na rozmyślaniach o niesprawiedliwości, jaka ją otacza od wielu lat. Od kiedy przyszła do nowej szkoły, nie mogła się jakoś odnaleźć, nawet w tej chwili, kiedy już mocno zaprzyjaźniła się, z Iwonką i mogła od tego momentu liczyć choć na jedną osobę w konfrontacji, z tym głupim Heńkiem, co to przyszedł do ich klasy jako spadochroniarz. Był ładnym chłopcem, nawet się Ani troszkę podobał, lubiła taki typ sportowca, bez papierosów i wódki, allle jaki on był niedojrzały, jak sex w gimnazjum i do tego największy zgrywus w klasie. Żeby jeszcze dolać goryczy, to upatrzył sobie ją i jej koleżankę, na swe ofiary i znęcał się jak mógł. A to oświadczał się dziewczynom przy całej klasie wywołując gromkie śmiechy, a to znowuż parodiował je, za co też otrzymywał brawa. Ania z Iwonką dobrze się uczyły i do tego Iwonka była ładniutka, nawet przez chwilę adorowana przez Heńka, na szczęście dla niej nic z tego nie wyszło. Ania niestety nie miała tego szczęścia (w obu punktach) i z Heńkiem nie była nawet na jednej randce, ale jak by inaczej być mogło. Brzydkie kaczątko, za wysokie, do tego pyza, fryzurę chyba maminka dobierała, okulary duże rogowe jak u Pippi, no i taka cnotka chodząca tylko z koleżankami i książkami. Koleżanki Heniek by jej jeszcze wybaczył, uwielbiał je adorować, ale książki. Działały na niego jak krucyfiks na diabła, a że on takim diabełkiem troszku był, to i zakonnic nie tolerował. Lata mijają dzieciaczki dorastają i pewnego lipcowego popołudnia Heniek maszerując sobie główna ulica miasta widzi z naprzeciwka piękne dziewczę, zjawa o długich blond włosach i jeszcze dłuższych nogach, w słonecznych okularach, zasłaniających piękne szlachetne rysy, ale nie na tyle, by Heniek nie rozpoznał koleżanki ze szkolnej ławy(bo i takie chwile były). Zrobił się mały, jak wszyscy wielcy tego świata, ale niepotrzebnie, bo to dziewczę, co inaczej nie wypowiadało się o nim w szkole jak -głupi drożdziel, rzuciło mu się na szyję, zasypało pytaniami, a on dupek żołędny, języka w gębie zapomniał, na kawę nie zaprosił i po kwadransie pozwolił aniołowi odejść. Dojść do siebie do wieczora nie mógł i tylko pocieszał się, że musi ją przecież jeszcze spotkać. Niestety jak w lotto, jak szóstkę przepuścisz, bo nie chciało ci się wyjść wieczorem do kolektury, to później nie ma co liczyć na kolejną. Tak też się stało, nie spotkał jej już za lat młodzieńczych i dopiero szkoła rocznicę robiąc po wielu latach, dała im szansę spotkania. Kiedy się wtedy dojrzali spotkali, noc całą przegadali, na niesprawiedliwość życiową ponarzekali i z godnością się rozstali. W tym cały ambaras, aby dwoje chciało naraz.
sobota, 19 września 2015
Woźny
Ja
tu jestem DYREKTOREM oddziału- przypominam. A ja Woźnym, pani dyrektor-
odpowiedział mgr Jerzy i spokojnie spojrzał kobiecie prosto w oczy. Bo
dla niego kobieta była zawsze kobietą, co by na siebie nie włożyła, w co
by się nie ubrała, w ministra czy też dyrektora. Zawsze widział je-
kobiety, z ich duszą, makijażem, elokwencją, z ich złośliwościami,
zaburzeniami, ale kompletnie nie było tam miejsca dla ciuchów, mniej lub
bardziej zakrywających ich boskość. Należał do nielicznych facetów,
którzy widzą kobiety jak je BÓG stworzył, jak jakiś rzeźbiarz lub
grabarz. A dla Jerzego kobiety od małego były ucieleśnieniem miłości i
piękna, a jednocześnie bólu i poniżenia. Wychował się z czterema
starszymi siostrami i jedną młodszą. Nie raz, był upokorzony przez płeć
piękną i jak dorósł obiecał sobie, że już nigdy, ale to nigdy baba, jego
najczulsze określenie kobiet, bez względu na wiek pozycję społeczną,
czy aktualnie zajmowaną, nie będzie nim rządzić. Wszystko zaczęło się od
tego, że pani dyrektor chciała być miła i wydając poleceni, zrobiła to w
formie prośby kończąc słowami panie Jerzy. Woźny poczuł się znów jak za
dziecka zdominowany przez kobietę, zaszczuty i jego reakcja była
adekwatna do wyimaginowanego zagrożenia które go otaczało. Tego się nie
da zrobić BOŻENKO -odpowiedział grzecznie, ale pani dyrektor nie wzięła
tego za dobrą monetę. Wybuchnęła jak to kobieta urażona potrafić umie,
syknęła jw. i oddaliła się by z tumanem nie dyskutować, przez sekundę
wcześniej wzrokiem go zmierzywszy, lecz pokory w nich nie ujrzała. Co za
cham - pomyślała, głęboko urażona, a jednocześnie odetchnęła z ulgą,
uzmysłowiwszy sobie, że tylko dzięki jej oporowi, nie wprowadzono gazu
pieprzowego i tonfy, na wyposażenie Woźnego z nowym rokiem. Gdy
przypomniała sobie jak ten przemiły rubaszny p.Jerzy domagał się wręcz,
tego wyposażenia w jej podstawówce, to widziała się już w oparach gazu,
cała załzawiona. Była jednocześnie wściekła na samą siebie, bo nie
dokończyła doktoratu i teraz taki cieć, będzie jej kłuł w oczy tym swoim
mgr z historii, histeryk jeden, jak go reszta kobiet nazywała
złośliwie. Tu trzeba przyznać szczerze, nie był ulubieńcem kobiet, nasz
magister Jerzy. Ale HISTORIA zna takie przypadki, dyskryminacji płci
brzydkiej.
metro
Wiedział, że życie ma już przesrane, prawie zakończone, a jeszcze żadnych większych sukcesów nie zanotował. Czuł jednak przez skórę, że najlepszy sex jeszcze cały czas przed nim, a co za tym idzie, jest jeszcze po co żyć i dla kogo przecierpieć ten trudny okres. Jak jeszcze pomyślał, iż mogło by, być to z nowo poznaną blondyną, cieplej mu się na sercu zrobiło i w dalszych okolicach nie młodego, ale wciąż atrakcyjnego ciała. Co było w niej, że tak na nią reagował, jak na żadną z nowo poznany kobiet- zastanowił się i momentalnie poddał. Czary- jak zawsze, gdy chodzi o kobiety, tak jest i już. Ukradkiem sprawdził tylko, czy aby inni współtowarzysze podróży, nie są świadkami tych jego przemyśleń, ale na szczęście, wszystko w ramach zgięć materiału wyglądało całkiem naturalnie. Troszkę się tym faktem uspokoił, ale goręcej się wciąż robiło i nie będąc pewnym trwałości tegoż, siadł w pozie godnej myśliwego pochylającego się nad upolowaną zwierzyną. A to dziewczę upolować musi, jak mu tak dobrze jak tylko o niej pomyśli, to jak będzie, jak już oswoi. Do życia w luksusie z facetem godnym przysposobi, całą pocałunkami obsypie i zmęczony tym faktem zaśnie, w ramionach nieco jeszcze głodnej i zdziwionej, że to już. Gdzie Ty dziewczę byłaś, jak ja szukałem kobiety na całe życie, jak ja rodzinę zakładać chciałem, jak ja ...... Zamyślił się Zdraduś głęboko, nad swym nieudanym życiem, a echo mu podpowiedziało w szkolu, kolu, olu. I co z tego-zirytował się mocno, nosem pociągnął, jakby chciał świeżości myśli nabrać i temat rozgryźć. Jak to teraz ugryźć, mieć ciastko i zjeść ciastko, a do tego w tort nie wpaść, bo się tak słodko zrobi , że zemdli. Torsji Zdraduś dostanie, tak jak dekadę temu, jak na weselu dziecka, ciśnienia nie wytrzymał i w szkodę poszedł, z koleżanką syna. Może i wstawiona była, może i lekko, ale lekko nie było, gdy się mleko wylało i maminka syna porządek zaprowadzić nieśmiało przybyła (jak ZOMO do kopalni Wujek). Zdraduś na wspomnienie chwili, zapomniał o rozmyślaniach miłych i wrócił do śledzenia mijanych ulic, za oknem wrocławskiego metra, które kolejny raz dowiozło go do fabryki marzeń o dobrobycie.
czwartek, 17 września 2015
ciacho
On był kaleką, nie umiał kochać, ona bezbronna, bezdomna, samotna, jemu jedynie znajoma, jemu jedynie ufna. Zakochała się bidulka w naszym Michałku od razu, gdy tylko go ujrzała w kolegi garażu. Pierwszy kontakt wzrokowy tam mieli przypadkiem, lecz nigdy, przenigdy, nie zapomni już o nim bidulka nieznana, niczego nieświadoma i przez to, na bank będzie zraniona. Gdy Michał z pracy wracał, a czasem pracował, obiadek stał na stole, nie przypalony, nie przesolony, taki normalny, jak to nam babcie kiedyś serwowały, gdy jeszcze bidulki żyły, lub sił dostatek miały. Dla Mietka normą to było, bo chłop wiedział co mu się należy, z racji pracy, godności i wieku. Był od Tatiany starszy, przez doświadczenie ciekawszy, na nieszczęście dziewczyny brzydszy i bogatszy. Miłość trwała by wieki, może i lat dziesięć, gdyby dziewczę hoże nie poszło nad morze. Tam spotkała drwala o przepięknym ciałku i się odkochała w cherlawym Michałku. Miłość bywa ogromna i czasem spełniona, lecz szkodnika w zagajnik, nie wpuszczaj Michałku. Tam sobie możesz mieszkać z gwiazdą wymarzoną, lecz póty nie masz problemu, póki w pobliżu twej gwiazdy, szkodnik nie zacumuje, czasem jest wilkiem, czasem jest w owczej skórze i ten jest najgorszy. Tatiana szczęście miała, paszport na nowo dostała, nasz drwal pięknie przez naturę zrobiony, na siłowniach dopieszczał przeróżne matrony, tam też poznał samą kierowniczkę, co paszporty dawała za dukatów miskę. W naszym drwalu lekko jednak zadłużona, bez zbędnych ceregieli paszporcik wydała i za to z miłym drwalem się chyba................................
ostatnie chciane urodziny
Historyczna chwila złapali motyla. Blondi zarezerwowała wreszcie salę, odetchnęła głęboko z ulgą, problem dręczący ją od paru miesięcy rozwiązała. Osiemnastka od lat oczekiwana, już tuż, tuż (trzy małe miesiące), a ona dopiero teraz jest ciut spokojniejsza, bo salę ma. Goście wiadomo sami się znajdą, jedyny problem jak ich ograniczyć do liczby sto. Nie wie tego jeszcze dziecko biedne, że przy czterdziestce dylemat ten sam, ale ciut odwrotny, skąd wziąć chociaż osób dwadzieścia. Co się stało z całą osiemdziesiątką, nie żyją już dla nas, czy aby już nie poszli spać. Gwiazda na łatwiznę poszła, z kumpelą się dogadała, by obowiązkami się podzielić, koszta ograniczyć, a jednocześnie na pustej sali się nie bawić, robią se dwie w jednym dniu takie trzydzieści sześć na dwa liczka. Młodzież archaizmów nie zna, to se w googla wpisze, to się dowie, co poeta miał na myśli w słowach....Jeden problem z wujkiem google, bo nie myśli bidula, tylko pamięć ma dobrą i czasami młodzieży do dupy pridatny, jak ma dylemat, dlaczego maminka się czepia jak piją. Pierwszy lepszy zapytany menel, dałby odpowiedź na pięć minut i za dwa piwa, dziecię dowiedziało by się, więcej niż przez miesiąc w szkole. Zapytany o to samo Google, by się zawiesił, tylko to potrafi jak go zagniesz, a menela nie zagniesz, piwa nie odpuści i perpetuum mobile poda, jak flaszkę obiecaną mieć będzie. Ale wracajmy do blondynki, bo ona tu za gwiazdę robi, nóżkami przebiera, na swą kolej czeka, o imprezie godzinami prawić potrafi. O przygotowywanych dekoracjach, zaproszonych już gościach i rezerwach oczekujących. Przygotowują się jak Jagiełło pod Grunwaldem, kogo tu jeszcze zaprosić, już prawie cały kwiat rycerstwa jest, ale by zwycięstwo pewne było i o to i o tamto zadbać trzeba. Na los się zdawać nie można, bo zbyt ważna to sprawa. Sprawa wręcz honorowa, bo o honor tu idzie i o zakład z Klarą i nie ważne co lepsze, nie ważne co żywsze. Na pewno ważne co będą pili, co będą jedli, to już bez znaczenia i tak wszystkie panny na odwyku od gryzienia, a panowie pić będą i zakąszać słowem. Dalej na imprezę bracia, dalejże panowie. A dziewczyny, o ciuchach o modnym makijażu, a blondi już prawi jaką kieckę założy i dlaczego będą to spodnie. Oczywiście z pampersem, bo taka już moda, aby gorzej wyglądać , wciąż młodziej i młodziej. Jak masz długie nogi i zgrabne do tego, pokaż światu pampersa, a będziesz tak samo jak oni wszyscy prawie karłaci. Zadymka się z maminką lekka zrobiła, bo ta takiej wyobraźni oj ni ma, oj ni ma. Ja tam przed oczami widzieć to potrafię, ale zawsze czereśnią byłem i ogra sem.
mgr i co dalej maturzysto
Jasiu siedzi przed oknem, w przestrzeń zapatrzony, mocno zamyślony na świat rozżalony, z kręgosłupem moralnym, już dawno z trzy razy złamanym i wszystko po to robi, by skończyć studia mamy. Tata na szczęście nie znany, to i problemów w edukacji nie przysparzający, ale też na kino nigdy nie dający. Po skończeniu studiów też lekko nie będzie, bo z klas starszych wiadomo, że bez znajomości, to w "McDonald witamy", a sześć języków, to na recepcji bagaż udany. Ale coś cza robić, to se zrobię jeszcze jeden fakultet, to parę lat z głowy, a może się jakaś gwiazda na nieboskłonie pokaże, dziecko zrobi i problem rozwiąże, życie samo poleci. Jest taka jedna, nawet nie brzydka i siary nie robi, gdy się w towarzystwie odezwie, tylko namolna taka, ciągle mnie obłapuje, w tramwaju się całuje, a co to ja jakiś piesek do zmacywania, koleżankom pokazywania, lodów stawiania. Chyba odwrotnie być powinno wszystko, to ja jestem macho, to ja mam być nachalny itd. Alle nie, ona (czytaj me kochane słoneczko) jak się rano przypnie, jak pijawka do tyłka nieostrożnego pływaka, albo pupci nieostrożnej pływaczki, to do obiadu zagłaszcze, a jak ma widzów w koło, to mało do ....doprowadzi. Ale ileż można, od nauki mnie odciąga, na manowce sprowadza i kolegów pozbawia. Piwka nie ma czasu kiedy wypić, co za życie, a to dopiero początek, strach się bać, chyba się zapiszę do jakiejś partii, ona mi wszystko zapewni, nawet w pakiecie kota dostanę. A idee ??????? A co to, a kto to powiedział, że każdy je mieć musi.
środa, 16 września 2015
słońce
Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie. Słońce, słońce na niebie, chyba zdupcyłam drogę do Ciebie, Słońce,słońce na niebie, a jednak kocham, kocham ja Ciebie, Słońce, słońce na niebie, jak ja poradzę sobie bez Ciebie, Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.
Jerzego
Piękne popołudnie ubiegłego wieku, dwóch młodych ludzi, pośród płatków śniegu, przebija się wąskimi, przez zaspy uliczkami, grodu bolkowego, szczęśliwych, bo z kluczami do bram szczęścia, wręcz raju. Od dnia dzisiejszego zawiadują mieszkaniem, wielkości pałacu, bo pokojem metrów trzydzieści i kuchni dwunastu. Do tego piękny kibel, na korytarzu wspólnym, a wszystko za jedyne, pół pensji i słów pięknych worek. Gdy wynegocjowali kwotę, bardzo im odpowiadającą, kluczy pęk pobrali i do pałacu popędzili. Pies policyjny przez zaspy ich prowadził, a oni wspominali gospodarza twarz mocno zmęczoną. Za tą twarz mu dali ksywkę "pijackiej twarzy". Sami też, za kołnierz nie wylewali, lecz robili to dla chwały, a nie dla miraży. Gdy do grodu dotarli, drzwi pałacu otwarli, oczu im ukazało się piękne pomieszczenie, surowe i z temperaturą pół stopnia wyższą niż na dworze. Kurtek nie zdejmowali, bo się zdjąć nie dało, a jak mieszkać tu mają się zastanawiają. Godzina minęła dupa do krzesła przymarzła i blady strach padł na młodych i pięknych młodzieńców. Przyjdzie do domu wrócić, rodziców przeprosić, psa się pozbyć jak chcieli, a nawet kazali. Zdradzić przyjaciela im niechybnie przyjdzie, patrzącego z miłością, wciąż ogonem merdającego. Nie chcą się jeszcze przed sobą do tego przyznać, dywagują o piecu w rogu stojącym, że być musi gorący, tylko by trzeba rozpalić. Już zdesperowani wracać mieli do domów, gdy nagle Romek wstając z ławy zahaczył o ławę i wieko skrzyni podniósł i ku ich ogromnemu zdziwieniu ujrzeli węgiel, czarny piękny, cudny węgiel. W piecu rozpalili i nagle pokój znów stał się pałacem, a ich plany związane z prowadzeniem przyspieszonych kursów całowania dla pań wolnych, nie wolny i nawet dla szybkich, stanęły się ponownie realne, jak cudnie realne. Dwóch instruktorów już mieli w osobach własnych, a nad resztą chętnych się nie zastanawiali, sami się znajdą byli pewni tego. Trudniej będzie z kursantkami, ale od tego mieli najpiękniejszego psa wilka niemieckiego. Tak też się stało, biuro parę miesięcy pięknie funkcjonowało i gdyby nie pijacka twarz, do domu nie wrócił, umowy najmu nie wypowiedział, pewnie by dalej hulało i kolejne pokolenia życia uczyło.
wtorek, 15 września 2015
radość życia
Jesień i kolejny miesiąc życia, kolejne doświadczenia z tym związane, tylko miejsca na przyjemności coraz mniej. Z czego to wynika, czym podyktowane i czy tylko ja tego doświadczam? Kolejne pytania, jeszcze mniej miłe, przebijały się uparcie do Zenusiowych półkul mózgowych i to atakowały je jednocześnie, nie pozostawiając miejsca na myślenie, o podstawowych potrzebach organizmu. O mało, co nie zsikał się biedny nasz bohater, na jego szczęście, ktoś nagle zadzwonił do drzwi. Wreszcie coś się będzie działo, w Zenusiowym życiu, może to jedyne szczęście zapukało, dzwoniąc w jego próg. Rozmarzył się i po wrednych pytaniach, ani śladu i rumieniec nawet pokazał się na twarzy. Niestety, nie były to bram szczęścia twarze, tylko zwykli domowi nieszczęśni handlarze. Zenuś po mało grzecznym, rozstaniu z gośćmi niechcianymi, zanurzył się w lekturze gazety, nie wiedząc nawet której, ale jakież by miało to nawet znaczenie, gdy wszystkie one po cenzurze, gdy wszystkie w nich wiadomości tylko, to samo, w kółko to samo. Zenuś do wniosku tego, doszedł już czas temu i od momentu tego, gazet nie prenumerował. Załączył więc TV, w nadziei odmiany, gdy tu go dopadły wiadomości, wiary i niewiary, miłości i kłamstwa, wszystko w tyglu rozpusty i piękna i padła muzyka jedynie dotarła, co to za rąbanka, komu potrzebna i co się stało autorowi, że to wymyślił. Bardziej chyba wydumał, bo brzmi strasznie, kury straszy, to musi być tylko ...........Przełączył szybko kanał, piękną twarz zobaczył i znowu się wkurzył, takich ludzi nie ma, pomyślał gdy ją zobaczył. Pamiętał, bo jak jeszcze z domu wychodził przed laty, to widział trochę ludzi, ale tacy nie byli, a może po złych lądach chodził. Laska może i piękna, może i powabna, lecz z kostek zbudowana mało nie upadła. Zenuś już chciał pędzić z kanapką soczystą, z kawałkiem hamburgera lub stekiem soczystym, lecz się pomiarkował w porę, że szok dla organizmu mógłby ją zabić. Zresztą w TV mają, chyba jakiś lekarzy, niech oni ją ratują, niech oni o nią dbają, ja płacę abonament i twarze zdrowe być mają. A zdrówko kuleć na jesień sobie zachciało i Zenusiowi się katar dostało i jak tu na randki, ma biedny lecieć, jak mu z noska leci i leci, leci. Kocham cię życie wykrzyknął, jak co rano, a echo jak co dzień, mu odpowiedziało MAĆ,MAĆ, MAĆ.
poniedziałek, 14 września 2015
być, albo nie być
Trzecia rano, deszcz na dworze, żywego ducha na ulicach, a ja spać nie mogę i zastanawiam się co ja tu jeszcze robię. Wszyscy znajomi już po tamtej stronie, patrzą z góry i pewnie śmieją się z moich dylematów, jak można zastanawiać się w ogóle, czy siedzieć na dupie jak wielki świat czeka. Ale nie jest to takie proste, nie zostawię tu samych, już nie młodych (starych) rodziców, ukochanego psa, niewdzięcznej giełdy, gdzie jeszcze resztki wojsk walczy o przetrwanie, czy też żoneczki, jakże odległej po wielu latach bliskości, a bliższej teraz pomimo obcości.Gdzie pójdę, gdy wszędzie już byłem, a gdzie nie byłem, to widać nie warto było. Świat wielki, może i lepszy, może i bogatszy, na pewno wdzięczniejszy, ale nie mój. Co ja jakiś tułacz- turysta, co to nie ma swego miejsca na świecie, co to gna co rusz dalej i na koniec stwierdza, że już tu był. Dowód na to, że ziemia jest okrągła, a nasze życie też się często zapętla i tylko nieliczni sobie z tym radzą. O szyby deszcz dzwoni-polecam, warto coś dobrego, se po latach przypomnieć.
niedziela, 13 września 2015
poniedziałek czarna seria
Przeraźliwy dźwięk budzika, obudził Tomusia w środku nocy. Co jest do KN-pomyślał. Czyżby znów do tyry- dotarło już bez żartów, do płata czołowego mocno go rozsadzając. Już w tym tygodniu byłem i znowu. Przesrane życie- dorzucił już półgłosem, pomału dochodząc do siebie i drzwi łazienki. Znowu te zęby, to golenie. Co ja komu K zrobiłem - zamruczał ze szczoteczką w zębach. Pomimo tego ogarnął się jak małolata w trzy kwadranse, a przy drzwiach dotarło do niego, że jak chwila minęło mu już pół życia, a on G z tego ma, jak emeryt z trzeciego filara. CH im WD wszystkim- pomyślał Tomuś trzaskając na złość sąsiadom drzwiami. Niestety wszyscy sąsiedzi byli już dawno w pracy, tylko sąsiad spod jedynki dojeżdżał dopiero, ale tylko dlatego bo miał na dziesiątą. Tomuś, zawiedziony faktem nie możności podzielenia się bólem życia z sąsiadami, pomyślał- może się uda jeszcze po drodze. Może kogoś spotkam. A spotkał na swej drodze do auta jedynie -kupę i tylko dzięki, trzeźwości umysłu nie przeniósł jej do wnętrza auta, swojego ukochanego auta. Bo tak jak on kochał to auto, to inni nie kochali tak żon. Jak on dbał o to auto, to inni nie dbali tak o kochanki. Wsiadł do maszyny, dzięki spostrzegawczości w czystych butach i rozpoczął proces wyparkowy wania.Po pierwszym skrzyżowaniu, dylemat, czy załączyć światło, czy też dać se spokój, bo do mety tuż, tuż. Znowuż się zdenerwował, takie problemy z samego rana, K za daleko na piechotę, za blisko na auto, a wieje i pada dziś, i jak tu rowerem. Do dupy, wszystko do D.Wszedł dziarsko do fabryki,pociągając ledwie nogami, ale zawsze tak miał w poniedziałkowe ranki. Wiadomo po weekendzie, letkoo nie jest, a jak się ma pod górkę, to przesrane, dwa razy P. Koledzy jak tylko go zobaczyli, natychmiast zaczęli mu dokuczać. -Cześć Tomi. Jak leci? Do dupy- pomyślał, a grzecznie przemilczał zaczepki. Ale kto nie znał Tomusia, obchodził go w takich chwilach z daleka, a kto znał ten i odpowiedzi nie oczekiwał. Wszyscy wiedzieli, że lew się budzi i do dwunastej obudzi. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Tomuś po południu inny człowiek, rozbudzony, rozpalony i tylko wypatruje kolejnej ofiary. Obchód rozpoczyna od sekretariatu, że niby się przyszedł z Preziem przywitać, a chodziło mu tylko, by panią Basię osobistą sekretarkę Prezia, uszczypnąć słowem, zbałamucić spojrzeniem i przypieczętować uściskiem jak się da. A na ogół się dawało, bo za Tomusiem to wszystkie panny, czy to mężatki, czy też, już nie, czy też, jeszcze nie, poszłyby w ogień. Ale jak tu nie uwielbiać faceta, który zawsze na Twój widok, ślini się jak szczeniak, obsypuje Cię toną komplementów. To co jeszcze parę lat temu mówił mąż, teraz Tomuś powie trzy razy i czekoladkami nakarmi. Bo przecież możesz przy takiej figurze- Ci powie. Tak całą fabrykę obszedł wszy, wszystkie panny doceniwszy, ich urodę, elokwencję i ostatnią dietę, wraca do się, aby odpocząć, po dobrze spełnionym obowiązku. I wszystko dobrze się kończy, co źle zacząć się musiało, bo w poniedziałek inaczej się nie dało.
za wielką wodą
Gdyby tak życie zacząć od nowa, od momentu zagubienia, gdyby tak można, wśród niepodzielnych dróg odnaleźć oczy kogoś bliskiego, dziś pewnie, miałbym wszystkie kieszenie wypełnione po brzegi szczęściem. Sprawdzałem nic tam nie ma, oprócz wytartej kieszeniówki, nie zapewniającej nawet bezpieczeństwa ukrytym tam skarbom. Tak sobie dumał niedawny właściciel podstawowej komórki społecznej, niedoszły posiadacz biletu do raju, po wyjściu z Sadu Rodzinnego. Po ćwierćwieczu wspólnego, niezwykle udanego i bogatego, we dnie i noce, życia, został bidula pozbawiony tego wszystkiego o co walczył, a ona ta zła kobieta, jeszcze wczoraj ciepła i kochana, pozbawiła go złudzeń i wymieniła jak papier toaletowy na nową rolkę. Boluś wiedział, że nie ma szans, w konfrontacji z jej prawnikami i grzecznie przystał na warunki mu postawione. Cały majątek już dawno był na nią, on tyrał w Ameryce i tęsknił za Anią. Pieniążki słał stale, by nie zgubić przypadkiem, w drodze do ukochanej z dalekiej Ameryki. Jego aniołek za to, wysyłał mu, ich piękny domek, co róż piękniejszy, rosnący jak na drożdżach i jak tęsknota Bolusia ogromny. Idylla ta być może trwała by nadal, gdyby nie przypadek, rządzący tym światem. Bolusiowy kolega zajechał tam fiatem. Na miejscu i pięknie, bogato, prześlicznie, basen cudowny, zadbany i do tego używany. Ale kogóż to widzi z Ameryki kolo, oprócz naszej Aneczki jakiś koleś goło. Nie ubrany, chyba nie przez przypadek, bo przystawia się mocno, do Bolkowych, cudnych, Anusinych licek i łapskami szuka Anusinych...........Wywiadowca ze Stanów, bez zbędnych chwil straty, zrobił zdjęcia parze. Twarze bez grymasów, ciała bez ubrań, to nie był przypadek, ani upałów wina, okrutnych w tym roku. Hańba-krzyknął Boluś, widząc dowód zdrady i okrutnie zawiedziony rozstał się z .............. ŻYCIE, samo życie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












