niedziela, 20 września 2015
czas
Kolejny dzień uczniowskiej gehenny, mijał Ani na rozmyślaniach o niesprawiedliwości, jaka ją otacza od wielu lat. Od kiedy przyszła do nowej szkoły, nie mogła się jakoś odnaleźć, nawet w tej chwili, kiedy już mocno zaprzyjaźniła się, z Iwonką i mogła od tego momentu liczyć choć na jedną osobę w konfrontacji, z tym głupim Heńkiem, co to przyszedł do ich klasy jako spadochroniarz. Był ładnym chłopcem, nawet się Ani troszkę podobał, lubiła taki typ sportowca, bez papierosów i wódki, allle jaki on był niedojrzały, jak sex w gimnazjum i do tego największy zgrywus w klasie. Żeby jeszcze dolać goryczy, to upatrzył sobie ją i jej koleżankę, na swe ofiary i znęcał się jak mógł. A to oświadczał się dziewczynom przy całej klasie wywołując gromkie śmiechy, a to znowuż parodiował je, za co też otrzymywał brawa. Ania z Iwonką dobrze się uczyły i do tego Iwonka była ładniutka, nawet przez chwilę adorowana przez Heńka, na szczęście dla niej nic z tego nie wyszło. Ania niestety nie miała tego szczęścia (w obu punktach) i z Heńkiem nie była nawet na jednej randce, ale jak by inaczej być mogło. Brzydkie kaczątko, za wysokie, do tego pyza, fryzurę chyba maminka dobierała, okulary duże rogowe jak u Pippi, no i taka cnotka chodząca tylko z koleżankami i książkami. Koleżanki Heniek by jej jeszcze wybaczył, uwielbiał je adorować, ale książki. Działały na niego jak krucyfiks na diabła, a że on takim diabełkiem troszku był, to i zakonnic nie tolerował. Lata mijają dzieciaczki dorastają i pewnego lipcowego popołudnia Heniek maszerując sobie główna ulica miasta widzi z naprzeciwka piękne dziewczę, zjawa o długich blond włosach i jeszcze dłuższych nogach, w słonecznych okularach, zasłaniających piękne szlachetne rysy, ale nie na tyle, by Heniek nie rozpoznał koleżanki ze szkolnej ławy(bo i takie chwile były). Zrobił się mały, jak wszyscy wielcy tego świata, ale niepotrzebnie, bo to dziewczę, co inaczej nie wypowiadało się o nim w szkole jak -głupi drożdziel, rzuciło mu się na szyję, zasypało pytaniami, a on dupek żołędny, języka w gębie zapomniał, na kawę nie zaprosił i po kwadransie pozwolił aniołowi odejść. Dojść do siebie do wieczora nie mógł i tylko pocieszał się, że musi ją przecież jeszcze spotkać. Niestety jak w lotto, jak szóstkę przepuścisz, bo nie chciało ci się wyjść wieczorem do kolektury, to później nie ma co liczyć na kolejną. Tak też się stało, nie spotkał jej już za lat młodzieńczych i dopiero szkoła rocznicę robiąc po wielu latach, dała im szansę spotkania. Kiedy się wtedy dojrzali spotkali, noc całą przegadali, na niesprawiedliwość życiową ponarzekali i z godnością się rozstali. W tym cały ambaras, aby dwoje chciało naraz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz