wtorek, 24 listopada 2015

Misiu

Ogromny smutek zawitał w wielkim misiowym serduszku. Ogromne łzy wielkości ziarnek grochu posypały się z misiowych ogromnych oczek, a zimny nosek cały był mokry, od wodospadów ciągnących się wzdłuż przecudownego misiowego noska. Co też takiego się stało, że Jolci misiu tak mocno odpłynął, pomimo jej wielkiej miłości do niego. Któż śmiał zrobić mu krzywdę, zastanawiała się Jolcia, bo była pierwszy raz świadkiem takiego załamania jej jedynego słoneczka, które do tej pory rozświetlało jej każdy codzienny dzień i pozwalało przetrwać nie łatwy okres po stracie młodości, świeżości i sensu życia. Misiu tymczasem próbując złapać równowagę ducha, tym bardziej się pogrążał w odmętach życia, bo docierało do niego, że przez obecną sytuację zawiódł wszystkich. I im więcej o tym myślał, tym więcej łez leciało, a im więcej łez leciało, tym większą winę czuł misiu. Jednego biedak nie wiedział, że stać się tak musiało, bo gdy wszystkim w koło ciepło dawał, to chcąc nie chcąc, go ubywało. Przyjmował w zamian troski i zmartwienia, innych do życia pobudzał, sam wpadał w czarną dziurę otępienia, zasmucenia, osamotnienia. I pomimo ludzi tłumu wokół misiowych stópek, samotny bidula podąża w nieznane, bo tutaj już tylko zwątpienie go czekało i smutek. Gdy więc spotkasz gwiazdo moja swojego misia, to uważaj mocno, aby ci nie wysiadł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz