czwartek, 17 września 2015

ciacho

On był kaleką, nie umiał kochać, ona bezbronna, bezdomna, samotna, jemu jedynie znajoma, jemu jedynie ufna. Zakochała się bidulka w naszym Michałku od razu, gdy tylko go ujrzała w kolegi garażu. Pierwszy kontakt wzrokowy tam mieli przypadkiem, lecz nigdy, przenigdy, nie zapomni już o nim bidulka nieznana, niczego nieświadoma i przez to, na bank będzie zraniona. Gdy Michał z pracy wracał, a czasem pracował, obiadek stał na stole, nie przypalony, nie przesolony, taki normalny, jak to nam babcie kiedyś serwowały, gdy jeszcze bidulki żyły, lub sił dostatek miały. Dla Mietka normą to było, bo chłop wiedział co mu się należy, z racji pracy, godności i wieku. Był od Tatiany starszy, przez doświadczenie ciekawszy, na nieszczęście dziewczyny brzydszy i bogatszy. Miłość trwała by wieki, może i lat dziesięć, gdyby dziewczę hoże nie poszło nad morze. Tam spotkała drwala o przepięknym ciałku i się odkochała w cherlawym Michałku. Miłość bywa ogromna i czasem spełniona, lecz szkodnika w zagajnik, nie wpuszczaj Michałku. Tam sobie możesz mieszkać z gwiazdą wymarzoną, lecz póty nie masz problemu, póki w pobliżu twej gwiazdy, szkodnik nie zacumuje, czasem jest wilkiem, czasem jest w owczej skórze i ten jest najgorszy. Tatiana szczęście miała, paszport na nowo dostała, nasz drwal pięknie przez naturę zrobiony, na siłowniach dopieszczał przeróżne matrony, tam też poznał samą kierowniczkę, co paszporty dawała za dukatów miskę. W naszym drwalu lekko jednak zadłużona, bez zbędnych ceregieli paszporcik wydała i za to z miłym drwalem się chyba................................

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz