poniedziałek, 30 listopada 2015
Kogut
Zapasiony Kogut, spróbował wskoczyć na drewniany płot. Ale czy to płot urósł, czy też klepisko się zapadło, ni jak nie mógł tego, co wydawało się zawsze proste osiągnąć. Fakt ostatnimi czasy mało próbował tego sportu, ale nowa gwiazda na podwórko przybyła, to Kogut chciał się pokazać. Jak on piał jeszcze "wczoraj" wspaniale, aż echo niosło do sąsiedniej wsi, a tu taki afront. Chciało by się, o jakże by się chciało, a tu sił nie staje i głos nie ten. Ale nawet cienkim głosem, by sobie chętnie kogucik zapiał, a tu nawet na stanowisko piania się nie dostał bidulka. Nagle słyszy, donośne hasło na przebudzenie, jakże świeże, radosne wdzierające się w trzewia, ale ono nie z jego pochodzi gardziela, ino z tego młodzieńca co został z wesela. Pociągnął więc Kogut stary, nie młode już swe nogi, w kierunku pustej, zimnej zagrody. Zapragnął się schować przed oczami wszystkich, bo dyshonor dla niego był okrutnie bliski. Młodą gwiazdę mijając mało nie potrącił, a ta i tak go nie dojrzała młodym chudzielcem zaprzątnięta. Co ona w nim widzi- zamyślił się Kogut i ciągnął dalej swe nieszczęsne rozmyślania- co on takiego ma, czego ja nie mam. Na pewno nie doświadczenia, pozycji czy też aparycji. Kogut dalej się sobie podobał, choć widział drugi podbródek i trzecią brodę. Taki już los czeka największego Koguta, gdy sił nie staje,a........
czwartek, 26 listopada 2015
woźny III
Niemłody już woźny wygrany w ostatnich wyborach, pomimo zjednoczenia się sił zła przeciwko mu i mu podobnym, spokojnie drzemał pomiędzy przerwami. I kiedy wszyscy inni wypoczywali, on biedny musiał zakasać rękawy i całą przerwę walczyć o przetrwanie szkoły kolejny dzień. Dzieciaki ogarnięte paniką, że im szkołę likwidują, stały się jeszcze nieznośniejsze i stawały na głowach by czas ten jeszcze bardziej skrócić. Ale od tego był mgr Jerzy, aby zapanować nad tą zgrają dzikusów, a jednocześnie nie zwichnąć osobowości słodkich dzieciaczków, którymi też byli, czasami chwilę po lub przed zadymką. Niezależnie czy byli zagubieni, czy nad wyraz pobudzeni mgr Jerzy miał z nimi dobry kontakt i bez większych problemów panował nad rozwrzeszczaną zgrają małolatów. Jego lekko przytłumiony słuch dawał mu małą przewagę. Nie miał od tygodnia większych problemów z życiem, a pracą w szczególności, od kiedy pani Dyrektor oficjalnie zachorowała i z całą świtą się z zamku zabrała. Na jej miejsce nowa dyrekcja już się pokazała, ale mgr Jerzego nie zaczepia, a wręcz można powiedzieć- unika jak ognia. Woźny też dyrekcji w oczy się nie pcha i ta symbioza chyba tak potrwa. Z ostatniej chwili wiadomości takie, że i osobisty kierownik mgr Jerzego we firmie już nie jest i główny wódz w ABW, też los ma przesądzony. A mały woźny swą posadkę trzyma, karty rozdaje i tylko na pensję się zżyma.
wtorek, 24 listopada 2015
Misiu
Ogromny smutek zawitał w wielkim misiowym serduszku. Ogromne łzy wielkości ziarnek grochu posypały się z misiowych ogromnych oczek, a zimny nosek cały był mokry, od wodospadów ciągnących się wzdłuż przecudownego misiowego noska. Co też takiego się stało, że Jolci misiu tak mocno odpłynął, pomimo jej wielkiej miłości do niego. Któż śmiał zrobić mu krzywdę, zastanawiała się Jolcia, bo była pierwszy raz świadkiem takiego załamania jej jedynego słoneczka, które do tej pory rozświetlało jej każdy codzienny dzień i pozwalało przetrwać nie łatwy okres po stracie młodości, świeżości i sensu życia. Misiu tymczasem próbując złapać równowagę ducha, tym bardziej się pogrążał w odmętach życia, bo docierało do niego, że przez obecną sytuację zawiódł wszystkich. I im więcej o tym myślał, tym więcej łez leciało, a im więcej łez leciało, tym większą winę czuł misiu. Jednego biedak nie wiedział, że stać się tak musiało, bo gdy wszystkim w koło ciepło dawał, to chcąc nie chcąc, go ubywało. Przyjmował w zamian troski i zmartwienia, innych do życia pobudzał, sam wpadał w czarną dziurę otępienia, zasmucenia, osamotnienia. I pomimo ludzi tłumu wokół misiowych stópek, samotny bidula podąża w nieznane, bo tutaj już tylko zwątpienie go czekało i smutek. Gdy więc spotkasz gwiazdo moja swojego misia, to uważaj mocno, aby ci nie wysiadł.
Teeeatr
Gienka kolejny raz, krzyknęła przez ramię do swego ukochanego męża, który jak zwykle buszował w kuchni. - Stary, idziemy do TEATRU. Chcesz czy nie- dodała już ciszej jakby do siebie. Ale Ziutek, ani tego, ani wykrzyczanego gardłowym głosem pierwszego akapitu nie zarejestrował, tylko dalej był zaprzątnięty, czym tu przegryżć dopiero co wypite piwo. Z głową w lodówce będąc, poczuł nagle silne szarpnięcie za ramię i pomyślał- Znowu się zacznie. Ale nie, żoneczka nie tylko nie zrugała go za ciągłe buszowanie w lodówce, ale pociągnęła czule do pokoju. Patrz stary, sam minister będzie mówił o tym spektaklu na który idziemy. Patrz, patrz- dodała. Ziutek patrzy i patrzy, a nawet słucha co tam w telewizorni mówią, ale gdy dwoje na raz mówi, to trzeci niewiele z tego zrozumie. Głupi jednak nie jest i zorientował się, że młoda jurna dziennikarka jest za sexem, nowoczesnym sexem, a starszy minister nie całkiem za zdejmowaniem gaci przed wszystkimi i wszędzie. To się narobiło stary- zagadnęło jego szczęście. Byliśmy wtedy jak te aktory, sztukę robili- dodała Gienka, wspominając ich jesienne uniesienie, we wiacie przystankowej PKS w Kostomłotach, po imieninach Jadźki. I popatrz stary- kontynuowała wywód- my za to dostalim kolegium, a one brawa na stojąco. A może to kolegium za te jajka, co to baba do miasta na handel wiozła, a myśmy jej pobili na ławce baraszkując- zastanawiała się Gienka. Bo przecież nie za sztukę konkludowała już na głos, a małżonek konsumując kaszankę tylko jej przytakiwał, bo teraz też poczuł się po trochu artystą. A jak już będziemy w tym TEATRZE rozmarzyła się Gienka, to może i na widowni będą jacyś aktorzy i do wspólnego grania zaproszą i może........Z biletami to miała szczęście, bo ostatnie dwa kupiła, tylko nie wie do tej pory, dlaczego pani w kasie pytała się w którym rzędzie sobie życzy?
piątek, 20 listopada 2015
złodziej czasu
Kolejny dzień przelatywał Ziutkowi między palcami, kolejne porażki mógł sobie dopisać do swego CV. Wszystko to znosił z godnością faceta, który jeszcze nigdy nie kochał, ale już wiedział , że to do bani. Cóż zresztą mogło się równać z najnowszą wersją jego ukochanej gry, dla której gotów był nawet wyrzucić śmieci. Taki właśnie warunek postawiła mu maminka wychodząc do pracy, a słowna była, znał ją już przecież trzydzieści pięć lat. Pamięta na studiach jak przegiął z ziołem, maminka wtedy zagroziła zabraniem kieszonkowego i gosposi. Myślał, że żartuje sobie i słowa nie dotrzyma, a skończyło się dużym debetem na koncie i deratyzacją jego małej norki (nawet nie sto metrów) po trzech miesiącach wolności. Od tego momentu kochał maminkę szczerze, albo i nie, ale na pewno słuchał jak przedszkolak. Jednego czego maminka wymóc na nim nie mogła, to przychylności dla swoich wybranek, które to namiętnie mu przedstawiała. Gdy tylko przypadkiem, przechodziła któraś koło ich domku, zawsze musiała wpaść się przywitać i zostawała na ogól tydzień. Ziutek w tym czasie, męczył się okrutnie, do kompa dostęp miał tylko w południe. Pozostałe chwile przez damy zajęte, to na obiadach niechcianych, to na spacerach do bani. Do bani zresztą całe te harce, gdy Ziutek kocha już swoją Martę. Marta ze stali ze świetlnym mieczem, rozwala wszystko co tylko zechcecie. Te panny matki, może i ładne, może i nawet niektóre powabne, ale po co mu one jak nie zaradne. Żadna grać nawet troszku nie potrafi i co z taką robić jak maminka w pracy. Dość już miał życia pełnego wyrzeczeń, chciał zakosztować trochę uniesień, lecz żadna gwiazda mu tego nie dała, co gra na kompie. Dziewczynki tylko do pracy by chciały, Ziutka biednego wysłać i poezji pracą zarazić i gonić tak ciągle nie wiedzieć czemu i za czym i po co. Życie pełne wyrzeczeń w biegu, ciągłym biegu, ale po co jak on miał już wszystko, bo na komunię dostał komputer. Ziutek nawet marzeń nie miał już od dawna, bo co potrzebował dostawał .......dzięń wcześniej, ale tak już jest u jedynaka.
wtorek, 17 listopada 2015
idzie nowe
Deprecha pełna opanowała rycerza Jedi. Od kilku dni nie był w stanie rozświetlić w całości swego miecza wolności i scyzorykiem wielkości miecza Piotrusia Pana, rozśmieszał tylko zło, które latami czekało na taką jego słabość. Gdzie są me moce, zastanawiał się Jedi, a za oknem jego osobistego więzienia, robiło się coraz bardziej pochmurno. Jesienny deszcz dodawał otuchy jedynie spragnionym źdźbłom trawy, a spadające liście, zrywane podmuchami wiatru, dopełniały radosnego widoku zniszczenia. Co tu dalej robić, kiedy ciemna strona mocy pokonana ledwo dycha, a tylko nieliczne gwiazdy reżimu, jeszcze nie uświadomione, że to koniec, niegroźnie warczą. Chyba pójdę se na pierogi, bo ostatecznie zasłużyłem prowadząc nierówną walkę tyle lat, osamotniony chwilami i sam tracący już wiarę w zwycięstwo. Może to już ostatni raz dane mi będzie rozkoszować się moimi ulubionymi, ale niekoniecznie już mile widzianymi za chwil kilka. Przyjdzie mi szukać ich w podziemiu, bo nie wierzę, aby pustki nie wypełnił rynek. A tu kolejny problem wierzyć, czy nie wierzyć w taki rozwój wydarzeń, aby nie wpadać w paranoje. Rycerz zamyślił się nie na tyle mocno, aby nie zauważyć nowego nadchodzącego dnia, obiecującego wszystko i wszystkim. On jeden wiedział, że co by się nie działo, on na pewno robotę miał będzie i tylko pytanie, czy już czas na nowo szukać Ciemnej Strony Mocy?
przysłowia???????
wielkich ludzi zna- chyba grabarz, .......wszystko jest w naszych rękach- dlatego myjmy je często, ......życie jest piękne- ale tylko do śmierci, .........kobieta mądra, piękna i szlachetna- to gatunek zagrożony,......facet młody, piękny i bogaty, a do tego wrażliwy- to gatunek wymarły,....albo gej,.....małżeństwo udane, gdy suma stosunków waszych, jest większa niż kwadrat sumy waszych zdrad,.....inteligencję tłumu liczymy ilorazem sumy IQ grupy, przez kwadrat ich uczestników.....piękne ciało jest przez chwilę, piękny umysł jest na całe życie, piękna dusza jest wieczna....... jedzenie to sex starości.........
sobota, 7 listopada 2015
blondi właśnie zakochała się w MAKU
Kolejny miesiąc odchudzania poszedł sobie do piachu, bo blondi zakochała się w maku. Najpierw ćwiczenie silnej woli przy wszystkim normalnym do jedzenia, a następnie czas wolny spędzony w maku. W miłej atmosferze lepiej przyjmuje się życiowe porażki, a takie są zawsze po widzeniu w maku. Bo w maku się wszystko zaczyna i wszystko co dobre kończy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)