czwartek, 28 stycznia 2016
matura
Kolejny raz, Sylwia spojrzała na sufit z którego przed chwilą spadł
jej na twarz, przebrzydły, owłosiony, wielki jak denko od słoika, czarny
pająk. Bezlitośnie ciągnął ją w najczarniejszy kąt pokoju, z którego
dopiero co Sylwia uciekła przed parą karaluchów jej brata. Takie hobby
sobie znalazł gówniarz tylko po to, by jej dokuczać i jednocześnie
zaobserwować przyrost naturalny zwierzątek. Zaparła się nogami mocno o
brzeg łóżka, jednocześnie szukając po omacku jakiegoś źródła światła,
aby przerwać ten nierówny pojedynek z potworem. Gdy miała już się poddać
wyczuła znajomy kształt telefonu, jedynego jej przyjaciela od ładnych
już kilku lat. Błysnęła światłem dosłownie w ostatniej chwili jak u
MacGyvera ratującego świat. Jasne światło oślepiło potwora, jednocześnie
jego cień sto razy większy wyświetlił się przerażonej Sylwii na jej
ścianie płaczu upstrzonej zdjęciami wszystkich chłopaków w których się
kochała namiętnie. Odskoczyli od siebie jak poparzeni, pająk oślepiony
światłem, a Sylwia przerażona włochatymi odnogami wielkości trąby
słonia. Ale nie w słonia zamienił się wstrętny pają, tylko w ogromną
ośmiornicę próbującą opleść Sylwię swymi obślizgłymi odnóżami, a
pyszczkiem wchłonąć ją całą, tak jak ona próbowała to zrobić z wiedzą
przed maturą. Chyba przegięłam z tym ziołem- pomyślała resztkami mózgu,
próbując łapać okruchy realizmu tlącego się w zakamarkach jej pięknej
główki. Nauka- nauką, ale wspomagacze trzeba ograniczyć, bo po maturze
tylko do psychiatryka będę się nadawać- dodała rezolutnie jej druga
półkula. Tym razem się udało, realizm powrócił, pająk z ośmiornicą
pochłonięci sobą zniknęli, a Sylwia książki i zeszyty przy których
zasnęła skrzętnie do torby schowała i procedurę wyjścia do szkoły
rozpoczęła.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz