sobota, 5 września 2015

walizki

☺💼💼Kiedy piszę te słowa, siedzę sobie spokojnie na kanapie, w bezpiecznym miejscu, bo w pokoju wolnym od żoneczki, która właśnie  poszła do pracy. A było ciężko, dwie godziny tłumaczenia to nie ja to oni i itd. Wszystko zaczęło się, od niewinnego piwka przy sobocie ,oczywiście z Dzidkiem, bo kto inny chciałby postawić.Telefon -czyli przysłowiową smycz inteligentnie pozostawiłem w domu, aby weekendowego wieczora nie zepsuł nam telefon z centrali. Było pięknie, ale nie o tym ta bajka, bo to wszyscy znacie i wiadomo, że wszystko co piękne kiedyś się kończy, ale powrót do rzeczywistości był boleśniejszy niż zwykle. Nie było zwykłego opr., ale przejmująca złowroga cisza, nawet pies przestał merdać na mój widok ogonem (tak go przerobiła), a tylko echo powtarzało cisza, sza ,sza. Zaczynam się zastanawiać, cóż takiego mogłem dokonać po trzech piwach, aby cała rodzina mnie znienawidziła do tego stopnia, aby nie łączyć się w bólu z powodu KACA. A kac był przeogromny, bo alkoholowy nałożył się na moralny i potomstwo już tuż, tuż. Przez mgłę pamiętam odprowadzające gwiazdy do taksówki, adres podały, za kurs nie zapłaciły i stąd przygody przy opuszczaniu wehikułu czasu, a do domu dalej niż przed wejściem. Żli ludzie ci taksówkarze, a ja w nich w pewnym momencie widziałem anioły. Nie to jednak było problemem na linii demarkacyjnej pomiędzy mną, a drugą moją połówką. Myślę, spokojnie, zrobię kawę, pomilczymy i jakoś się dogadamy, allle nie. Nie chce mojej kawy, ok. wypiję dwie, na darmo nie pójdzie. Ostentacyjnie czyta książkę (nic nowego), ja cichutko odpalam laptopa i patrzę niewiele widząc , allle widzę KTOŚ do mnie dzwonił wczoraj na laptopa. Pierwszy raz w życiu jakiś dupek, Janusz interneta dzwoni na laptopa. Sprawdzam co to za gamoń, a tu oczom nie wierzę -to ja.  Zaraz, zaraz jakaś ściema, niemożliwe, ja przecież nie miałem wczoraj telefonu. Drążę dalej, na telefonie też połączenie wychodzące zaznaczone, mało tego, przychodzące od Żony też, godzinę wcześniej. Myślę, ostro myślę, po kacu ani śladu, jak pomysłowy Dobromil rozgryzam temat i po ostatnim uderzeniu arbuza olśnienie. Gdy myśmy z panem Dzidkiem pląsali zbyt długo z pannami, mój aniołek wykonał telefon do mnie, a  okazało się, że do siebie i poszła za ciosem odebrała i sprawdziła nie tylko kto dzwoni, ale również kto dzwonił SMS-ował itd. przez ostatni rok chyba.Dojrzała więc, moją próbę łączności pomiędzy laptopem, a telefonem, trzy miesiące wstecz. Tylko niestety, Boguś stary narcyz, nie napisał próba łączności, tylko KOCHAM CIĘ BOGUŚ.  Kiedy to pisałem wydawało mi się, że fajnie jest dostać takiego SMS-a. Mój Anioł nie zastanawiał się, od kogo i czy wypada o tak póżnej porze,  tylko natychmiast zadzwoniła do konkurencji, tylko po co?  Na szczęście był to tylko mój laptop i dlatego żyję, ale tłumaczenia było, że ho ho.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz