środa, 9 września 2015

choinka

Zenuś nie mógł spać, tej parnej nocy lipcowej, pierwszego tygodnia wakacji. Miał dzisiaj w planie, spotkać się ze swoją Agatką u babci, swojej babci, allle bez babci. Właśnie wczoraj rano odwiózł ją osobiście na dworzec, wsadził do pociągu i mało tego, zaczekał jeszcze, aż wagony niespiesznie ruszyły. Rodzice byli strasznie zdziwieni, że Zenuś bez proszenia, poświęcił trzy godziny lekcji pianina, aby babci pomóc w wyjeżdzie do sanatorium. Czekając na odjazd pociągu, cały czas miał przed oczami, jak babcia ukradkiem wysiada drugą stroną wagonu, ale dziś leżąc cichutko w łóżku, wydały mu się te wizje śmieszne. Wrócił myślami do Agatki, a właściwie przerzucił kanał na główny, ona tam cały czas była. Świeżutka, pachnąca, powabna i jakże śliczna, a być może już dziś wieczorkiem..... Ale w tym momencie donośny głos papiego spłoszył wszystkie motylki, które już od dłuższego czasu zalęgły się w Zenusiowym brzuszku.  -  A kurom dałeś.  Zenuś tylko wyprostował palce zaciśnięte w pięść, ale nie pięść, rzucił bezradnie ręce na pierzynę i zwymyślał wszystkie kury na świecie. Pomimo tego, grzecznie wstał i poszedł szybko do obowiązków. On kochał mamusię i tatusia i wiedział, że jak on nie pomoże to kto? A pianino i Agatka poczekają, najpierw proza życia, a póżniej przyjemności. Dodam, że było to w czasach, gdy dzieci słuchały rodziców, a komórki mieli tylko na wsiach. Zenuś miał plana na cały wieczór, ale najpierw musiał przygotować cały dom babci do wizyty jego lubej. Na początek poszły wszystkie święte obrazki, (najwięcej mu to zajęło czasu), a póżniej tylko troszku posprzątał, róże rozrzucił niby bezładnie, radio przestawił na muzę z magnetofonu i czekał. Do przyjścia Agatki jeszcze jakieś 12 godzin, a on już gotowy, cały gotowy, wszystkimi członkami swojego młodego ciała. Teraz to takie proste, odpalamy kompa i myk z 6 robi się 18, ale było to dawno, dawno temu. Pomińmy więc cierpienia młodego Wertera i przyjrzyjmy się samej randce, bo tak należałoby nazwać to spotkanie pięknej i jeszcze piękniejszego. Agatka weszła w drzwi rozpromieniona, śliczna jak zawsze, allle jakaś blada. Zenuś za to rozpalony, czerwony na twarzy jak chłop przy sianokosach i jednocześnie jak książę, ze swoimi ślicznymi długimi paluszkami od pianina, trzymał szampana, a właściwie jak szampana trzymał Colę i polewał, a właściwie nalewał, a ona ta Cola się lała i lała i rozlała. Taki był Zenuś, wszystko zepsuł, a Agatka na kolana i Zenusiowi pomaga. Jak już wszystko posprzątali, a lepiło się dalej co lepić się miało i przytulili się cali i zamilkli, a muzykę w tym wszystkim, słychać się wreszcie dało. I tak milczeli i milczeli, aż Agatka szepce - nie mogę, tylko nie kolędy Zenuś , tylko nie kolędy, błagam.  I tak od tej chwili choinkę kojarzę  z miłością, radością i dziećmi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz