niedziela, 13 września 2015

poniedziałek czarna seria

Przeraźliwy dźwięk budzika, obudził Tomusia w środku nocy. Co jest do KN-pomyślał. Czyżby znów do tyry- dotarło już bez żartów, do płata czołowego mocno go rozsadzając. Już w tym tygodniu byłem i znowu. Przesrane życie- dorzucił już półgłosem, pomału dochodząc do siebie i drzwi łazienki. Znowu te zęby, to golenie. Co ja komu K zrobiłem - zamruczał ze szczoteczką w zębach. Pomimo tego ogarnął się jak małolata w trzy kwadranse, a przy drzwiach dotarło do niego, że jak chwila minęło mu już pół życia, a on G z tego ma, jak emeryt z trzeciego filara. CH im WD wszystkim- pomyślał Tomuś trzaskając na złość sąsiadom drzwiami. Niestety wszyscy sąsiedzi byli już dawno w pracy, tylko sąsiad spod jedynki dojeżdżał dopiero, ale tylko dlatego bo miał na dziesiątą. Tomuś, zawiedziony faktem nie możności podzielenia się bólem życia z sąsiadami, pomyślał- może się uda jeszcze po drodze. Może kogoś spotkam. A spotkał na swej drodze do auta jedynie -kupę i tylko dzięki, trzeźwości umysłu nie przeniósł jej do wnętrza auta, swojego ukochanego auta. Bo tak jak on kochał to auto, to inni nie kochali tak żon. Jak on dbał o to auto, to inni nie dbali tak o kochanki. Wsiadł do maszyny, dzięki spostrzegawczości w czystych butach i rozpoczął proces wyparkowy wania.Po pierwszym skrzyżowaniu, dylemat, czy załączyć światło, czy też dać se spokój, bo do mety tuż, tuż. Znowuż się zdenerwował, takie problemy z samego rana, K za daleko na piechotę, za blisko na auto, a wieje i pada dziś, i jak tu rowerem. Do dupy, wszystko do D.Wszedł dziarsko do fabryki,pociągając ledwie nogami, ale zawsze tak miał w poniedziałkowe ranki. Wiadomo po weekendzie, letkoo nie jest, a jak się ma pod górkę, to przesrane, dwa razy P. Koledzy jak tylko go zobaczyli, natychmiast zaczęli mu dokuczać. -Cześć Tomi. Jak leci? Do dupy- pomyślał, a grzecznie przemilczał zaczepki. Ale kto nie znał Tomusia, obchodził go w takich chwilach z daleka, a kto znał ten i odpowiedzi nie oczekiwał. Wszyscy wiedzieli, że lew się budzi i do dwunastej obudzi. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Tomuś po południu inny człowiek, rozbudzony, rozpalony i tylko wypatruje kolejnej ofiary. Obchód rozpoczyna od sekretariatu, że niby się przyszedł z Preziem przywitać, a chodziło mu tylko, by panią Basię osobistą sekretarkę Prezia, uszczypnąć słowem, zbałamucić spojrzeniem i przypieczętować uściskiem jak się da. A na ogół się dawało, bo za Tomusiem to wszystkie panny, czy to mężatki, czy też, już nie, czy też, jeszcze nie, poszłyby w ogień. Ale jak tu nie uwielbiać faceta, który zawsze na Twój widok, ślini się jak szczeniak, obsypuje Cię toną komplementów. To co jeszcze parę lat temu mówił mąż, teraz Tomuś powie trzy razy i czekoladkami nakarmi. Bo przecież możesz przy takiej figurze- Ci powie. Tak całą fabrykę obszedł wszy, wszystkie panny doceniwszy, ich urodę, elokwencję i ostatnią dietę, wraca do się, aby odpocząć, po dobrze spełnionym obowiązku. I wszystko dobrze się kończy, co źle zacząć się musiało, bo w poniedziałek inaczej się nie dało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz