sobota, 31 października 2015
mewy
Tupot białych mew obudził Józka w środku ostatniej jesiennej nocy. Właśnie dochodziła godzina jedenasta, a przez jasne zasłony, przedzierały się nie pierwsze już promienie słońca. Ileż by dał ten niebogaty jeszcze, a już niemłody człowiek, za chwilę ciszy wewnątrz siebie. Za oknem słoneczna piękna pogoda, a Józuś nie może pozbierać myśli z dnia wczorajszego, a cała noc jeszcze do poukładania, na szczęście ranek jasny czytelny jak łza. Kto mu kazał w środku tygodnia ogłaszać weekend i gonić za szczęściem jak jakiś małolat. Kto mu kazał iść na całość jak w jakimś kiepskim TV- Szoł, kto bo przecież nie on, on nie jest przecież taki głupi. A jednak ciśnienie śródczaszkowe mówiło coś przeciwnego, a wspomniane mewy dudniły niczym stado słoni. Gdzie ty byłeś mój kochany rozumie (dziś obolały sponiewierany jak blondi po krzyżówce). Na pewno nie ze mną na barykadach jak walczyłem o honor przy kolejnych toastach. Co zrobiłeś, abym mógł dziś spojrzeć w lustro z uśmiechem na ustach i jasną czystą duszą. A duszą, duszą, głośno było, a to obściskiwanki tylko zalotne, buziaki przypadkowe od lat zaplanowane i przytulaski nie do końca przemyślane, ale za to jakie przyjemne. Muzyka tylko w uszach grała, ale i to im wystarczyło, by się bawić przednie i na cudzoziemców z zazdrością nie patrzeć. Chyba nawet bardziej tamci z uwagą i ciekawością zabarwioną lekką zazdrością im się przypatrywali. Krzty dezaprobaty nie ukazując, może przez słabą znajomość języka?Jedna smoczyca co to nie jednego giermka połknęła, na Józusia się zawzięła i łaps zrobiła, ale na głaz trafiła, lekko ząbki sobie stępiła. Nie z Józusiem takie numery, bez przytulanek, buziaczków i gimnazjalnych przystawianek, a może i on nie Goliat, ale z workiem pełnych przysmaków. Bo Józuś był rycerzem nad rycerze i nie jedną smoczycę już rozerwał w swym bogatym życiu na strzępy, a by nie być gołosłownym miał przydomek "worek wielki". Tak to jest już ze smoczycami, że czasem tylko fortelem można je zwyciężyć.
wtorek, 27 października 2015
sen nocy, już nie-letniej
Jakiś horror przyśnił się młodej pani prezes niewielkiej korporacji i wstając z różowego łóżeczka, nie miała wesołej minki. Pierwszy raz od dłuższego już czasu, nie chciało się jej iść do pracy, ale jej wrodzona odpowiedzialność, nie dopuszczała innego rozwiązania. Cóż, trzeba wziąć byka za rogi- pomyślała i po szybkich porannych przyziemnych czynnościach, jeszcze szybszej kawce, ruszyła do drzwi, przeglądając jeszcze maile, ale tu o zgrozo nic nie znalazła- jak nigdy. Czyżby mnie już nikt nie kochał- pomyślała już lekko zestresowana, ale biorąc po uwagę wydarzenia dnia wczorajszego, wszystko było już możliwe, nawet takie SF. Na drodze też, jakoś inaczej się jej jechało, wszędobylskie małe oszczędne autka wciskały się przed jej limuzynę bezpardonowo i pomimo tego, że patrzyła na nich wszystkich z góry(z wyjątkiem Tirów), dalej się rozpychały jak nigdy. Na szczęście dojazd do fabryki zakończył się szczęśliwie i gdyby nie awaria na bramie, już by była w firmie. Pierwszy raz zda żyło się jej zastać zamkniętą bramę. Co za fatum- pomyślała- co za dzień. Nerwowo zatrąbiła i po chwili brama ustąpiła, a właściwie ustępować zaczęła. Jaka niemrawa, chyba ją wymienię razem z tą obsługą- rozmarzyła się, a brama zakończyła właśnie proces odmykania niewzruszona przemyśliwaniami pani prezes. Obsługa jedynie chyba się przejęła, bo nogi ze stolika zdjęła, a może tylko nogi im ścierpły i tak niezręcznie wyglądała ta panika. Pani prezes z autka wysiadła, pantofelki na czerwone szpilki zamieniła i do biura kroki skierowała. Niestety drzwi na jej drodze stanęły i ni rusz ustąpić nie chciały. Rany zawsze się same otwierały, słyszała tylko -dzień dobry, gdy je mijała i tyle, a dziś nic, ani dzień dobry, ani........ Po chwili i tą przeszkodę sforsowała i przez sekretariat do gabinetu się dostała, przez nikogo nie niepokojona we wielkim fotelu usiadła. Co dalej podpowiedz losie-zamarła i nasłuchiwać zaczęła ciszy, nieznanej, złowrogiej ciszy. Nagle jakiś rumor na korytarzu przerwał tą sielankę, po drzwiach przeszły dreszcze, a ciche skrobanie uzmysłowiło powagę sytuacji. Coś powodowało skrzypienie drzwi i kołatanie serca pani prezes. Gwałtownie otworzyła drzwi i ujrzeli się nawzajem, ona dwóch fachowców odkręcających JEJ tabliczkę. Czas się zatrzymał, pani prezes się uśmiechnęła, a bajka się skończyła i platforma wygrała.
czwartek, 22 października 2015
Złotowłosa
Co oni wszyscy chcą od mnie?- zastanawiała się Złotowłosa, zaścielając łóżka po swych pociechach, bo niestety tego nie udało jej się nauczyć latorośli. Już na wiosnę doprowadziła do tego, że całe potomstwo zaczęło systematycznie myć zęby, do wakacji wdrożyła sprzątanie po sobie, ale ścielenie łóżka, tego do tej pory nie udało się. Ją osobiście tak drażniła rozkopana pościel, że zakasała rękawy i sama czyniła co pociechy olały. Jeszcze niedawno mogła liczyć na pomoc ojca pociech, ale od kiedy udał się na służbę do pałacu, wszelki słuch o nim zaginął i nawet w weekendy wśród bliskich nie bywał. Inny był kontrakt na usługi niemożliwe, ale z Wielkimi Tego Świata tak zawsze, że umów nie przestrzegają i nawet (ZR) za leszcza mają. I tak od zarania dziejów bez zmian- sobie pomyślała. Złotowłosa nie jedno już w życiu widziała, nie od wczoraj na tym świecie darem obdarzona. Wiedziała, że tak gorący okres wkrótce się skończy, ktoś wygra, ktoś przegra i znów cztery lata spokoju, allle dziś ogrom pracy. Życzenia spełnić trzeba, bo już taka dziejowa rola, a tu jedna błaga by moherom dowody pochować, drugi by sami faceci wzięli udział w zabawie, a baby przy garach zostawić. Trzecia modli się zajadle, by tylko kolorowych, dosłownie i w przenośni, najlepiej parami tej samej PCI do gry zaprosić. Czwarty to jakiś handlarz jabłek ze wszystkiego zadowolony, coś tam chciał, ale Złotowłosa dokładnie nawet go nie zrozumiała i chyba nie wie jak mu pomóc. Największe wrażenie na niej zrobił, jak zawsze zresztą, ten co tak ładnie śpiewa i jemu sukces wróży i na płetwach stanie i mu nieba przychyli i go królem zrobi. Brodacz tylko o nic nie prosił, a ładny był i chętnie by mu pomogła, ale w cuda nie wierzy, widać małej wiary, albo i bez. Księgowy też wpadł w oko Złotowłosej, nawet może by mu i pomogła, ale ojca jego znała i na pewno nie kochała. Za te cuda, co mu wtedy z mężem pomogli wyprawiać, do tej pory się nie rozliczył i do tego opowiada, że to wszystko jego zasługa. Beci musi pomóc, bo tak jej się żal zrobiło jak zobaczyła, ile dzieci musi biedna sama wykarmić i wychować. Wszędzie bidulki z mamusią chodzą i na chlebek pomagają zarobić. Nie bez znaczenia jest też wstawiennictwo mężusia, co twierdzi, że jego książę najchętniej z Becią by ten wózek pchał ku świetlanej przyszłości. Tak więc wszystko już znane, wcześniej rozstrzygnięte, a my dowiemy się o tym dopiero PO.
niedziela, 18 października 2015
sens życia
Nim kogoś oplujesz, sprawdź czy nie stoisz pod wiatr - pomyślał Heniu szukając zamka. Jakież to uniwersalne- kontynuował rozmyślania, nie przestając sikać na jakiś plakat wyborczy, ale nie miało najmniejszego znaczenia dla niego, na czyj. Był on taką aspołeczną jednostką dla której nie miało znaczenia, kto z kim i dla kogo. On wiedział jedno od ojca, że jak sam o siebie nie zadba, to nikt mu nic w życiu nie da. Nie oczekiwał zresztą od życia wiele, to co miał wystarczało mu w zupełności, piękna żona, śliczne dzieci, pieniędzy w bród z giełdy (miał do tego smykałkę), a narzeczona z tego wszystkiego najlepsza. Jedyny problem to życie, jedno życie, a pomysłów na przeżycie kilka, jeden lepszy od drugiego. Zapiął zamek i rozmarzył się na dobre, gdyby tak można żyć w kilku wymiarach jednocześnie, w każdym z inną opcją rozwoju, w każdym z inną kobietą, albo przeżywać kolejne życia, jedno za drugim tak do znudzenia , ażby człowiekowi z tych nudów zachciało się na koniec samemu zejść. Gdyba tak można, to jedno życie mógłby sobie przeznaczyć na bycie biednym, drugie na bycie uczciwym i filantropem, a kolejne na naukę, pracę i inne bzdety. A wtedy spokojnie resztę mógłby sobie przeznaczyć na życie, po prostu życie.
sobota, 17 października 2015
ranking
- 1.Woźny 2.Autobiografia 3.Czas 4.Tylko dla dorosłych 5.Starocie 6.Ciacho 7.E 8.Walizki 9.Choinka 10.Dorosłość Najbliższe sercu 1. Cytrynka 2. Wazelinka 3. MGR....... Dzisiaj pierwszy raz wyświetlił mi się krokodylek. Patrzę i oczom nie wierzę, a tu pół świata zajrzało w me skromne progi. Oczywiście dotyczy ROSIJI. Wcześniej wyświetlały się STANY, ale jakieś takie mniejsze. Szok jaka mała wioska ten ŚWIAT nam się zrobił Polska743Stany Zjednoczone138Finlandia5Rosja4Wielka Brytania2Kolumbia1 na dzień 17.10.2015
czwartek, 15 października 2015
AB
Przez punkt A i punkt B poprowadzimy prostą, oraz taką samą prostą poprowadzimy przez punkt B i punkt A , a następnie czynności te powtórzymy milion razy, dalej będziemy mieli tylko i wyłącznie prostą. Gdyby tak można w życiu, wszystkie nietrafione wyprawy po złote runo, zapakować w jedną porażkę z jednym klapsem i jedną blizną na sumieniu..........
środa, 14 października 2015
3D
Mroźne wiatry od rana smagały ulice Wrocka. Spóźniony miłośnik letnich biegów z czerwonymi uszami pomykał pod wiatr. Gamoń biegnąc z wiatrem na pewno miałby lepiej, łatwiej, chyba cieplej, ale on chciał się umartwiać, jak zwykle gdy mu w życiu działo się źle. A działo się ostatnio wiele złego, jak w jakimś kiepskim amerykańskim filmie, wyprodukowanym w beznadziejnym amerykańskim Hollywood. Ziutek nie lubił nic co jest amerykańskie, z wyjątkiem może jego przyjaciółki, małej czarnoskórej latynoski, o niebieskich oczach i blond włosach. Bo jeśli piękność to tylko z Polski i jaka by ona nie była, zawsze będzie blond i .......... Od kiedy pojawiła się w jego życiu same problemy otaczać go zaczęły, niczym wyrzuty sumienia po paleniu na czczo. Sąsiedzi pukali się w czoło, a płeć piękna zawistnie patrzyła na jej urodę. Uprzedzenia przed wszystkim co nowe, uwydatniały się bardzo w ostatnich dniach- pomyślał Ziutek. Ale dlaczego w wielkiej metropolii mającej być za chwilę stolicą KULTURY taka zaściankowość, taka ksenofobia, nawet para gayów z trzeciego piętra nie zaakceptowała jego wyboru. Tak łatwo mówić o liberalizmie, o tolerancji, jak nie dotyczy nas samych, a jak przyjdzie do twych drzwi, stajesz się mały, zagubiony i po prostu wściekły. Wszystko zaczęło się od tego, że na studiach znalazł dojście do drukarki 3D i kiedy inni drukowali sobie laptopy, samochody, telewizory on wydrukował sobie Julii i jak tylko "wyszła" z zaczarowanej maszyny cała, pachnąca świeżością jak ją (B) stworzył nagusieńka i tabula rasa, na której natychmiast wypisał jej wielką miłość do się, a ta, natychmiast się nań rzuciła i gdyby nie prowadzący pewnie już na zajęciach by go zgwałciła. Gdyby tak można wszystkie nasze, matki, żony i kochanki zaprogramować jak się chce, życie stało by się prostsze, piękniejsze i wreszcie znośniejsze od narodzin do emerytury (to to samo, jak się bezkrytycznie na nią czeka). Ale co mnie obchodzą problemy innych- zmitygował się Ziutek i jednocześnie dotarło do niego, że jego poranny bieg kończy się, rozpoznał znajome kąty tak bliskie sercu od dwudziestu lat. Pomyślał jeszcze raz o Julii i ciepło mu się zrobiło na całym jego młodym ciele, a nawet widok paskudnych plakatów z jeszcze paskudniejszymi przymilającymi się twarzami, nie mogło mu popsuć poranka, jego poranka.
poniedziałek, 12 października 2015
Góra z górą........
Piękna spokojna stolica, pięknego spokojnego państwa, tylko czasami słychać w oddali "biało czerwone, to....." Pośród uliczek widać w mroku przekradające się postacie, to coś rozwieszające to znów z mozołem zdzierające coś z murów. Jak w 45 przed godziną "W", niemiłosierna cisza, a w powietrzu czuje się jakieś napięcie. Nagle rumor, nagle hałas, nagle piski starszych kobiet słychać, w oddali widać dwie szamocące się kobiety o jedną latarnię walczące. Ja byłam pierwsza- krzyknęła ładniejsza. A ja sobie ją już wczoraj zajęłam- krzyknęła mądrzejsza, zawieszając jednocześnie swój kawałek poplamionego kartonu na ślicznym licu przedmówczyni. Tego było już za dużo, nawet dla tak spokojnej kobiety i ręce same poleciały do włosów brzyduli i się zaczęło. Światła w oknach się pozapalały, bo od wizyty górników tak głośno na ulicy nie było, ale ich były tysiące, a tu dwie drobne kobitki, decybeli robią jak ruski czołg. Jedna krzyczała -To ja jestem MATKĄ POLKĄ. Druga jej na to-Ale z niemieckimi korzeniami. I nie wiadomo jak by się to skończyło, gdyby z za rogu nie wyszedł przypadkowy przechodzień (z kotkiem) i nie namówił do zaprzestania sprzeczki. Beata daj spokój, już nie nada, nie kopie się leżącego- powiedział po ojcowsku. Jak nie teraz to kiedy, kiedy? -żachnęła się przywołana. Zaczekaj od tego jest Antoni, on wszystko Ci wytłumaczy, a w ogóle to trzeba zadzwonić po lekarza i z ciekawości, gdzie Borowcy-zapytał starszy pan. Mecz oglądają, a dwa jeden to na włosku sukces wisi i nikogo od TV nie odciągnie- odparła zapytana jedną ręką przytrzymując bezładnie wiszące ciało, a drugą wybierając numer pogotowia do ŁODZI. To tak jak u nas, na włosku i dlatego bez prowokacji- błagam. Teraz pozwolą panie, że się oddalę, moc spraw do załatwienia zostało- oznajmił nieznajomy, a jako ojciec się objawiający. A panie, jak to panie, same z problemem zostały i podobnież do zawieszenia kruchego doszło, a na jak długo, to już z TV niebawem się dowiemy.
niedziela, 11 października 2015
wolne myśli, w wolnym czasie
Człowiek też czasami bywa człowiekiem, ale się strasznie przy tym męczy. Kraj mlekiem i miodem płynący, na szczęście Syryjczycy tego nie zauważyli. Facet przed 35 rokiem życia nie ma jeszcze co powiedzieć, a po niestety nie ma już co pokazać. Idealny wiek dla faceta to pierwsze dwa kwartały 35 roku życia.
jesień....
Piękna słoneczna pogoda za oknem, a przed, stary zmęczony człowiek, zatopiony jak Titanic w lodowatych wodach życia, otaczających go ostatnio i przysparzających kolejnych siwych włosów. Jeszcze wczoraj młody, piękny, pragnący zmieniać ten wstrętny zły świat, a dziś wrak człowieka, złamany życiem pociągający nogami jak już w ogóle ruszy d... I tak cały czas przed oknem, a za szara rzeczywistość, może i rozświetloną pięknym jesiennym słońcem, ale kogo to obchodzi, może tych milionerów, co to po polach będą się uganiać jak dziecka za piłką, nie wiadomo po co i na co. W ogóle jak oni ją widzą jak ona taka mała, a pole ogromne, że co grubsi to nawet autkami jeździć muszą. Chyba nic innego do roboty nie mają- pomyślał Ziutek, który miał co robić, a właściwie co musiał zrobić by nie zwariować. Musiał telefon wykonać do kogoś, bo mu na duszy ciężko było, ale do kogo, jak już dawno ich wszystkich znielubił i kontaktów ze sobą zabronił? Chyba przyjdzie do wróżki zadzwonić, pomyślał przez chwilę nawet przychylnie, ale ze względu na koszta pomysłu zaniechał. Nigdy się o nic w życiu nie prosił, nawet jak za małolata przyszło się hajtać to Ziutek jedno co potrafił powiedzieć do swej wybranki w ramach oświadczyn to- Fajnie by było być żonatym, nie mała? Zresztą jak (B) dzidzię dała, to wypada aby mamusia i tatuś się znaleźli i to o jednym nazwisku, aby inne dzieci nie dokuczały. Małej pięknej Kasi łzy się w oczkach pojawiły, bo tak romantycznym jej Ziutek jeszcze nie był. Rzuciła mu się natychmiast na szyję by jej powściągliwości za wahanie nie wziął i (BB) się nie rozmyślił. I tak cały tydzień baraszkowali, że niebawem nie jednej, a dwójki córeczek się doczekali. Jakie to wszystko było proste i wyobrażalne. Śniadanie, spacer zaraz obiad, kolejny spacer, kolacja i kilka pieluch do wymiany przez dzień cały i ZERO stresów, załamań, wahań nastrojów, ciągły bieg do przodu, żadnego kroku w tył. I nagle to wszystko się kończy, dzidzie lepiej lub gorzej do życia przygotowane w świat odchodzą i pustkę wielką po sobie pozostawiają, bezsens życia nam uwydatniają. Większy problem jak nie uwalniają nas od swego istnienia, to wtedy jest dopiero orzech do zgryzienia. Ziutka kolejny raz problem przerósł i po flaszkę sięgnął i do ex zadzwonił.
piątek, 9 października 2015
E.
Sexu to ja pragnę jak szpinaku- powiedział Ziutek do zimnej Elwirki, która uwielbiała go podpuszczać, a następnie schładzać jak w elektrowni atomowej uranowe trzpienie. Chyba bardziej szpinaku do sexu- odpowiedziała rezolutnie lodówka. Biedny Ziutek pragnął tylko przytulanek i troszkę uczucia, a Elwirka młodsza ciałem i duchem, daleka była do dojrzałego związku z księgowym. Jej całe ciało składało się jeszcze z samych uciech i przyjemności, ale była przy tym całkiem inteligentna (chyba tleniona- pomyślał Ziutek). Gdyby tak jeszcze raz mógł zacząć znajomość, na pewno nie odsłoniłby się tak, nie pokazał jej jak mu na niej zależy, po prostu nie popełniłby najczęściej powielanego błędu współżycia, nie zakochał się. A tak mleko się rozlało i liczyć mógł tylko na litość przeciwnika, najchętniej zacytowałby Kmicica " kończ waćpan(na) wstydu oszczędź". Gdy tak rozmyślał ile mu jeszcze życia zostało i dlaczego takiego ciężkiego, przeleciał mu przed oczami krótki film o upokorzeniu, jego żywot poczciwy, ale chyba nikomu niepotrzebny, a jeszcze wczoraj wspaniały, przez kogoś kochany, tak mu się chociaż wydawało. Elwirka w wielkim świecie bywająca, dzięki tatusiowi dobrze postawionemu i urodzie po mamusi odziedziczonej, igrała sobie życiem i ludźmi którzy na jej drodze stanęli. Wczoraj wzięła i zabrała Ziutka do klubu jedynego w mieście z zaproszeniami, a tam go porzuciła i poszła sobie poflirtować z młodym trenerem. Ziutek porzucony na środku oceanu wrogich obcych ludzi, przetrwał tylko dzięki wrodzonemu urokowi księgowego i przy bliższym poznaniu okazało się, że oni wszyscy bardzo go potrzebowali (księgowym to on był najlepszym na świecie, a zwroty wat przez niego robione były wyższe niż obroty firmy - genialny, w US bali się go jak ognia). W fizyce jest to perpetuum mobile, w prawie falandyszyzacja, a w ekonomi mówi się o tych fachowcach kreatywni goście. Elwirka na forum powróciwszy zdziwiła się, że jej przyjaciela rekiny nie zjadły, a wręcz się na nich zawiodła. Zmęczona już była tym starym dupkiem i tylko zastanawiała się jak się go pozbyć, a na zołzę nie wyjść.
czwartek, 8 października 2015
Woźny II
Jerzy kolejny raz spojrzał na zegarek, ale ten z uporem maniaka wskazywał godzinę piątą. Budzik miał nastawiony na szóstą, dziś już chyba na daremno, bo spania już na pewno nie będzie, a wszystko przez wydarzenia dnia wczorajszego. Jerzy dowiedział się od szefa, że piękne ma zdjęcie, a było to niestety zdjęcie z moni
toringu, gdzie uwieczniony został sam na sam z dilerem. Zaczęło się od tego , że dyrektorka przypaliła go z byłym uczniem szkoły, znanym i podejrzewanym o miłość do dopalaczy. Musiała donieść do WB (wydziału bezpieczeństwa) i ci pewnie przejrzeli kamery i co ciekawsze fotki przekazali Dyrektorce, a ta musiała wezwać samego szefa firmy która miała wszystkich Woźnych w mieście pod sobą. Szef sam pofatygował się do szkoły, czego nigdy nie robił osobiście, ale to była szkoła MGR Jerzego i wiedział, że tam coś śmierdzi, bo wcześniej już miał telefony z Warszawki w sprawie mgr Jerzego (czy pracuje i co on, o nim sądzi i takie ble ble). Dało mu to dużo do myślenia, bo nigdy do tej pory nie słyszał, aby zwykłym Woźnym interesowało się ABW, a on stary cywil z WSI dobrze wiedział co o tym myśleć. Tak to musiało wyglądać- pomyślał mgr Jerzy, próbujący obrać linię obrony, przed dzisiejszym spotkaniem w gronie samych wrogich sobie ludzi, czyli Dyrektorki, szefa i przedstawiciela WB. Jak to rozegrać, aby się nie zdemaskować, a jednocześnie nie wylecieć za pobłażanie dilerom. Dyrektorka go nie lubiła, szef się go bał, a w WB chcieli mieć święty spokój i nie dlatego, że tacy wierzący byli, wiedział więc, że na przychylność kogokolwiek liczyć nie może. Ale jak to Woźny miał asa w rękawie, wiedział o schadzkach dyrektorki z zastępcą i to nie po to aby szlifować najbliższe przemówienie szkolne, ale informację tę posiadł w sposób nie do końca przejrzysty i w zasadzie do użytku wewnętrznego (postraszyć można, wyjawić niekoniecznie, nie po katolickiemu przecież). I tak walczył z myślami do wczesnego ranka i podjął decyzję chyba jedynie słuszną i zadowalającą wszystkich zainteresowanych, gdyby tak można w KRAJU- rozmarzył się chwilę i pomaszerował do szkoły. Po drodze wstąpił do kwiaciarni, tuzin róż zakupił (wiedział o fobii dyrektorki do nich) i pomaszerował na spotkanie. Od progu dyrektorkę w mankiet, kwiaty w rękę wcisnął, krótką samokrytykę złożył, za wszystko przeprosił i oszołomioną na środku pozostawił. Dyrektorka dobrą minę do złej gry zrobiła wszystko wybaczyła, coś o wzajemnym zaufaniu powiedziała i w swoim pokoiku się schowała. Szef prze szczęśliwy Woźnemu za decyzję pogratulował, lukratywny kontrakt w ręce mu pozostał, to i Woźnego na nowo polubił. A Wydział jak to Wydział, spokój odzyskał to i na ogólną euforię przystał. I tak kolejny raz sprawdziło się przysłowie "jak wejdziesz między wrony.........."
toringu, gdzie uwieczniony został sam na sam z dilerem. Zaczęło się od tego , że dyrektorka przypaliła go z byłym uczniem szkoły, znanym i podejrzewanym o miłość do dopalaczy. Musiała donieść do WB (wydziału bezpieczeństwa) i ci pewnie przejrzeli kamery i co ciekawsze fotki przekazali Dyrektorce, a ta musiała wezwać samego szefa firmy która miała wszystkich Woźnych w mieście pod sobą. Szef sam pofatygował się do szkoły, czego nigdy nie robił osobiście, ale to była szkoła MGR Jerzego i wiedział, że tam coś śmierdzi, bo wcześniej już miał telefony z Warszawki w sprawie mgr Jerzego (czy pracuje i co on, o nim sądzi i takie ble ble). Dało mu to dużo do myślenia, bo nigdy do tej pory nie słyszał, aby zwykłym Woźnym interesowało się ABW, a on stary cywil z WSI dobrze wiedział co o tym myśleć. Tak to musiało wyglądać- pomyślał mgr Jerzy, próbujący obrać linię obrony, przed dzisiejszym spotkaniem w gronie samych wrogich sobie ludzi, czyli Dyrektorki, szefa i przedstawiciela WB. Jak to rozegrać, aby się nie zdemaskować, a jednocześnie nie wylecieć za pobłażanie dilerom. Dyrektorka go nie lubiła, szef się go bał, a w WB chcieli mieć święty spokój i nie dlatego, że tacy wierzący byli, wiedział więc, że na przychylność kogokolwiek liczyć nie może. Ale jak to Woźny miał asa w rękawie, wiedział o schadzkach dyrektorki z zastępcą i to nie po to aby szlifować najbliższe przemówienie szkolne, ale informację tę posiadł w sposób nie do końca przejrzysty i w zasadzie do użytku wewnętrznego (postraszyć można, wyjawić niekoniecznie, nie po katolickiemu przecież). I tak walczył z myślami do wczesnego ranka i podjął decyzję chyba jedynie słuszną i zadowalającą wszystkich zainteresowanych, gdyby tak można w KRAJU- rozmarzył się chwilę i pomaszerował do szkoły. Po drodze wstąpił do kwiaciarni, tuzin róż zakupił (wiedział o fobii dyrektorki do nich) i pomaszerował na spotkanie. Od progu dyrektorkę w mankiet, kwiaty w rękę wcisnął, krótką samokrytykę złożył, za wszystko przeprosił i oszołomioną na środku pozostawił. Dyrektorka dobrą minę do złej gry zrobiła wszystko wybaczyła, coś o wzajemnym zaufaniu powiedziała i w swoim pokoiku się schowała. Szef prze szczęśliwy Woźnemu za decyzję pogratulował, lukratywny kontrakt w ręce mu pozostał, to i Woźnego na nowo polubił. A Wydział jak to Wydział, spokój odzyskał to i na ogólną euforię przystał. I tak kolejny raz sprawdziło się przysłowie "jak wejdziesz między wrony.........."
poniedziałek, 5 października 2015
???????????
Zazdrość- pierwszy stopień do piekła, czy normalna forma obrony organizmu przed myślami jeszcze gorszymi, jeszcze mniej przyjemnymi, a wręcz niebezpiecznymi, ze względów nie tylko kardiologicznych? Lekka niewinna zazdrość, jest nawet seksi, jest nawet budująca uczucie między dwojgiem osobników, allllle tylko minimalne przekroczenie tej cienkiej granicy między, zabawą w chowanego, a faktycznym schowaniem portfela mężowi po wypłacie, może doprowadzić do wybuchu wulkanu. Tak fajnego w jednych okolicznościach, a niekoniecznie już w przypadku omawianej zazdrości, a zazdrość rujnuje i to najbardziej tego kto zazdrości. Aby zazdrość była budująca, trzeba ją pielęgnować, jak każde uczucie, czy roślinkę i uważać, aby w dobrze rozumianym interesie własnym nie przelać, nie zalać po brzegi, bo mleko się rozleje i zazdrość seksi zamieni się w seksistowską zazdrość. Lekka subtelna zazdrość jest jak najlepszy nawóz dla naszego kwiatuszka miłości, lub najlepszą odżywką do hodowli motyli. A nie ma nic piękniejszego niż uczucie budzenia się tych delikatnych stworzonek buszujących w brzuszku od rana, od pierwszej myśli o lubej, lubym, czy też o lubej z lubym. Nie jest więc szczęściem być rogaczem, ale jedynie właścicielem miejsca na poroże i puki miejsce tylko swędzi, myśli lepiej się układają, częściej , cieplej i radośniej.
Koniec lata
Ostatni już chyba ciepły, słoneczny, beztroski weekend roku 2015, żal siedzieć w domu, a jeszcze większy rozstawać się z ciężko zarobionym groszem, allle jak to w życiu bywa, chuć większa niźli rozsądek i w myśl przysłowia, raz kozie śmierć, poszło po bandzie młode dziewczę i kartę ośmiorniczkę z najdalszych kątków wygrzebało i na miasto ruszyło. Nie będzie to jednak opowieść o Koziołku Matołku, a o osiołku pantofelku, jak go żoneczka wołać lubiła, gdy dokuczyć mu chciała. Osiołek bo bez szkoły, a pantofelek bo do garów się garnął jak mało który facet. Gdy jednak przychodził czas wolny od pracy, a bywało to sporadycznie, bo pracę lubił jak mało kto, a w jego fachu niestety na okrągło i bez wyjątku piątek świątek, budził się drapieżnik jak to w pantofelku. Nie była to jednak praca premiera, a ciężka robota grabarza, jednego z najlepszych w mieście i dająca jak by nie patrzeć znajomości z największymi tego świata. Może i dlatego nasz osiołek nie czuł kompleksów, że bez szkoły, bez ładnej żony, czy też pieniędzy. On kochał swoją pracę i robił to z oddaniem na trzeźwo, jak niewielu w jego fachu. Na trzeźwo wybrał i poślubił piękne młode dziewczę, ale tyle mu ono teraz kłopotów sprawiało, że pięknoty już w niej nie widział, a jedynie cyferek sporo z minusem je poprzedzającym. Co jedną kartę spłacił, to słoneczko jego kolejną mu podrzucało, a do tego jeszcze nie tłumacząc się wcale. Sylwek miał jednak nerwy stalowe i wszystko cierpliwie znosił, a w dniu dzisiejszym zdecydował się nawet dotrzymać królewnie towarzystwa, choć ta wyjątkowo nie nalegała. Jak szedł do pracy zawsze się irytował, że z ukochaną iść nie może, a ona tak wtedy prosiła, wręcz błagała bidulka, a jemu tak wtedy jej żal było, że wyrzuty wręcz miał, iż zimnych od gorących wolał.Gdy już tak razem sobie na miasto wyszli za rączkę się trzymając jak para nastolatków, Sylwek pomyślał tak sobie, że mógłby tak do śmierci maszerować po wrockowym ryneczku i podziwiać nową kostkę dla szpilek zrobionej, a przez niego teraz niedzielnymi adidasami profanowanej. Ale jako towarzysz szpilkowej damy miał prawo tam se chodzić i jak Pan da straży się nie bał. Zrobiwszy dwie rundy w koło, nikogo znajomego nie spotkawszy w pierwszej lepszej kafejce usiedli. Co podać pani Kasiu - spytała kelnerka. Sylwek już wiedział na co poszły pieniążki, tak ciężko zapracowane, lecz spokój stoicki zachował i dwa słowa dorzucił- To samo. Wahał się czy nie dołożyć- poproszę, ale bał się, aby nie wyjść na prostaka.Wielkich ludzi znał, to maniery dobre miał. CDN
sobota, 3 października 2015
Sylwester tuż tuż
Jak sobie zrobić ładną klatę dla Sylwestra i czy warto się tak męczyć, w imię doznań nieznanych, nie zawsze miłych, łatwych i przyjemnych. Dzidek odpowiedziałby fachowo, trza wziąć kilka ładnych desek i jeszcze ładniejszych gwoździ i połączyć przy pomocy ładnego młotka, ale to jest odpowiedź tyleż złośliwa, co nieprzydatna kompletnie, bo nie chodzi nam o jakąś tam klatę, dla dużego nawet kanarka, tylko o rozwój cielesny Mikołaja, nieziemsko zakochanego od miesiąca. Panu Dzidkowi podziękujemy już, za przyziemne pomysły, człowieka, któremu temat miłości bliźniego ogranicza się jedynie do PCI przeciwnej i do tego w peselu zaczynającym się na osiem. Tacy ludzie przez swoje zaszufladkowanie odbierają sobie 90 % możliwości na miłość, a koszt miliona, za możliwości doboru pierwszej cyferki pesel, gwarantuje migrenę i ogranicza miłośników tegoż. Mikołaj osobiście zadowolony był ze swojego wyglądu, ale od kiedy ujrzał Sylwestra to oszalał na jego punkcie i gotów był nawet te brzydkie, zimne okropności dźwigać, by tylko zwrócić na siebie uwagę. Sylwester był bez serca i pozwalał się zamęczać Mikołajowi na siłowni przez cały tydzień, by w weekend dać się porwać do klubu, a tam sprawdzać cierpliwość przyjaciela. I tu mamy wreszcie równouprawnienie, niektórzy faceci też potrafią być złośliwi, kapryśni, nieziemsko kobiecy.
piątek, 2 października 2015
weekend
Piękna pora dnia jeszcze wczesna, a już po godzinach pracy, jeszcze dzień pracy, a już weekend, najlepszy dzień tygodnia-piąteczek. Przed nami ciężka upojna noc, a do tego dwa dni wolne na wszystko co się zamarzy. Odchorowywanie imprezy piątkowej, wyjazd z nowo poznanym ciachem nad morze, a może stacjonarne zaleganie przed TV, wreszcie nie nerwowe tylko na całkowitym luzie, bo do fabryki iść nie trza i TV do rana, do oporu, do bólu uszu z ranka. Normalni koneserzy z browarem, też czekają do piąteczku i teraz mogą do woli uprawiać sport narodowy, picie na czas zdrowia wszystkich z ................... włącznie. Choć przez chwilę szczęśliwi, choć przez chwilę wolni, od gajerków, kostiumów czy spodni na szelkach. Wolni od szefów i ich przydupasów, którzy są gorsi od szefów i ich żon, szczęśliwi przez dwie doby, nasze doby, których nam nikt już nie odbierze. A wydarzyć się może wszystko w tym czasie, włącznie z lotem na księżyc, czy zawarciem jakiejś kosmicznej nowej znajomości, która zaowocuje może nowym etapem życia, albo tylko kacem, ale kto to wie. Co może być ważniejszego w piątkowy wieczór od miłości, zabawy, zabawy w miłość czy miłości do (dla) zabawy? Nic. Czarna dziura, z przewagą na czarna. Kiedy tak wpadniemy w upojną zabawę, piątkowego wieczoru, nie musimy dbać o nic, bo mamy jeszcze dwa dni, na odnalezienie wyjścia z tunelu, w który często te piątkowe wieczory nas zapędzają.
teraźniejszość
Blady świt, wkoło pełno pustych ulic, a ja kolejny raz widzę zło, czające się w każdym zakamarku duszy. Wyszedłem na dwór bo musiałem, ale szczęśliwy z tego powodu nie jestem, w ogóle nie jestem. Złych ludzi tłum, widzę otaczających mnie zewsząd, a tu pusto jak w głowie, zmęczonej głowie. Po cóż tu wyszedłem nie mogę sobie przypomnieć i po cóż, może KTOŚ mnie inspirował, może KTOŚ mi kazał, ale co mnie to obchodzi, jak mnie tu wystawił, to niech se mnie teraz stąd zabierze, a ja sobie chwilkę pomarzę o chwilach minionych, bo tak mnie to uspakaja jak przyszłość, tylko teraźniejszości nie trawię. O Matko czy w życiu musi być teraźniejszość i komu ona potrzebna, kto stoi za tym, kto za sznurki pociąga. Przeszłość jaka by nie była już minęła już gorsza nie będzie, już nic robić nie musisz, a nic się nie zawali, innym krzywdy nie zrobisz, niczym martwić się nie musisz. Przyszłość też jest przyjazna, bo jaka by nie była to dopiero będzie, jakoś to będzie, samo się może rozwiąże nim przyjdzie, ale teraźniejszość nie, o nie, będzie wciskać się w głowę, żądać podania natychmiast jakiegoś rozwiązania, a ja nie chcę podejmować decyzji, ja nic nie chcę, chcę tylko spokoju i ciszy. Niestety teraz to towar deficytowy i nie dla każdego. A jeśli deficytowy, to ktoś ten towar będzie dystrybuował, ktoś na tym kasę zrobi, znowuż nie ja i dobrze bo mam to szczerze w dalekim poszanowaniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









