czwartek, 8 października 2015

Woźny II

Jerzy kolejny raz spojrzał na zegarek, ale ten z uporem maniaka wskazywał godzinę piątą. Budzik miał nastawiony na szóstą, dziś już chyba na daremno, bo spania już na pewno nie będzie, a wszystko przez wydarzenia dnia wczorajszego. Jerzy dowiedział się od szefa, że piękne ma zdjęcie, a było to niestety zdjęcie z moni
toringu, gdzie uwieczniony został sam na sam z dilerem. Zaczęło się od tego , że dyrektorka przypaliła go z byłym uczniem szkoły, znanym i podejrzewanym o miłość do dopalaczy. Musiała donieść do WB (wydziału bezpieczeństwa) i ci pewnie przejrzeli kamery i co ciekawsze fotki przekazali Dyrektorce, a ta musiała wezwać samego szefa firmy która miała wszystkich Woźnych w mieście pod sobą. Szef sam pofatygował się do szkoły, czego nigdy nie robił osobiście, ale to była szkoła MGR Jerzego i wiedział, że tam coś śmierdzi, bo wcześniej już miał telefony z Warszawki w sprawie mgr Jerzego (czy pracuje i co on, o nim sądzi i takie ble ble). Dało mu to dużo do myślenia, bo nigdy do tej pory nie słyszał, aby zwykłym Woźnym interesowało się ABW, a on stary cywil z WSI dobrze wiedział co o tym myśleć. Tak to musiało wyglądać- pomyślał mgr Jerzy, próbujący obrać linię obrony, przed dzisiejszym spotkaniem w gronie samych wrogich sobie ludzi, czyli Dyrektorki, szefa i przedstawiciela WB. Jak to rozegrać, aby się nie zdemaskować, a jednocześnie nie wylecieć za pobłażanie dilerom. Dyrektorka go nie lubiła, szef się go bał, a w WB chcieli mieć święty spokój i nie dlatego, że tacy wierzący byli, wiedział więc, że na przychylność kogokolwiek liczyć nie może. Ale jak to Woźny miał asa w rękawie, wiedział o schadzkach dyrektorki z zastępcą i to nie po to aby szlifować najbliższe przemówienie szkolne, ale informację tę posiadł w sposób nie do końca przejrzysty i w zasadzie do użytku wewnętrznego (postraszyć można, wyjawić niekoniecznie, nie po katolickiemu przecież). I tak walczył z myślami do wczesnego ranka i podjął decyzję chyba jedynie słuszną i zadowalającą wszystkich zainteresowanych, gdyby tak można w KRAJU- rozmarzył się chwilę i pomaszerował do szkoły. Po drodze wstąpił do kwiaciarni, tuzin róż zakupił (wiedział o fobii dyrektorki do nich) i pomaszerował na spotkanie. Od progu dyrektorkę w mankiet, kwiaty w rękę wcisnął, krótką samokrytykę złożył, za wszystko przeprosił i oszołomioną na środku pozostawił. Dyrektorka dobrą minę do złej gry zrobiła wszystko wybaczyła, coś o wzajemnym zaufaniu powiedziała i w swoim pokoiku się schowała. Szef prze szczęśliwy Woźnemu za decyzję pogratulował, lukratywny kontrakt w ręce mu pozostał, to i Woźnego na nowo polubił. A Wydział jak to Wydział, spokój odzyskał to i na ogólną euforię przystał. I tak kolejny raz sprawdziło się przysłowie "jak wejdziesz między wrony.........."

2 komentarze:

  1. jak widzę woźny dyrektorkę rozpracował ,a potem do swojej kajuty się schował i dalej personel obserwował.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pantoflarz, albo wódz co to przegra bitwę, aby wygrać wojnę.

    OdpowiedzUsuń