niedziela, 27 września 2015
Sylwia
Co by tu można jeszcze dodać, do tak uroczystego dania na kolację, idealnego na uczczenie czterdziestolecia -pomyślała Sylwia. Przez jedną sekundę przeleciały jej przed oczami, wszystkie dalekie i bliskie podróże po świecie, wraz ze wszystkimi przysmakami tego świata, które miała okazję zaliczyć, poszufladkować i na jej dysk twardy wrzucić. Miała tak dobrą pamięć do tych rzeczy, że potrafiła obudzona w środku nocy dokładnie opisać smaki i zapachy danej potrawy, sytuacje i miejsca w jakich je poznała i nawet ile kosztowały, pomimo, że nie ona za nie płaciła. Nie pamięta tylko z kim te chwile dzieliła, ale cóż oni zawsze się zmieniali, a do twarzy pamięci nie miała. Dziś był uroczysty wieczór, czterdzieste urodziny nie obchodzi się co dzień, zaprosiła więc sobie do swej posiadłości dwustumetrowej, na najwyższych piętrach tego miasta, Heńka. Młodego pięknego ciałem modela, którego poznała ostatnio w klubie i stwierdziła,że taki prezent jej się należy na tak okrągłą rocznicę. W większym gronie obchodziła już tą swoją pierwszą czterdziestkę, ale w klubie w tłumie obcych przyjaciół, którzy wszyscy zachowywali się jak by chcieli pożyczyć sto złotych, a sami mają przecież miliony, tylko się zniesmaczyła.Teraz liczy na coś więcej, może i serduszko dygnie troszkę, bo Heniuś
wart grzechu, a Sylwia nie po to ćwiczy sześc dni w tygodniu na siłce,
by teraz zastanawiać się czy podoła małolatowi. Spojrzała w wielkie (dwa
na dwa) lustro, przechodząc do salonu po przepis na ośmiornicę,
genialne ciało ujrzała pomimo upływu lat, wciąż ładna buzia, tylko oczka
jakieś smutne, chyba jakiś wspomagacz by się przydał-pomyślała. Nalała
sobie lampkę wina DOBREGO, wypiła duszkiem (w celach zdrowotnych,
leczniczych wyjątkowo forma dopuszczalna) i pospieszyła do pracy bo
czasu coraz mniej, a Henio nigdy się nie spóźnia, nawet można by
powiedzieć, że za szybki jest, dzieciaczek. Tak rozmyślając nalała sobie
kolejną lampkę, by tym razem celebrować, ale mleko wykipiało w tym
czasie i tak się tym faktem zirytowała, że dalszą karierę kucharki
zaniechała, telefon na kuchnię wykonała, wcześniej lampkę zerując w
trybie awaryjnym. Wyjaśniwszy wszystko, co by chciała i na którą godzinę
w błogi nastrój popadła, ciepło rozlało się po całym ciele, a ona
usiadła wygodnie z butelką ulubionego wina i zastanawiała się czy warto
nalać do kieliszka. Po chwili wahania, jednak odrzuciła młodzieńcze
sposoby spożywania trunków i nalała do kieliszka, a potem zanurzyła się
we wspomnienia w minione lata. Minionych mężczyzn, mężów i kochanków,
tych ostatnich cały czas więcej niż mężów. A ten Henio co z nim, a w ogóle co z tym wszystkim, żachnęła się Sylwia,
bo jak patrzy tak czasami z boku, to oni wszyscy są jak burza piaskowa,
wdzierają się czy chcesz czy nie chcesz, a później znikają nagle
wszyscy jak ręką uciął. Najczęściej dzieje się tak jak przychodzą
święta. Tak to są najgorsze chwile, kiedyś jeszcze jeździła do rodziców
na wieś, ale jak koleżanki ze szkolnej ławy dopadły, trudne pytania
zaczęły zadawać, jak mąż jak dzieci, to dała sobie spokój z tymi
wyjazdami i na kolejne święta w góry pojechała. Tak już tradycją
zostało, że święto w górach, albo w obce lądy, byle dalej od wiochy, a
wiochy nie lubiła od dawna. I tak rozbeczała się nam nasza Sylwunia i
nie wiadomo, czy to wynikiem wypitego wina było, czy wspomnieniem byłych
mężów, czy owoców ich miłości, a właściwie ich braku. Wstała i poszła
otworzyć drzwi, bo właśnie kolacja wjeżdżała, a telefon od Henia
oznajmiał, że książę tuż, tuż. Wszystko na raz napadło Sylwię i nie była
pewna co powinna najpierw uczynić, wytrzeć łzy, otworzyć drzwi czy
odebrać telefon. Wahanie trwało chwilę, skończyła lampkę, a reszta sama
się rozwiązała, jak węzeł gordyjski na pozór nie do ogarnięcia.
piątek, 25 września 2015
cytrynka II
Jasiu wstał dziś lewą nogą, jako mądrala wiedział, że przełoży się to już na cały dzień, a przecież właśnie dzisiaj miał ogłosić światu, swoją WIELKĄ myśl. Wielką radosną myśl dla miłośników poezji, prozy i czego tam jeszcze chcecie. Postanowił połączyć wszystko jak wytrawny kucharczyk na oko, wymiziać, zakręcić i stworzyć coś wzorem współczesnych malarzy, coś nowego, pięknego,nowatorskiego jak kolejny dopalacz na rynku, nie mający swojego wiernego poprzednika. Jasiu słynął z umiejętności sensownego, sobie tylko znanego szyfru układania literek, ale zapragnął wprowadzić na pozór bezładny chaos, ale dla wnikliwego obserwatora prosty i jasny przekaz, alllle nie dla wszystkich , tylko dla nieprzeciętnie wysublimowanego odbiorcy czytelny. Wszystko co nowe rodzi się w bólu, ale Jasiu wiedział o tym i wstępną krytykę wręcz oczekiwał, jak batów po wywiadówce gimnazjalista. Jedynie krytyków był pewny przychylnego przyjęcia, bo jak krytykować coś czego jeszcze nie było, czego z niczym porównać nie można, a co być może okazać się nowym trendem i pochopna krytyka czkawką się może odbić. Nie mogąc oprzeć się zacytowałem wstęp opowiadania Pierwsze dni z życia nowej żony milionera. Ćśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbb śołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbbśołim Karoliny ladfmds kvlaewiu ipjfje vmkwmei, kasa, llnjjnvjwa eangb,
zdrada jbjkw, sex, listonosz nwreqregnb, diamenty, k lknjn, intercyza
enbjnnbb
czwartek, 24 września 2015
stłuczka
Blondi wypadek miała. Jej ukochany stary telefon, który miała już prawie sześć miesięcy, tak niefortunnie upadł, że szybka mu pękła, pamięć krótką stracił i dojść do siebie nie mógł bidula. Z rozpaczy Blondi nie poszła na pierwszą lekcję, bo po pierwsze czasu dokładnego nie miała, a po drugie, tak roztrzęsiona na mieście pokazać się nie mogła. Wróciła pospiesznie do łazienki, łzy które jej z oczu gęsto kapały jedna po drugiej, wytarła specjalną do tego jałową, sprowadzaną z NIEMIEC........tką. Z grubsza się uspokoiwszy, niechlujny szybki makijaż nałożywszy, udała się do szkoły, lekko jeszcze szlochając. Blondi była bardzo wrażliwa, pamięta jak z klasą byli w kinie na filmie Pan Wołodyjowski i kiedy doszło do sceny spotkania Azji z p.Alem tylko ona rzewnie płakała i przy tym sobie paznokcia złamała, albo przedtem (do końca nie pamięta). Tak i teraz szlochów końca nie było, a przecież i tak los jego był przesądzony, bo jak to w życiu bywa, swoje anioł już zrobił i czas na młodszy model wymienić (na ten z ostatniej reklamy TV). Biedna Blondi nie wiedziała jeszcze, że życie okrutne bywa i nosił wilk razy kilka.........Przybywszy do szkoły zauważyła jakiś lekko dziwny odbiór swej osoby. Dziewczyny się niepewnie uśmiechały, tak jakoś bez szacunku, a chłopcy przeciwnie jakoś tak z większymi iskierkami w oczach. Do tego Madzia jej osobista psiapsiółka zrugała ją. Jak ty wyglądasz? Jak jakaś gówniara-odpowiedziała sobie. Lubiła tak sobie porozmawiać z kimś inteligentnym, a Blondi faktycznie źle wyglądała, oczy ledwie widać było, bez cienia pawia z którego to słynęła w szkole, jej własnego wynalazku, kreski modliszki, delikatnej jak linia Zygfryda, broniąca cnoty Niemek przed inwazją Francuzów. Blondi przeraziła się nie na żarty.
Jeżeli przez brak makijażu wyglądam tak młodo, to brakuje tylko, aby w klubie nie sprzedali mi piwa, a do kina wpuścili tylko chłopaka. Zimny dreszcz przeleciał po młodym ciele Blondi, a strach dobiegł do mózgu niczym fala tsunami, której nic nie może już zatrzymać. Jedynie chłopcy docenili naturalność urody, czyste lico, młodzieńczość urody i mniej drapieżny makijaż, który teraz mniej onieśmielał, a wręcz zachęcał nieśmiałych. A ci chłopcy teraz tacy zniewieściali, wszyscy poszukujący ciepła i to najchętniej w starszych, szybszych modelach lub najnowszej gierki w internecie. Niestety, starsze, szybsze modelki, są zainteresowane starszymi, bogatymi modelami z opcją ex........I taki model, mógłby nam się utrwalić, gdyby człowiek nie spojrzał głębiej, gdzie pełno dzieciaczków młodych pięknych i szukających czegoś więcej niż piwa w klubie i sexu po nim na ławce. Nasz naród niczym lawa...... pisał kiedyś wieszcz. Moje drugie ja podpowiada jednocześnie, że niczego tak w życiu nie żałujemy, jak grzechów nie popełnionych i sztuką tylko wyważyć ten przysłowiowy złoty środek.
Jeżeli przez brak makijażu wyglądam tak młodo, to brakuje tylko, aby w klubie nie sprzedali mi piwa, a do kina wpuścili tylko chłopaka. Zimny dreszcz przeleciał po młodym ciele Blondi, a strach dobiegł do mózgu niczym fala tsunami, której nic nie może już zatrzymać. Jedynie chłopcy docenili naturalność urody, czyste lico, młodzieńczość urody i mniej drapieżny makijaż, który teraz mniej onieśmielał, a wręcz zachęcał nieśmiałych. A ci chłopcy teraz tacy zniewieściali, wszyscy poszukujący ciepła i to najchętniej w starszych, szybszych modelach lub najnowszej gierki w internecie. Niestety, starsze, szybsze modelki, są zainteresowane starszymi, bogatymi modelami z opcją ex........I taki model, mógłby nam się utrwalić, gdyby człowiek nie spojrzał głębiej, gdzie pełno dzieciaczków młodych pięknych i szukających czegoś więcej niż piwa w klubie i sexu po nim na ławce. Nasz naród niczym lawa...... pisał kiedyś wieszcz. Moje drugie ja podpowiada jednocześnie, że niczego tak w życiu nie żałujemy, jak grzechów nie popełnionych i sztuką tylko wyważyć ten przysłowiowy złoty środek.
poniedziałek, 21 września 2015
autobiografia
| Pierwszy SMS i do tego bez błędów, kto mnie zna nie uwierzy.Dodaj napis |
A tak z innej beczki…
Jeżeli wydajesz mniej na alkohol niż ja na kosmetyki to super :)
Jeżeli słyszysz a nie tylko słuchasz – to już Cię lubię :)
Jeżeli szanujesz ludzi bez względu na wszystko to jesteś wielki :)
A jeżeli do tego wszystkiego interesujesz się tańcem a w szczególności tańcem latynoamerykańskim… to Ci się oświadczę :)
,,musiałem tak mi się spodobał..........................................................................kolejny piękny cytat nie oparłem się Tym razem z mej ulubionej książki, jednej z dwóch które mam --Oszalał dla tej kobiety i mówił jej to dziesięcioma palcami.Wszystko się powtarza. Dopasowujemy się do zużytych formułek, uczymy się jak idioci już dawno wykutych ról. Przecież to ja sam głaszczę ją po włosach, a ona we mnie wgaduje te swoje sagi znad La Platy, i żal jej-więc trzeba ją wziąć do domu, wszyscy są przecież trochę pijani, trzeba ułożyć ją, upieścić, rozebrać, powoli odpinać guzik po guziku, odpinamy guziki, ściągamy błyskawiczne zamki, a ona nie chce, chce, nie chce, prostuje się, zasłania twarz rękami, płacze obejmuje nas, jakby nam proponowała coś niesłychanie wysublimowanego, potem sama pomaga ........Oczywiście moja zwierzęca natura to delfin, ale jakoś ..... Szukałem JOKERA, ale chyba nie ma, a mnie najbliższy. Niech będzie delfin...............gruba kreska....................Rzuciłem kawę (trzeci dzień, a piłem 6 ) i idę na wojnę ze wszystkimi nałogami jakie mi zostały (giełda od miesiąca nie gram). Z kawą się trzymam. Raz na trzy dni -jak za małolata.Trądzik też się pojawi mam nadzieję. Aha ,kręcą mnie sandałki i krzywe nogi, ale tylko te pięknie krzywe...................................... ONA...........................................Jest czy to się komuś podoba, czy nie, jest. Jest matką moich dzieci, wieloletnią kochanką, niedoszłą kucharką, perfekcyjną panią domu, a obecnie niedoścignioną księgową. Pomimo upływu lat, wciąż mnie rajcującą, ale jej idealny chłód doskonałego wina, gwarancją czystości uczuć i .....................................................A wszystko to przez ciągłe dążenie do doskonałości (tylko po co), wieczne niezadowolenie, z rzeczy TYLKO dobrych (np mąż), a z domu robienie biblioteki. Mezalians tak, wypaczenia nie......................................................Ostatnio zauważyłem, że nawet kosze na śmieci które mijam, uśmiechają się. Podejrzewam niestety, że poprawa mojego samopoczucia wynika z kilku kilogramów którem ostatnio przytulił. Niestety, za wszystko dobre co człowieka spotka, płacimy wysoką cenę. Jak tylko przez chwilę jest lepiej, to natychmiast należy się rozglądać, z której strony nam życie .......... .......................................... Na dzień ojca dostałem czekoladkę i życzenia, super........................................................Rewolucja, w dom wszedł nowy domownik, 6-tygodniowy posokowiec bawarski, śliczny, mądry i mogę przy nim wszystko robić.(córy na 18 prezent)......................................................PIES, od kiedy się pojawił, mały, bezbronny szczeniaczek, atmosfera w domu poprawiła się zdecydowanie, a ciepło domowego ogniska, podniosło się o kilka stopni. Czas, w którym dzieci bardziej łączyły niż dzieliły, dawno minął i potrzebny był nowy impuls (6 w lotto, praca w RZĄDZIE, albo cuś). To cuś, rządzi teraz wszystkimi domownikami i dokonuje cudów. Żona zeszła z kanapy, odłożyła książkę, wyłączyła tv 24 i jak małolata gania się z tygrysem. Córa częściej bywa w domu, a ja wreszcie mam wdzięcznego słuchacza. Nawet chłopcy, nie przychodzą już tylko na niedzielny obiad, ale również bywają w tygodniu. Sielanka jak w narzeczeństwie, ale nic nie trwa wiecznie. Czekam na klapsa od życia. Nauczycielka z terapeutką namówiły mnie na bloga, to się teraz wymądrzam, ale to już chyba wiecie.
niedziela, 20 września 2015
czas
Kolejny dzień uczniowskiej gehenny, mijał Ani na rozmyślaniach o niesprawiedliwości, jaka ją otacza od wielu lat. Od kiedy przyszła do nowej szkoły, nie mogła się jakoś odnaleźć, nawet w tej chwili, kiedy już mocno zaprzyjaźniła się, z Iwonką i mogła od tego momentu liczyć choć na jedną osobę w konfrontacji, z tym głupim Heńkiem, co to przyszedł do ich klasy jako spadochroniarz. Był ładnym chłopcem, nawet się Ani troszkę podobał, lubiła taki typ sportowca, bez papierosów i wódki, allle jaki on był niedojrzały, jak sex w gimnazjum i do tego największy zgrywus w klasie. Żeby jeszcze dolać goryczy, to upatrzył sobie ją i jej koleżankę, na swe ofiary i znęcał się jak mógł. A to oświadczał się dziewczynom przy całej klasie wywołując gromkie śmiechy, a to znowuż parodiował je, za co też otrzymywał brawa. Ania z Iwonką dobrze się uczyły i do tego Iwonka była ładniutka, nawet przez chwilę adorowana przez Heńka, na szczęście dla niej nic z tego nie wyszło. Ania niestety nie miała tego szczęścia (w obu punktach) i z Heńkiem nie była nawet na jednej randce, ale jak by inaczej być mogło. Brzydkie kaczątko, za wysokie, do tego pyza, fryzurę chyba maminka dobierała, okulary duże rogowe jak u Pippi, no i taka cnotka chodząca tylko z koleżankami i książkami. Koleżanki Heniek by jej jeszcze wybaczył, uwielbiał je adorować, ale książki. Działały na niego jak krucyfiks na diabła, a że on takim diabełkiem troszku był, to i zakonnic nie tolerował. Lata mijają dzieciaczki dorastają i pewnego lipcowego popołudnia Heniek maszerując sobie główna ulica miasta widzi z naprzeciwka piękne dziewczę, zjawa o długich blond włosach i jeszcze dłuższych nogach, w słonecznych okularach, zasłaniających piękne szlachetne rysy, ale nie na tyle, by Heniek nie rozpoznał koleżanki ze szkolnej ławy(bo i takie chwile były). Zrobił się mały, jak wszyscy wielcy tego świata, ale niepotrzebnie, bo to dziewczę, co inaczej nie wypowiadało się o nim w szkole jak -głupi drożdziel, rzuciło mu się na szyję, zasypało pytaniami, a on dupek żołędny, języka w gębie zapomniał, na kawę nie zaprosił i po kwadransie pozwolił aniołowi odejść. Dojść do siebie do wieczora nie mógł i tylko pocieszał się, że musi ją przecież jeszcze spotkać. Niestety jak w lotto, jak szóstkę przepuścisz, bo nie chciało ci się wyjść wieczorem do kolektury, to później nie ma co liczyć na kolejną. Tak też się stało, nie spotkał jej już za lat młodzieńczych i dopiero szkoła rocznicę robiąc po wielu latach, dała im szansę spotkania. Kiedy się wtedy dojrzali spotkali, noc całą przegadali, na niesprawiedliwość życiową ponarzekali i z godnością się rozstali. W tym cały ambaras, aby dwoje chciało naraz.
sobota, 19 września 2015
Woźny
Ja
tu jestem DYREKTOREM oddziału- przypominam. A ja Woźnym, pani dyrektor-
odpowiedział mgr Jerzy i spokojnie spojrzał kobiecie prosto w oczy. Bo
dla niego kobieta była zawsze kobietą, co by na siebie nie włożyła, w co
by się nie ubrała, w ministra czy też dyrektora. Zawsze widział je-
kobiety, z ich duszą, makijażem, elokwencją, z ich złośliwościami,
zaburzeniami, ale kompletnie nie było tam miejsca dla ciuchów, mniej lub
bardziej zakrywających ich boskość. Należał do nielicznych facetów,
którzy widzą kobiety jak je BÓG stworzył, jak jakiś rzeźbiarz lub
grabarz. A dla Jerzego kobiety od małego były ucieleśnieniem miłości i
piękna, a jednocześnie bólu i poniżenia. Wychował się z czterema
starszymi siostrami i jedną młodszą. Nie raz, był upokorzony przez płeć
piękną i jak dorósł obiecał sobie, że już nigdy, ale to nigdy baba, jego
najczulsze określenie kobiet, bez względu na wiek pozycję społeczną,
czy aktualnie zajmowaną, nie będzie nim rządzić. Wszystko zaczęło się od
tego, że pani dyrektor chciała być miła i wydając poleceni, zrobiła to w
formie prośby kończąc słowami panie Jerzy. Woźny poczuł się znów jak za
dziecka zdominowany przez kobietę, zaszczuty i jego reakcja była
adekwatna do wyimaginowanego zagrożenia które go otaczało. Tego się nie
da zrobić BOŻENKO -odpowiedział grzecznie, ale pani dyrektor nie wzięła
tego za dobrą monetę. Wybuchnęła jak to kobieta urażona potrafić umie,
syknęła jw. i oddaliła się by z tumanem nie dyskutować, przez sekundę
wcześniej wzrokiem go zmierzywszy, lecz pokory w nich nie ujrzała. Co za
cham - pomyślała, głęboko urażona, a jednocześnie odetchnęła z ulgą,
uzmysłowiwszy sobie, że tylko dzięki jej oporowi, nie wprowadzono gazu
pieprzowego i tonfy, na wyposażenie Woźnego z nowym rokiem. Gdy
przypomniała sobie jak ten przemiły rubaszny p.Jerzy domagał się wręcz,
tego wyposażenia w jej podstawówce, to widziała się już w oparach gazu,
cała załzawiona. Była jednocześnie wściekła na samą siebie, bo nie
dokończyła doktoratu i teraz taki cieć, będzie jej kłuł w oczy tym swoim
mgr z historii, histeryk jeden, jak go reszta kobiet nazywała
złośliwie. Tu trzeba przyznać szczerze, nie był ulubieńcem kobiet, nasz
magister Jerzy. Ale HISTORIA zna takie przypadki, dyskryminacji płci
brzydkiej.
metro
Wiedział, że życie ma już przesrane, prawie zakończone, a jeszcze żadnych większych sukcesów nie zanotował. Czuł jednak przez skórę, że najlepszy sex jeszcze cały czas przed nim, a co za tym idzie, jest jeszcze po co żyć i dla kogo przecierpieć ten trudny okres. Jak jeszcze pomyślał, iż mogło by, być to z nowo poznaną blondyną, cieplej mu się na sercu zrobiło i w dalszych okolicach nie młodego, ale wciąż atrakcyjnego ciała. Co było w niej, że tak na nią reagował, jak na żadną z nowo poznany kobiet- zastanowił się i momentalnie poddał. Czary- jak zawsze, gdy chodzi o kobiety, tak jest i już. Ukradkiem sprawdził tylko, czy aby inni współtowarzysze podróży, nie są świadkami tych jego przemyśleń, ale na szczęście, wszystko w ramach zgięć materiału wyglądało całkiem naturalnie. Troszkę się tym faktem uspokoił, ale goręcej się wciąż robiło i nie będąc pewnym trwałości tegoż, siadł w pozie godnej myśliwego pochylającego się nad upolowaną zwierzyną. A to dziewczę upolować musi, jak mu tak dobrze jak tylko o niej pomyśli, to jak będzie, jak już oswoi. Do życia w luksusie z facetem godnym przysposobi, całą pocałunkami obsypie i zmęczony tym faktem zaśnie, w ramionach nieco jeszcze głodnej i zdziwionej, że to już. Gdzie Ty dziewczę byłaś, jak ja szukałem kobiety na całe życie, jak ja rodzinę zakładać chciałem, jak ja ...... Zamyślił się Zdraduś głęboko, nad swym nieudanym życiem, a echo mu podpowiedziało w szkolu, kolu, olu. I co z tego-zirytował się mocno, nosem pociągnął, jakby chciał świeżości myśli nabrać i temat rozgryźć. Jak to teraz ugryźć, mieć ciastko i zjeść ciastko, a do tego w tort nie wpaść, bo się tak słodko zrobi , że zemdli. Torsji Zdraduś dostanie, tak jak dekadę temu, jak na weselu dziecka, ciśnienia nie wytrzymał i w szkodę poszedł, z koleżanką syna. Może i wstawiona była, może i lekko, ale lekko nie było, gdy się mleko wylało i maminka syna porządek zaprowadzić nieśmiało przybyła (jak ZOMO do kopalni Wujek). Zdraduś na wspomnienie chwili, zapomniał o rozmyślaniach miłych i wrócił do śledzenia mijanych ulic, za oknem wrocławskiego metra, które kolejny raz dowiozło go do fabryki marzeń o dobrobycie.
czwartek, 17 września 2015
ciacho
On był kaleką, nie umiał kochać, ona bezbronna, bezdomna, samotna, jemu jedynie znajoma, jemu jedynie ufna. Zakochała się bidulka w naszym Michałku od razu, gdy tylko go ujrzała w kolegi garażu. Pierwszy kontakt wzrokowy tam mieli przypadkiem, lecz nigdy, przenigdy, nie zapomni już o nim bidulka nieznana, niczego nieświadoma i przez to, na bank będzie zraniona. Gdy Michał z pracy wracał, a czasem pracował, obiadek stał na stole, nie przypalony, nie przesolony, taki normalny, jak to nam babcie kiedyś serwowały, gdy jeszcze bidulki żyły, lub sił dostatek miały. Dla Mietka normą to było, bo chłop wiedział co mu się należy, z racji pracy, godności i wieku. Był od Tatiany starszy, przez doświadczenie ciekawszy, na nieszczęście dziewczyny brzydszy i bogatszy. Miłość trwała by wieki, może i lat dziesięć, gdyby dziewczę hoże nie poszło nad morze. Tam spotkała drwala o przepięknym ciałku i się odkochała w cherlawym Michałku. Miłość bywa ogromna i czasem spełniona, lecz szkodnika w zagajnik, nie wpuszczaj Michałku. Tam sobie możesz mieszkać z gwiazdą wymarzoną, lecz póty nie masz problemu, póki w pobliżu twej gwiazdy, szkodnik nie zacumuje, czasem jest wilkiem, czasem jest w owczej skórze i ten jest najgorszy. Tatiana szczęście miała, paszport na nowo dostała, nasz drwal pięknie przez naturę zrobiony, na siłowniach dopieszczał przeróżne matrony, tam też poznał samą kierowniczkę, co paszporty dawała za dukatów miskę. W naszym drwalu lekko jednak zadłużona, bez zbędnych ceregieli paszporcik wydała i za to z miłym drwalem się chyba................................
ostatnie chciane urodziny
Historyczna chwila złapali motyla. Blondi zarezerwowała wreszcie salę, odetchnęła głęboko z ulgą, problem dręczący ją od paru miesięcy rozwiązała. Osiemnastka od lat oczekiwana, już tuż, tuż (trzy małe miesiące), a ona dopiero teraz jest ciut spokojniejsza, bo salę ma. Goście wiadomo sami się znajdą, jedyny problem jak ich ograniczyć do liczby sto. Nie wie tego jeszcze dziecko biedne, że przy czterdziestce dylemat ten sam, ale ciut odwrotny, skąd wziąć chociaż osób dwadzieścia. Co się stało z całą osiemdziesiątką, nie żyją już dla nas, czy aby już nie poszli spać. Gwiazda na łatwiznę poszła, z kumpelą się dogadała, by obowiązkami się podzielić, koszta ograniczyć, a jednocześnie na pustej sali się nie bawić, robią se dwie w jednym dniu takie trzydzieści sześć na dwa liczka. Młodzież archaizmów nie zna, to se w googla wpisze, to się dowie, co poeta miał na myśli w słowach....Jeden problem z wujkiem google, bo nie myśli bidula, tylko pamięć ma dobrą i czasami młodzieży do dupy pridatny, jak ma dylemat, dlaczego maminka się czepia jak piją. Pierwszy lepszy zapytany menel, dałby odpowiedź na pięć minut i za dwa piwa, dziecię dowiedziało by się, więcej niż przez miesiąc w szkole. Zapytany o to samo Google, by się zawiesił, tylko to potrafi jak go zagniesz, a menela nie zagniesz, piwa nie odpuści i perpetuum mobile poda, jak flaszkę obiecaną mieć będzie. Ale wracajmy do blondynki, bo ona tu za gwiazdę robi, nóżkami przebiera, na swą kolej czeka, o imprezie godzinami prawić potrafi. O przygotowywanych dekoracjach, zaproszonych już gościach i rezerwach oczekujących. Przygotowują się jak Jagiełło pod Grunwaldem, kogo tu jeszcze zaprosić, już prawie cały kwiat rycerstwa jest, ale by zwycięstwo pewne było i o to i o tamto zadbać trzeba. Na los się zdawać nie można, bo zbyt ważna to sprawa. Sprawa wręcz honorowa, bo o honor tu idzie i o zakład z Klarą i nie ważne co lepsze, nie ważne co żywsze. Na pewno ważne co będą pili, co będą jedli, to już bez znaczenia i tak wszystkie panny na odwyku od gryzienia, a panowie pić będą i zakąszać słowem. Dalej na imprezę bracia, dalejże panowie. A dziewczyny, o ciuchach o modnym makijażu, a blondi już prawi jaką kieckę założy i dlaczego będą to spodnie. Oczywiście z pampersem, bo taka już moda, aby gorzej wyglądać , wciąż młodziej i młodziej. Jak masz długie nogi i zgrabne do tego, pokaż światu pampersa, a będziesz tak samo jak oni wszyscy prawie karłaci. Zadymka się z maminką lekka zrobiła, bo ta takiej wyobraźni oj ni ma, oj ni ma. Ja tam przed oczami widzieć to potrafię, ale zawsze czereśnią byłem i ogra sem.
mgr i co dalej maturzysto
Jasiu siedzi przed oknem, w przestrzeń zapatrzony, mocno zamyślony na świat rozżalony, z kręgosłupem moralnym, już dawno z trzy razy złamanym i wszystko po to robi, by skończyć studia mamy. Tata na szczęście nie znany, to i problemów w edukacji nie przysparzający, ale też na kino nigdy nie dający. Po skończeniu studiów też lekko nie będzie, bo z klas starszych wiadomo, że bez znajomości, to w "McDonald witamy", a sześć języków, to na recepcji bagaż udany. Ale coś cza robić, to se zrobię jeszcze jeden fakultet, to parę lat z głowy, a może się jakaś gwiazda na nieboskłonie pokaże, dziecko zrobi i problem rozwiąże, życie samo poleci. Jest taka jedna, nawet nie brzydka i siary nie robi, gdy się w towarzystwie odezwie, tylko namolna taka, ciągle mnie obłapuje, w tramwaju się całuje, a co to ja jakiś piesek do zmacywania, koleżankom pokazywania, lodów stawiania. Chyba odwrotnie być powinno wszystko, to ja jestem macho, to ja mam być nachalny itd. Alle nie, ona (czytaj me kochane słoneczko) jak się rano przypnie, jak pijawka do tyłka nieostrożnego pływaka, albo pupci nieostrożnej pływaczki, to do obiadu zagłaszcze, a jak ma widzów w koło, to mało do ....doprowadzi. Ale ileż można, od nauki mnie odciąga, na manowce sprowadza i kolegów pozbawia. Piwka nie ma czasu kiedy wypić, co za życie, a to dopiero początek, strach się bać, chyba się zapiszę do jakiejś partii, ona mi wszystko zapewni, nawet w pakiecie kota dostanę. A idee ??????? A co to, a kto to powiedział, że każdy je mieć musi.
środa, 16 września 2015
słońce
Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie. Słońce, słońce na niebie, chyba zdupcyłam drogę do Ciebie, Słońce,słońce na niebie, a jednak kocham, kocham ja Ciebie, Słońce, słońce na niebie, jak ja poradzę sobie bez Ciebie, Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.Słońce, słońce na niebie, gdy Cię ujrzałam, poszłam do Ciebie.
Jerzego
Piękne popołudnie ubiegłego wieku, dwóch młodych ludzi, pośród płatków śniegu, przebija się wąskimi, przez zaspy uliczkami, grodu bolkowego, szczęśliwych, bo z kluczami do bram szczęścia, wręcz raju. Od dnia dzisiejszego zawiadują mieszkaniem, wielkości pałacu, bo pokojem metrów trzydzieści i kuchni dwunastu. Do tego piękny kibel, na korytarzu wspólnym, a wszystko za jedyne, pół pensji i słów pięknych worek. Gdy wynegocjowali kwotę, bardzo im odpowiadającą, kluczy pęk pobrali i do pałacu popędzili. Pies policyjny przez zaspy ich prowadził, a oni wspominali gospodarza twarz mocno zmęczoną. Za tą twarz mu dali ksywkę "pijackiej twarzy". Sami też, za kołnierz nie wylewali, lecz robili to dla chwały, a nie dla miraży. Gdy do grodu dotarli, drzwi pałacu otwarli, oczu im ukazało się piękne pomieszczenie, surowe i z temperaturą pół stopnia wyższą niż na dworze. Kurtek nie zdejmowali, bo się zdjąć nie dało, a jak mieszkać tu mają się zastanawiają. Godzina minęła dupa do krzesła przymarzła i blady strach padł na młodych i pięknych młodzieńców. Przyjdzie do domu wrócić, rodziców przeprosić, psa się pozbyć jak chcieli, a nawet kazali. Zdradzić przyjaciela im niechybnie przyjdzie, patrzącego z miłością, wciąż ogonem merdającego. Nie chcą się jeszcze przed sobą do tego przyznać, dywagują o piecu w rogu stojącym, że być musi gorący, tylko by trzeba rozpalić. Już zdesperowani wracać mieli do domów, gdy nagle Romek wstając z ławy zahaczył o ławę i wieko skrzyni podniósł i ku ich ogromnemu zdziwieniu ujrzeli węgiel, czarny piękny, cudny węgiel. W piecu rozpalili i nagle pokój znów stał się pałacem, a ich plany związane z prowadzeniem przyspieszonych kursów całowania dla pań wolnych, nie wolny i nawet dla szybkich, stanęły się ponownie realne, jak cudnie realne. Dwóch instruktorów już mieli w osobach własnych, a nad resztą chętnych się nie zastanawiali, sami się znajdą byli pewni tego. Trudniej będzie z kursantkami, ale od tego mieli najpiękniejszego psa wilka niemieckiego. Tak też się stało, biuro parę miesięcy pięknie funkcjonowało i gdyby nie pijacka twarz, do domu nie wrócił, umowy najmu nie wypowiedział, pewnie by dalej hulało i kolejne pokolenia życia uczyło.
wtorek, 15 września 2015
radość życia
Jesień i kolejny miesiąc życia, kolejne doświadczenia z tym związane, tylko miejsca na przyjemności coraz mniej. Z czego to wynika, czym podyktowane i czy tylko ja tego doświadczam? Kolejne pytania, jeszcze mniej miłe, przebijały się uparcie do Zenusiowych półkul mózgowych i to atakowały je jednocześnie, nie pozostawiając miejsca na myślenie, o podstawowych potrzebach organizmu. O mało, co nie zsikał się biedny nasz bohater, na jego szczęście, ktoś nagle zadzwonił do drzwi. Wreszcie coś się będzie działo, w Zenusiowym życiu, może to jedyne szczęście zapukało, dzwoniąc w jego próg. Rozmarzył się i po wrednych pytaniach, ani śladu i rumieniec nawet pokazał się na twarzy. Niestety, nie były to bram szczęścia twarze, tylko zwykli domowi nieszczęśni handlarze. Zenuś po mało grzecznym, rozstaniu z gośćmi niechcianymi, zanurzył się w lekturze gazety, nie wiedząc nawet której, ale jakież by miało to nawet znaczenie, gdy wszystkie one po cenzurze, gdy wszystkie w nich wiadomości tylko, to samo, w kółko to samo. Zenuś do wniosku tego, doszedł już czas temu i od momentu tego, gazet nie prenumerował. Załączył więc TV, w nadziei odmiany, gdy tu go dopadły wiadomości, wiary i niewiary, miłości i kłamstwa, wszystko w tyglu rozpusty i piękna i padła muzyka jedynie dotarła, co to za rąbanka, komu potrzebna i co się stało autorowi, że to wymyślił. Bardziej chyba wydumał, bo brzmi strasznie, kury straszy, to musi być tylko ...........Przełączył szybko kanał, piękną twarz zobaczył i znowu się wkurzył, takich ludzi nie ma, pomyślał gdy ją zobaczył. Pamiętał, bo jak jeszcze z domu wychodził przed laty, to widział trochę ludzi, ale tacy nie byli, a może po złych lądach chodził. Laska może i piękna, może i powabna, lecz z kostek zbudowana mało nie upadła. Zenuś już chciał pędzić z kanapką soczystą, z kawałkiem hamburgera lub stekiem soczystym, lecz się pomiarkował w porę, że szok dla organizmu mógłby ją zabić. Zresztą w TV mają, chyba jakiś lekarzy, niech oni ją ratują, niech oni o nią dbają, ja płacę abonament i twarze zdrowe być mają. A zdrówko kuleć na jesień sobie zachciało i Zenusiowi się katar dostało i jak tu na randki, ma biedny lecieć, jak mu z noska leci i leci, leci. Kocham cię życie wykrzyknął, jak co rano, a echo jak co dzień, mu odpowiedziało MAĆ,MAĆ, MAĆ.
poniedziałek, 14 września 2015
być, albo nie być
Trzecia rano, deszcz na dworze, żywego ducha na ulicach, a ja spać nie mogę i zastanawiam się co ja tu jeszcze robię. Wszyscy znajomi już po tamtej stronie, patrzą z góry i pewnie śmieją się z moich dylematów, jak można zastanawiać się w ogóle, czy siedzieć na dupie jak wielki świat czeka. Ale nie jest to takie proste, nie zostawię tu samych, już nie młodych (starych) rodziców, ukochanego psa, niewdzięcznej giełdy, gdzie jeszcze resztki wojsk walczy o przetrwanie, czy też żoneczki, jakże odległej po wielu latach bliskości, a bliższej teraz pomimo obcości.Gdzie pójdę, gdy wszędzie już byłem, a gdzie nie byłem, to widać nie warto było. Świat wielki, może i lepszy, może i bogatszy, na pewno wdzięczniejszy, ale nie mój. Co ja jakiś tułacz- turysta, co to nie ma swego miejsca na świecie, co to gna co rusz dalej i na koniec stwierdza, że już tu był. Dowód na to, że ziemia jest okrągła, a nasze życie też się często zapętla i tylko nieliczni sobie z tym radzą. O szyby deszcz dzwoni-polecam, warto coś dobrego, se po latach przypomnieć.
niedziela, 13 września 2015
poniedziałek czarna seria
Przeraźliwy dźwięk budzika, obudził Tomusia w środku nocy. Co jest do KN-pomyślał. Czyżby znów do tyry- dotarło już bez żartów, do płata czołowego mocno go rozsadzając. Już w tym tygodniu byłem i znowu. Przesrane życie- dorzucił już półgłosem, pomału dochodząc do siebie i drzwi łazienki. Znowu te zęby, to golenie. Co ja komu K zrobiłem - zamruczał ze szczoteczką w zębach. Pomimo tego ogarnął się jak małolata w trzy kwadranse, a przy drzwiach dotarło do niego, że jak chwila minęło mu już pół życia, a on G z tego ma, jak emeryt z trzeciego filara. CH im WD wszystkim- pomyślał Tomuś trzaskając na złość sąsiadom drzwiami. Niestety wszyscy sąsiedzi byli już dawno w pracy, tylko sąsiad spod jedynki dojeżdżał dopiero, ale tylko dlatego bo miał na dziesiątą. Tomuś, zawiedziony faktem nie możności podzielenia się bólem życia z sąsiadami, pomyślał- może się uda jeszcze po drodze. Może kogoś spotkam. A spotkał na swej drodze do auta jedynie -kupę i tylko dzięki, trzeźwości umysłu nie przeniósł jej do wnętrza auta, swojego ukochanego auta. Bo tak jak on kochał to auto, to inni nie kochali tak żon. Jak on dbał o to auto, to inni nie dbali tak o kochanki. Wsiadł do maszyny, dzięki spostrzegawczości w czystych butach i rozpoczął proces wyparkowy wania.Po pierwszym skrzyżowaniu, dylemat, czy załączyć światło, czy też dać se spokój, bo do mety tuż, tuż. Znowuż się zdenerwował, takie problemy z samego rana, K za daleko na piechotę, za blisko na auto, a wieje i pada dziś, i jak tu rowerem. Do dupy, wszystko do D.Wszedł dziarsko do fabryki,pociągając ledwie nogami, ale zawsze tak miał w poniedziałkowe ranki. Wiadomo po weekendzie, letkoo nie jest, a jak się ma pod górkę, to przesrane, dwa razy P. Koledzy jak tylko go zobaczyli, natychmiast zaczęli mu dokuczać. -Cześć Tomi. Jak leci? Do dupy- pomyślał, a grzecznie przemilczał zaczepki. Ale kto nie znał Tomusia, obchodził go w takich chwilach z daleka, a kto znał ten i odpowiedzi nie oczekiwał. Wszyscy wiedzieli, że lew się budzi i do dwunastej obudzi. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Tomuś po południu inny człowiek, rozbudzony, rozpalony i tylko wypatruje kolejnej ofiary. Obchód rozpoczyna od sekretariatu, że niby się przyszedł z Preziem przywitać, a chodziło mu tylko, by panią Basię osobistą sekretarkę Prezia, uszczypnąć słowem, zbałamucić spojrzeniem i przypieczętować uściskiem jak się da. A na ogół się dawało, bo za Tomusiem to wszystkie panny, czy to mężatki, czy też, już nie, czy też, jeszcze nie, poszłyby w ogień. Ale jak tu nie uwielbiać faceta, który zawsze na Twój widok, ślini się jak szczeniak, obsypuje Cię toną komplementów. To co jeszcze parę lat temu mówił mąż, teraz Tomuś powie trzy razy i czekoladkami nakarmi. Bo przecież możesz przy takiej figurze- Ci powie. Tak całą fabrykę obszedł wszy, wszystkie panny doceniwszy, ich urodę, elokwencję i ostatnią dietę, wraca do się, aby odpocząć, po dobrze spełnionym obowiązku. I wszystko dobrze się kończy, co źle zacząć się musiało, bo w poniedziałek inaczej się nie dało.
za wielką wodą
Gdyby tak życie zacząć od nowa, od momentu zagubienia, gdyby tak można, wśród niepodzielnych dróg odnaleźć oczy kogoś bliskiego, dziś pewnie, miałbym wszystkie kieszenie wypełnione po brzegi szczęściem. Sprawdzałem nic tam nie ma, oprócz wytartej kieszeniówki, nie zapewniającej nawet bezpieczeństwa ukrytym tam skarbom. Tak sobie dumał niedawny właściciel podstawowej komórki społecznej, niedoszły posiadacz biletu do raju, po wyjściu z Sadu Rodzinnego. Po ćwierćwieczu wspólnego, niezwykle udanego i bogatego, we dnie i noce, życia, został bidula pozbawiony tego wszystkiego o co walczył, a ona ta zła kobieta, jeszcze wczoraj ciepła i kochana, pozbawiła go złudzeń i wymieniła jak papier toaletowy na nową rolkę. Boluś wiedział, że nie ma szans, w konfrontacji z jej prawnikami i grzecznie przystał na warunki mu postawione. Cały majątek już dawno był na nią, on tyrał w Ameryce i tęsknił za Anią. Pieniążki słał stale, by nie zgubić przypadkiem, w drodze do ukochanej z dalekiej Ameryki. Jego aniołek za to, wysyłał mu, ich piękny domek, co róż piękniejszy, rosnący jak na drożdżach i jak tęsknota Bolusia ogromny. Idylla ta być może trwała by nadal, gdyby nie przypadek, rządzący tym światem. Bolusiowy kolega zajechał tam fiatem. Na miejscu i pięknie, bogato, prześlicznie, basen cudowny, zadbany i do tego używany. Ale kogóż to widzi z Ameryki kolo, oprócz naszej Aneczki jakiś koleś goło. Nie ubrany, chyba nie przez przypadek, bo przystawia się mocno, do Bolkowych, cudnych, Anusinych licek i łapskami szuka Anusinych...........Wywiadowca ze Stanów, bez zbędnych chwil straty, zrobił zdjęcia parze. Twarze bez grymasów, ciała bez ubrań, to nie był przypadek, ani upałów wina, okrutnych w tym roku. Hańba-krzyknął Boluś, widząc dowód zdrady i okrutnie zawiedziony rozstał się z .............. ŻYCIE, samo życie.
cytrynka
Jasiu kolejny raz zapukał w szklaną płytkę, oddzielającą go od rzeczywistości, aby sprawdzić czy tam ktoś jest. Cały czas miał wrażenie, że wywijając łapkami i wyrzucając bezładnie na pozór słowa, jest samotny w swej samotności, a ewentualni podglądacze są zbyt nieśmiali, by mu wynagrodzić te jego harce. Zaczął więc kopać i gryźć zimną, twardą tafle, chcąc uzyskać pewność swej samotności. Wiedział od kolegów ze starszej grupy, że tak może być już do śmierci i dopiero ta doda mu wartości. Przez chwilę pomyślał nawet nad tym, ale odrzucił jako zbyt brutalny środek autopromocji. Jeden starszak który bawił się barwami, cieniami i potrafił gryzmolić farbami całymi dniami, dla wyrazu bólu wzgardy odciął sobie nawet ucho. U nas w szatni chodziła inna wersja wydarzeń, jakoby to Krzysio z III grupy mu to zrobił, bo potrzebował czerwonej farbki. Ale i tak najlepszy w historii naszego przedszkola był magik w grupie pani Halinki, który jak się wkurzył to zatrzymał słońce, bo ciągle mu się kręciło przed jego zwiniętą w rulonik kolorową gazetą. A on uwielbiał patrzeć w niebo, bo tam podobno był już jego dziadziuś, którego kochał nad życie. Ta kolorowa cytrynka co chwilę zasłaniała mu widok przez rurkę i bał się, że przeoczy dziadka. I jak pomyślał tak zrobił, pacnął cytrynkę z całych sił i poleciała jak Oluś, który pierwszy dostał, gdy zatykał gwiazdorowi rurkę dłonią. I jak Oluś zatrzymała się na ścianie i już więcej się nie ruszyła. Kilka dni później ruszył ziemię, bo ciemności zapadły i bał się, że pani Halinka znów zacznie drążyć kto to zrobił, patrząc jednocześnie tylko na niego. Niestety rozbujał troszeczku za mocno matkę ziemię, robiąc z niej taki diabelski młyn i przez pierwszy tydzień cała grupa ......nim się do bujania przyzwyczaiła. Przestraszony efektem przyznał się do wszystkiego pani Halince, ale ta go sprzedała WOŹNEMU i od tej pory miał na głowie Woźnego i ochroniarza. Uprzykrzali mu dalszy żywot, twierdząc, że to niemożliwe (mają na to dowody, ale do tej pory ich nie objawili, to chyba im zginęły). Jasiu natomiast pracował na literkach, tak jakoś miał, że jak je sensownie poskładał to cudne rzeczy tworzył, czasami pięknych rzeczy doznawał. A zaczęło się wszystko, od zabawy czterema literkami a,d,p,u z alfabetu trzydziestu sześciu. Tak się nimi bawił, tak się bawił, aż nagle zrobiło mu się tak ciepło na duszy i nie tylko, że pomyślał, iż odnalazł sens życia, że to, to, to musi być centrum wszechświata. I kolejna konkluzja, jeżeli z czterech literek można zrobić tak wiele, to co można wyczarować z trzydziestu pęciu (a co zrobić w chińskich krzaczkach). Pomyślał z nostalgią, że im człowiek brzydszy się staje, tym piękniejsze rzeczy tworzy. Jasiu rozmarzył się, może i on kiedyś coś wstrzyma, może i on kiedyś coś komuś rozbuja, ale to już marzenia małego Jasia, który może być jeszcze każdym, bo młodość góry przenosi, nie zawsze tam gdzie chce, ale to już inna bajka.
piątek, 11 września 2015
motylki
Pogodny jesienny uśmiech zawitał na ustach Marysi, lecz nie wróżyło to nic dobrego, dla Kazika i jego dzieci. Znali ten uśmiech od dziecka , a Kazimierz od pamiętnego dnia zaślubin najpiękniejszej kobiety na świecie, a właściwie od momentu gdy okazało się, że obrączki które dzień wcześniej kupili właśnie posiał, po prostu posiał. Ksiądz rezerwowych nie miał i wpadka na całej linii. Początek pięknej miłości, a biedna Marysia musiała mu wlać, choć bardzo w tym dniu nie chciała. Przezornie wstrzymała się z tym do końca imprezy, a dokładnie do oczepin, miała dobre serduszko i imprezy gościom psuć nie chciała. Na wiosnę następnego roku urodziła się pierwsza latorośl, która dopełniła czary goryczy. Ryczy, ryczy i ryczy- mawiała do Kazika, a on biegusiem, często na bosaka pędził do ukochanej dzidzi. Ich miłość została wystawiona na ciężką próbę i o mało nie wyszła z tego zwycięsko, gdyby niechcąco Marysia nie powiła kolejnego dzidziusia, a ten niedorajda, nie załatwił większego mieszkania. Od tego momentu, wspomniany słodki uśmiech, nie schodził z ust oblubienicy Kazka. Oczka się zwężały czule, jak u pytona wyjawiającemu miłość słodkiej myszce, przecudownie białe ząbki zaciskały się lekko, ale z wyczuciem, aby nie przestraszyć. A dzieci nie wiedzieć czemu, bały się mamy, ojciec też. Kazimierz w tych chwilach, stawał odruchowo na baczność (tak mu już zostało z wojska, jak wyższa ranga szalała). Na wszelkiego rodzaju imprezach rodzinnych śmiesznie to wyglądało, gdy Marysia słodkim głosem o coś Kazka prosiła, a on nienaturalnie spięty, cały spocony z paniką na twarzy, napiętymi pośladkami i czym tam chcecie, wykonywał rozkazy jeszcze nie wydane. Wszyscy mówili jaka to porządna katolicka, wierząca rodzina, a tu nagle ambaras, bo oboje chcą naraz, ale rozwód. Marysia się zakochała, gdy nieopatrznie na portalu randkowym się zalogowała, a Kazek to wykorzystał, papiery załatwił, dzieci przygarnął i swobodę swemu szczęści dawnemu dał. A motylki, jak motylki, jak przyleciały tak odleciały.
kałamarz
Karol zajechał pod dom blondyny z piskiem opon, wiedział, że jakoś musi dać jej znak , że już jest. Dzwonił wprawdzie dziesięć minut temu, by schodziła, ale czuł, że jak zwykle kończy makijaż, allle nie był to zwykły makijaż. To była poezja smaków i zapachów w jednym, a do tego wyglądem przebijało wszystko co miała Kaśka i Joaśka na twarzy. Nawet pani z sanepidu dałaby pozytywną recenzję po badaniu organoleptycznym, a nie cierpi tego robić od lat. Karol wysiadł, spokojnie zapalił dżointa, pomyślał, co by na czczo nie pójść do szkoły, a równocześnie zdał sobie sprawę, że blondyna, jak już rozpoczęła proces schodzenia z piętra, wysokiego piętra, to już jej nic nie powstrzyma i będzie, na pewno dziś będzie. Znając ją wyłączył auto, bo paliwa miał tylko tyle, co na drogę do szkoły. Kiedy już po chwili ruszyli w dalszą podróż, mogli niestety stwierdzić, tłok, prze okrutny tłok i ich ambitny plan zdążenia na pierwszą lekcję, oraz dalsze dążenia do czynnego w niej udziału spełzły na niczym. Blondi pomyślała, po cóż ja się tak spieszyłam i odpaliła pospiesznie internet w komórce. Już dziesięć minut bez kontaktu ze światem, dziewczyny pomyślą jeszcze, że się zakochałam cy co- zbierała pospiesznie myśli. Karol prowadził jak zawodowiec auto, już drugi tydzień minął, jak Państwowa Komisja stwierdziła, że jako jeden z nielicznych w dniu dzisiejszym wykazał się. Rozczulił się tym wspomnieniem i dumny był z siebie, jak pomyślał w jakim stresie reszta kolegów pomyka na kartę rowerową. Z zadumy wyrwał go dżwięk karabinu maszynowego, to blondi relacjonowała w krótkich słowach wczorajszą imprezę przy trzepakach, z chłopakami z sąsiedniego podwórka. Ale jaka by długa droga nie była i jak wielki korek na niej, kiedyś się kończy i nasi bohaterowie dotarli do kresu podróży. Najtrudniejsze w życiu kałamarza mieli za sobą, teraz tylko z górki.
czwartek, 10 września 2015
tylko dla dorosłych (smutasów)
Od kilku dni czuję pragnienie napisania czegoś dla dorosłych, ale nie to co się wszystkim kojarzy. Mnie chodzi po głowie ciemna strona życia, a więc tekst nie dla normalnych, którzy dzisiejszy dzień chcą spędzić pogodnie, radośnie i miło. Tylko pytam się po co, gdy wszystko w koło jest przesrane, wszędzie bród ........Pomału będziemy przechodzić tam gdzie radość słońca nie dochodzi, w przysłowiową czarną dziurę, czyli do naszego bezsensownego życia, od urodzenia do śmierci. Żyjemy jak ta bezmyślna roślinka, pozostawiona sama sobie, żyjąca nie wiadomo dla czego i po co. Żyjąca od wegetacji do kompostownika bez chwili radości z tegoż, narażona codziennie na przeciwności losu, wiatry, deszcze mrozy i złych ludzi. My do tego mamy jeszcze wszystkie rozterki duszy, niespełnione miłości, niechciane miłości, a wszystko co z tego mamy to chwile wspomnienia, ale jeżeli są one tylko przykre, to chyba nic nie mamy. Jedyne pocieszenie, że wiele nie zostało (taki żółw to dopiero ma przesrane, trzy razy bardziej przesrane), ale i tak do śmierci jeszcze tyle upokorzeń w pracy, przychodni w szpitalu, a jak jeszcze pracujesz w szpitalu to już kumulacja. Na siłę poszukuje czegoś pozytywnego, choć troszku miłego, ciepłego, cuś cieplejszego niż rada szefa, na zwiększoną wydajność zespołu, życzenia Teściowej dalszego(wsp)życia z jej córeczką i nie znajduję.Wierzcie mi, nie znajduję, ale dlaczego.......Życie jest do dupy, ale alternatywa żadna.
środa, 9 września 2015
choinka
Zenuś nie mógł spać, tej parnej nocy lipcowej, pierwszego tygodnia wakacji. Miał dzisiaj w planie, spotkać się ze swoją Agatką u babci, swojej babci, allle bez babci. Właśnie wczoraj rano odwiózł ją osobiście na dworzec, wsadził do pociągu i mało tego, zaczekał jeszcze, aż wagony niespiesznie ruszyły. Rodzice byli strasznie zdziwieni, że Zenuś bez proszenia, poświęcił trzy godziny lekcji pianina, aby babci pomóc w wyjeżdzie do sanatorium. Czekając na odjazd pociągu, cały czas miał przed oczami, jak babcia ukradkiem wysiada drugą stroną wagonu, ale dziś leżąc cichutko w łóżku, wydały mu się te wizje śmieszne. Wrócił myślami do Agatki, a właściwie przerzucił kanał na główny, ona tam cały czas była. Świeżutka, pachnąca, powabna i jakże śliczna, a być może już dziś wieczorkiem..... Ale w tym momencie donośny głos papiego spłoszył wszystkie motylki, które już od dłuższego czasu zalęgły się w Zenusiowym brzuszku. - A kurom dałeś. Zenuś tylko wyprostował palce zaciśnięte w pięść, ale nie pięść, rzucił bezradnie ręce na pierzynę i zwymyślał wszystkie kury na świecie. Pomimo tego, grzecznie wstał i poszedł szybko do obowiązków. On kochał mamusię i tatusia i wiedział, że jak on nie pomoże to kto? A pianino i Agatka poczekają, najpierw proza życia, a póżniej przyjemności. Dodam, że było to w czasach, gdy dzieci słuchały rodziców, a komórki mieli tylko na wsiach. Zenuś miał plana na cały wieczór, ale najpierw musiał przygotować cały dom babci do wizyty jego lubej. Na początek poszły wszystkie święte obrazki, (najwięcej mu to zajęło czasu), a póżniej tylko troszku posprzątał, róże rozrzucił niby bezładnie, radio przestawił na muzę z magnetofonu i czekał. Do przyjścia Agatki jeszcze jakieś 12 godzin, a on już gotowy, cały gotowy, wszystkimi członkami swojego młodego ciała. Teraz to takie proste, odpalamy kompa i myk z 6 robi się 18, ale było to dawno, dawno temu. Pomińmy więc cierpienia młodego Wertera i przyjrzyjmy się samej randce, bo tak należałoby nazwać to spotkanie pięknej i jeszcze piękniejszego. Agatka weszła w drzwi rozpromieniona, śliczna jak zawsze, allle jakaś blada. Zenuś za to rozpalony, czerwony na twarzy jak chłop przy sianokosach i jednocześnie jak książę, ze swoimi ślicznymi długimi paluszkami od pianina, trzymał szampana, a właściwie jak szampana trzymał Colę i polewał, a właściwie nalewał, a ona ta Cola się lała i lała i rozlała. Taki był Zenuś, wszystko zepsuł, a Agatka na kolana i Zenusiowi pomaga. Jak już wszystko posprzątali, a lepiło się dalej co lepić się miało i przytulili się cali i zamilkli, a muzykę w tym wszystkim, słychać się wreszcie dało. I tak milczeli i milczeli, aż Agatka szepce - nie mogę, tylko nie kolędy Zenuś , tylko nie kolędy, błagam. I tak od tej chwili choinkę kojarzę z miłością, radością i dziećmi.
bankomat
Tak jak życia nie zaczyna się od samobójstwa, pierwszego dnia pracy od spóżnienia, randki od sexu, tak i opowieści o kobietach nie zacznę od wyrzucania zdrady, uzależnieniu od zakupów, czy ciepła Arktyki kochanki, po plajcie ostoi miłości.To wszystko dostajemy w pakiecie, a godzimy się na to, bo w tymże pakiecie czeka na nas ciepła przytulanka, oczy spaniela przy każdej okazji jak coś chce, czy czasami, zawsze na początku sex. Udany sex i to podobno dla obojga. Po latach inne są twierdzenia, ale to już tak będzie. Wiadomo migrena jest chorobą postępującą i na samym początku bezobjawową. Niestety obecnie pewną jak kłopoty z bankiem. Wiem bo sam jestem właścicielem kilku linii kredytowych. To na nowy nosek dla Kingi, to na celulit Klary.Tylko Asia posiadaczka pięknych piersi, zachowała się sympatycznie i chociaż starała się mi zrekompensować straty, gdy zaczęły się kłopoty z bankami. Nie było to jednak nic materialnego i w negocjacjach z bankiem na wiele się nie przydało, ale chociaż miło było. Nie rozumiem po co im to wszystko, jak ja brzydal mam tyle kobiet bez picowania się na każdą randkę. Myślę se, że nie ma brzydkich kobiet, są tylko ze złymi facetami. Dziwi mnie tylko dlaczego jest tak dużo pięknych poznanianek ,a ich faceci nie słyną ze szczodrości. Znałem kiedyś jedną córę Wielkopolski i muszę przyznać mądrala i do tego młoda, piękna, matematyki uczyła. Żebyście nie myśleli, że zmyślam, to dodam jeszcze-szczodra, podejrzewam naturalizowana być musiała jak nic, a może to ja budziłem kiedyś takie emocje.
wtorek, 8 września 2015
dorosłość
Jadzia nie była najpiękniejsza i sama o tym wiedziała, znała jeszcze jedną dziewczynkę brzydszą od niej w szkole, ale nie przeszkadzało to jej oczekiwać od życia czegoś więcej, niż tylko dobrej pracy przed emeryturą, kochającego męża i gromadki rozbrykanych dzieci. Wiedziała dobrze, bo była to jej najlepsza przyjaciółka z klasy równoległej, do której to Jadzi nie przyjęto, bo jej ociec nie był tak ważną osobą w mieście, jak dziadek Oliwi. Ojciec Jadzi był zwykłym politykiem średniego szczebla krajowego i jedyne co miał, to troszkę kasy, ale zawsze starał się to ukrywać. Dziś byśmy go uznali za człowieka wielce skromnego, ale wtedy postrzegany był przez wielu za dziwaka. Być może dlatego, jego jedyna córeczka, nie była zbytnio lubiana przez rówieśników, a do tego, ta jej nieśmiałość nie wiadomo czym podyktowana. Pozostawała więc Jadzi jedynie przyjażń Oliwi, która wręcz za nią przepadała, głównie za cięty język wobec chłopców. A chłopakami ostatnio coraz częściej interesowały się panny, od kiedy ich piersi zaczęły się różnić od chłopięcych. Pierwsza zauważyła Oliwia gdy ciągnięta za warkocz, o mało co nie uderzyła głową w ławkę, gdyby nie przedmiotowe piersi. Wtedy pierwszy raz doceniła ich wartość i od tego momentu, życzliwiej na nie patrzyła. Kiedy opowiadała tą przezabawną historię zaczepek Marcina, Jadzia dziwnie się zaczerwieniła i Oliwia natychmiast nabrała podejrzeń, że nie jest jej obcy ten imbecyl (wysoki niebieskooki kapitan drużyny koszykówki). Co ona w nim widzi -zastanowiła się chwilę, ale jeszcze szybciej dała spokój, gdy poczuła ból w skroniach. Ostatnio tak miała zawsze, jak tylko zaprzątała sobie główkę niepotrzebnymi sprawami. Oliwia może i nie była najpiękniejsza, ale jako rasowa blondynka, miała wszystkie przypadłości z tym związane. Jadzia nie była głupia i momentalnie wyłapała podejrzliwe spojrzenie przyjaciółki, dyskretnie zmieniła temat, a twarz pięknego Marcinka pozostawiła sobie pod powiekami. I gdy tylko zdarzało się jej przymknąć oczka na lekcji, ten niesamowity widok napadał ją jak wychowawczyni biedną klasę po wycieczce. Po burzliwej dyskusji który facet jest mądrzejszy, dziewczyny stwierdziły, że żaden nie jest godny ich poświęcenia i zamiast imion, wytatuują sobie delfinka. Ponadczasowy i nie ma problemu jak się narzeczony zmieni.
niedziela, 6 września 2015
miszmasz
W głowie pustka jak w greckim banku, w szufladzie nie lepiej, a koniec weekendu nakazuje dokończyć dzieła zniszczenia. Bo jeśli nie dziś, to kiedy? Wiadomo nie od dziś, że przeciętny facet najbardziej płodny jest właśnie w tym czasie i tego się trzymajmy. Niestety dzisiejszy dzień jest dniem wolnym od pracy i ni jak się ma to do niniejszego wyzwania, allle miliony czekają ..........Nie będę więc sięgał daleko pamięcią wstecz, tylko opowiem przygodę dnia wczorajszego. Piękny słoneczny dzień pamiętnego 2015 roku, z temperaturą nie schodzącą poniżej 30 stopni. Ja i mój osobisty towarzysz niedoli Dzidek, kolejny raz, męczymy się prozą życia dnia codziennego, w pięknym wrocławskim rynku przy piwku oczywiście. Podziwiamy piękne kobiety i jeszcze piękniejszą ich grę ciałem, ruchem włosów, czy ukrytymi spojrzeniami bez spojrzeń. Niestety dociera do mnie, że coraz mnie tej gry, niż jeszcze parę lat temu wstecz. Wtenczas tylko niewidome, przechodziły obojętnie obok naszego stolika, a teraz tylko niestety pandy są pewniakiem, że nas nie ominą i kolejny raz usłyszymy "pan da". Odporni na zaloty zagranicznych panien, grzecznie, alle zdecydowanie dziękujemy. Kolejny raz dzielimy się komentarzem o upadającym porządku w państwie i pocieszamy się tylko niezmiennością urody naszych rodaczek. Zauważamy jednak wzrost wagi w młodym pokoleniu i psioczymy na szkolne sklepiki i kiepski WF (religii więcej niż wf, to i kg więcej niż seksapilu). Dzidek twierdzi, że za mało seksu w młodym pokoleniu i stąd problem, ale ja bym przychylał się do twierdzenia o śmieciowym jedzeniu. Siedzimy tak sobie, jak w mapetach chłopcy z loży szyderców i czekamy, kiedy kolejny rowerzysta, rozjedzie biednego policjanta przemykającego cichaczem po rynku. Wracamy do znienawidzonego ZOMO jako przykładu profesjonalizmu i skuteczności, ale niestety ich przynależność do ciemnej strony mocy, nie pozwala pochwalać. Po dwugodzinnym marudzeniu na całe życie, udaliśmy się w drogę powrotną oczywiście na piechotkę. Dzidek nie omieszkał opr. po drodze, kilku rowerzystów rozpychających się na pasach, a ja nie wytrzymałem i grzecznie zwróciłem uwagę starszej pani wspomagającą pandę. Zaczęła się coś tłumaczyć, że nie jest stąd, a ja na to, aby obserwowała tubylców jak nie wie jak się zachować w wielkim świecie. Tu mnie troszku poniosło, ale nie mogłem się powstrzymać od złośliwości. Dumni maszerujemy sobie dalej w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, gdy nagle zauważamy dziwnie, wręcz dziwacznie wyglądającą gwiazdę w palcie, długim do ziemi, ostrym makijażu i z jaskrawo jasną zieloną parasolką. Dzidek zdążył tylko szepnąć, zaraz nam sypnie, kiedy usłyszałem cichy, ale donośny głos kobiety. CO ZA GĘBY. Nie miałem wątpliwości, że w/w czułe słowa były skierowane do nas, gdyż wzrok utkwiony wyrażał to samo, a może i nawet więcej. Twarze madame -odparłem grzecznie, próbując obrócić wszystko w żart, ale przyznam się szczerze, nie było do śmiechu. Na szczęście dla nas, wspólnie doszliśmy do wniosku, że była po prostu psychiczna i tego się proszę trzymajmy. Nie dawało mi to jednak spokoju i gdy po rozstaniu się z Dzidkiem, zobaczyłem młodzieńca, na oko studenta, mocującego się z ogromnym materacem 2 na 2.2, natychmiast zaproponowałem pomoc, w celu poprawy sobie humoru. Na szczęście nie odmówił i po kwadransie pracy miąłem wyrównany stan ducha.
sobota, 5 września 2015
walizki
piątek, 4 września 2015
starocie
na dworze już lato, kalendarzowo wiosna, a w sercu zima i żadnego
widoku na ocieplenie klimatu. Czas leci, trosk przybywa, a Ty nie
pomagasz mi dotrwać do lata. Milczenie Twe, wygodne dla Ciebie, mnie
sprawiające ból i cierpienie. Obiecałem i wytrwam, w postanowieniu nie
pisania już kolejnego tysięcznego maila, ale gdzieś przecie wyrzucić to
muszę z siebie, a Ty może kiedyś........? a cóż ja bym teraz robił, gdybyś pewnej listopadowej nocy, nie zajrzała na internet, w
poszukiwaniu materiału, do badań nad małym uszkodzonym mózgiem? Gdzież
byłbym teraz we własnym rozwoju, albo może niedorozwoju i właściwie po
co? Komu potrzebny, dla kogo wesoły, a nie tylko śmieszny, dla kogo
ważne czy w ogóle obecny? Dostałem do życia w tę zimę, zawsze nieprzychylną, a teraz znośną i nawet CIEPŁĄ. Allle jeszcze wszystko
..............................
.....................Będę więc tutaj
przelewał na papier wszystkie swoje myśli kłębiące się w głowie(mocne
słowa -GŁOWIE). Z każdym słowem skierowanym do Ciebie, lżej mi na duszy, a biorąc pod
uwagę jaką jestem gadułą już wkrótce fruwał wręcz będę, a Ty tego
świadoma nie będziesz.Twoja strata, bo wiesz jak Cię to zawsze budowało i
nakręcało do pracy, a praca zawsze
była dla Cię pracusią, tym co kochasz najbardziej. Zazdrościłem Ci tego
chyba bardziej, niż ładniejszych nóg i....... .I Jak każdą drogę zaczyna się od pierwszego kroku, tak słowo pisane należy
zacząć od pierwszej literki. I tu powstaje pytanie od jakiej, aby nie
być posądzonym zaraz o ksenofobię, nacjonalizm czy też ,BB, nie odezwały
się feministki w obronie czci i wiary KOBIET. A o Kobietach to będzie
piosenka............................ Ja miłośnik kobiet od
najmłodszych lat, nie znudziłem się tematem pomimo upływu lat wielu i
zdobytych doświadczeń jeszcze większych od wielu. Nie mówię o seksie,
przereklamowanym, ogłupiającym i często niechcianym, allle jednocześnie
jakże pięknym, bogatym i nieodzownym do prawidłowego funkcjonowania
innych organów jak na przykład mózg( niektórzy faceci mają), czy braku
cellulitu (tu dowód na to, że to działa faceci nie
mają)..................................................Ostatnio w drodze
na randkę, stojąc w kwiaciarni i przeglądając asortyment, zostałem
wręcz rozjechany przez miłośnika sympatii (a nie jest to takie proste, przy moim wzroście 190 i lekkiej
nadwadze, to wręcz sztuka). Ale nie dla naszego bohatera, pędzącego na
pierwsze spotkanie z nieznajomą. Wszystkiego dowiedziałem się z monologu
rzeczonego miłośnika sympatii, a milczącą z uwagą sprzedawczynią. Kazał
sobie wybrać jakąś (jakąkolwiek) wiązankę i dołączył ją do całkowitego
wizerunku, jeszcze młodego człowieka w przymałej marynarce,
świeżutkich lakierkach i bujnej czuprynie. Piękny bukiet za 60 zł .Dla
potomnych słaba dniówka, albo godziwa stawka godzinowa. Miłośnik bukietu
na bank nie był stratny 1h. Tak uzbrojony oddalił się do swej lubej, a
mnie naszła nostalgia, że ta kobieta, jaka by nie była, nie doceni
tego jego poświęcenia i nie wynagrodzi mu zapału jaki włożył................................Oszołomiony tym zdarzeniem wziąłem
gałązkę frezji, czy też fiołków, a może storczyka i poszedłem zduszą
na ramieniu w swoim najlepszym t-shircie i lnianych pomiętych
spodniach. I wciąż kołatająca się myśl, jaką ja mam szansę z gałązką za
4 zł, bez marynary i czupryny, ale cóż kości zostały rzucone......... Jeśli chodzi o
kwiaty, to dobrze pamiętam , ale to już pozostaje tajemnicą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




