niedziela, 6 września 2015

miszmasz

W głowie pustka jak w greckim banku, w szufladzie nie lepiej, a koniec weekendu nakazuje dokończyć dzieła zniszczenia. Bo jeśli nie dziś, to kiedy? Wiadomo nie od dziś, że przeciętny facet najbardziej płodny jest  właśnie w tym czasie i tego się trzymajmy. Niestety dzisiejszy dzień jest dniem wolnym od pracy i ni jak się ma to do niniejszego wyzwania, allle miliony czekają ..........Nie będę więc sięgał daleko pamięcią wstecz, tylko opowiem przygodę dnia wczorajszego. Piękny słoneczny dzień pamiętnego 2015 roku, z temperaturą nie schodzącą poniżej 30 stopni. Ja i mój osobisty towarzysz niedoli Dzidek, kolejny raz, męczymy się prozą życia dnia codziennego, w pięknym wrocławskim rynku przy piwku oczywiście. Podziwiamy piękne kobiety i jeszcze piękniejszą ich grę ciałem, ruchem włosów, czy ukrytymi spojrzeniami bez spojrzeń. Niestety dociera do mnie, że coraz mnie tej gry, niż jeszcze parę lat temu wstecz. Wtenczas tylko niewidome, przechodziły obojętnie obok naszego stolika, a teraz tylko niestety pandy są pewniakiem, że nas nie ominą i kolejny raz usłyszymy "pan da". Odporni na zaloty zagranicznych panien, grzecznie, alle zdecydowanie dziękujemy. Kolejny raz dzielimy się komentarzem o upadającym porządku w państwie i pocieszamy się tylko niezmiennością urody naszych rodaczek. Zauważamy jednak wzrost wagi w młodym pokoleniu i psioczymy na szkolne sklepiki i kiepski WF (religii więcej niż wf, to i kg więcej niż seksapilu). Dzidek twierdzi, że za mało seksu w młodym pokoleniu i stąd problem, ale ja bym przychylał się do twierdzenia o śmieciowym jedzeniu. Siedzimy tak sobie, jak w mapetach chłopcy z loży szyderców i czekamy, kiedy kolejny rowerzysta, rozjedzie biednego policjanta przemykającego cichaczem po rynku. Wracamy do znienawidzonego ZOMO jako przykładu profesjonalizmu i skuteczności, ale niestety ich przynależność do ciemnej strony mocy, nie pozwala pochwalać. Po dwugodzinnym marudzeniu na całe życie, udaliśmy się w drogę powrotną oczywiście na piechotkę. Dzidek nie omieszkał opr.  po drodze, kilku rowerzystów rozpychających się na pasach, a ja nie wytrzymałem i grzecznie zwróciłem uwagę starszej pani wspomagającą pandę. Zaczęła się coś tłumaczyć, że nie jest stąd, a ja na to, aby obserwowała tubylców jak nie wie jak się zachować w wielkim świecie. Tu mnie troszku poniosło, ale nie mogłem się powstrzymać od złośliwości. Dumni maszerujemy sobie dalej w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, gdy nagle zauważamy dziwnie, wręcz dziwacznie wyglądającą gwiazdę w palcie, długim do ziemi, ostrym makijażu i z jaskrawo jasną zieloną parasolką. Dzidek zdążył tylko szepnąć, zaraz nam sypnie, kiedy usłyszałem cichy, ale donośny głos kobiety. CO ZA GĘBY. Nie miałem wątpliwości, że w/w czułe słowa były skierowane do nas, gdyż wzrok utkwiony wyrażał to samo, a może i nawet więcej. Twarze madame -odparłem grzecznie, próbując obrócić wszystko w żart, ale przyznam się szczerze, nie było do śmiechu. Na szczęście dla nas, wspólnie doszliśmy do wniosku, że była po prostu psychiczna i tego się proszę trzymajmy. Nie dawało mi to jednak spokoju i gdy po rozstaniu się z Dzidkiem, zobaczyłem młodzieńca, na oko studenta, mocującego się z ogromnym materacem 2 na 2.2, natychmiast zaproponowałem pomoc, w celu poprawy sobie humoru. Na szczęście nie odmówił i po kwadransie pracy miąłem wyrównany stan ducha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz